- Ciężko to opisać - westchnął, z trudem przypominając sobie doznania tego dnia, kiedy w podziemiach zamku królewskiego na ponów został wrócony do życia.
- O ile sam moment śmierci to po prostu zdziwienie po wszech miary, bo któż jest nań gotowy, to moment wskrzeszenia jest czymś, o czym masz doskonałe pojęcie. Uczucie samo w sobie jest po prostu dziwaczne. Bo patrzysz na swoje martwe ciało z perspektywy kogoś zupełnie innego. Sądzę, że najlepiej dowiesz się, jak to jest, kiedy dokonasz projekcji astralnej, a potem powrotu do ciała. Zakładam, że to podobne uczucie - wyjaśnił niezbyt jasno.
Korony drzew zacieśniły się nad ocienionym traktem. Droga stała się jakby mniej uczęszczana, choć ciągle oczywiście przejazdem pojawiały się karawany kupców, pojedyncze wozy, spieszący na swych rumakach posłańcy. Diomedes z kompanem obrali raczej swawolne tempo podróży, to też konie nie wyglądały na szczególnie umęczone przez swoich jeźdźców. Obyło się zatem bez zbędnych postoi, a jazda tym powolnym sposobem ułatwiała swobodną, niezakłócaną szumem wiatru i głośnym stukotem kopyt rozmowę.
- Zbliżamy się już. Może wymyślimy jakąś historyjkę, co by nie wydały się nasze zamiary? Sam wiesz, skąd przyjeżdżamy, dokąd zmierzamy, a po co, a dlaczego, żebyśmy to mieli zgodne wszystko. Chyba że chcemy ten wywiad oddzielnie przeprowadzić. To jak?