Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenne porządki
Adaś:
Widząc padającego na ziemie przeciwnika, wyrwałem miecz z pochwy i ruszyłem biegiem w kierunku bramy. Miecz trzymałem oburącz, biegnąc naprzeciw. Jakieś dwa metry przed przeciwnikiem wziąłem mocny zamach z prawej. Przeciwnik cudem obił mój miecz, równocześnie wybijając mnie z rytmu. W odwecie zamachnął się na mnie toporem z swojej prawej. Wracając do równowagi, ledwie wykonałem piruet, w którym przygotowałem się do kolejnego ciosu. Skończywszy piruet rozciąłem prawe ramię przeciwnika. Orka to rozwścieczyło, bo wyciągnął swój drugi topór i zamachnął się z góry na mnie oburącz. Sparować to nie było najmniejszej szansy, wywinąć się unikiem też nie było zbytniego sposobu. Byłem w kropce, jedyne co mi pozostało to morderczy atak. Błyskawicznie zgiąłem się prawie że w pół, przyskoczyłem o krok i wbiłem miecz do połowy ostrza, poniżej linii żeber. Ork stracił płynność ruchu, wiedział że już nie ma zbytnich szans. Postanowił się zemścić. Wziął ostatni w swym życiu rozmach, ja natomiast nie zdążyłem uskoczyć. Topór trafił mnie obuchem trochę powyżej kolana. Ból był okropny, upadłem przez to na ziemię łapiąc się za nogę. Cios był na tyle słaby że całe szczęście obił tylko kość, powodując tym samym okropny ból.
5/6 Berserkerów (w tym jeden ranny w udo)
//: I tymczasowo moja postać jest wykluczona z walki póki się nie dźwignie.
Patty:
Kołysanka już śpiewała w moich dłoniach, gdy skoczyłam do przodu, prosto na jednego z orków. Potężny, zwalisty zielonoskóry budził respekt, podkreślony dodatkowo dwoma toporzyskami w wielkich jak bochny chleba łapach. Zawirowałam w piruecie, unikając ataku i cięłam mocno, na odlew. Srebro gładko cięło pancerz i skórę przeciwnika. Z rany na boku popłynęła krew, ten jednak nic sobie z tego nie robił, ryknął tylko, uderzając we mnie toporami. Nie próbowałam parować, miał nade mną przewagę siły, uskoczyłam do tyłu, wrogie bronie minęły mnie o włos. Skoczyłam po skosie, za prawy bok, przetaczając się po ziemi i natychmiast wstając, składając się do szerokiego sinistra, tnąc prostopadle do kręgosłupa. Klinga weszła głęboko, między kręgi, nie tracąc czasu uderzyłam ponownie, równolegle do pierwszego cięcia. Cofnęłam się o krok, zielony bydlak odwrócił się i zamłócił wściekle ramionami, topory wyły w powietrzu. Dwa razy zahaczyły o moją kolczugę, nie czyniąc mi jednak szkód. Zaklęłam, przyciągając go telekinezą i nadstawiając miecz do potężnego sztychu. Klinga wgryzła się w ciało na wysokości mostka, wychodząc z pomiędzy łopatek. Sama jednak przemieściłam się za jego plecy, unikając ostatniego, rozpaczliwego ataku. W sam raz, by usłyszeć wściekły ryk kolejnego orka. Warknęłam, wystawiając przed siebie ręce. Berserk ruszył do szarży, a ja krzyknęłam wysokim głosem - Heshar! - podmuch ognia pochłąnął orka, zwęglając jego ciało. W powietrzu rozszedł się ohydny smród spalonego mięsa. Odzyskałam jeszcze miecz i ruszyłam dalej.
3/6 berserków
Koza123:
Konrad ruszył ku jednemu z przeciwników. Ork zamachnął się jednym z toporków. Zaatakował z góry. Chłopak odskoczył w bok. Uderzył drugim z toporków, również bezskutecznie. Młodzieniec był dla niego za szybki. Oponent został wytrącony z rytmu i równowagi. Szwadronowiec przerzucił miecz z jednej ręki do drugiej i niespodziewanie dla swego nieprzyjaciela zaatakował. Miecz wbił się w bok wroga, z łatwością przebijając pancerz. Młodzieniec nie mógł czekać, gdyż ork już brał zamach. Wydobył oręż z ciała zielonoskórego, powodując tym samym krwotok. Szybko odskoczył, unikając tym samym nadchodzącego ciosu. Wiedział, że nie ma szans na sparowanie takich ataków, więc wolał obrać taktykę naprzemiennego unikania i atakowania. Widział, że ork jest wykończony. Więc zaczął obiegać go dookoła. W pewnym momencie obrócił się i zadał nieprzyjacielowi cios w ramię. Odskoczył, zamłynkował mieczem, doskoczył do wroga i obciął mu dłoń. Ork rzucił broń łapiąc się za kikut ręki. Artin ponownie doskoczył, tym razem wykonując sztych. Dla pewności, po chwili poprawił to ukośnym cięciem z góry, od prawej. Widząc martwego orka, wycofał się.
2/6 Berserkerów
Hagmar:
Puf! Błysło i huknęło, pędząca kula posłana z Yarpenowego muszkietu rozwaliła orczy łeb, padł od razu. Krasnolud z nudów podrapał się po dupie. Podobnie jak Garir, który sie nudził
1/6
Koza123:
Konrad ruszył ku ostatniemu. Uniknął toporów bez problemu. Odskoczył. Następnie doskoczył i wykonał półpiruet tnąc w dół, od lewego ramienia. Ork rzucił się na młodzieńca w szale. Ten zaś Przeskoczył za jego plecy i wykonał równoległe do ziemi pchnięcie. Ork pomimo tego stał jeszcze na nogach. Chłopak pewnie chwycił miecz, doskoczył do orka, chlasnął go ostrzem po twarzy i odskoczył. Zielonoskóry spróbował zaatakować. Słabo mu to wyszło. Jego własna krew zapewne utrudniała mu widzenie. Konrad wykorzystał to i wbił mu miecz w głowę od góry. Przeciwnik padł martwy.
-Zrobione, co dalej?- spytał chowając miecz do pochwy i kierując się ku reszcie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej