Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"

<< < (2/42) > >>

Eric:
- Nie - odpowiedział Gunsesowi. - W każdym razie nie ja - sprawa była postawiona jasno. Diomedes bardzo lubił takie podchody, zawsze pragnął być mistrzem kłamstwa i intrygi, władającym aktorskim rzemiosłem jak pałeczką trzymaną w dłoni. To była dobra i ciekawa sposobność, by poćwiczyć umiejętność zwodzenia ludzi dla własnych korzyści. A także i okazja do napicia się tego i owego. Cała ta sytuacja, mimo jej mistycznej otoczki, bardzo mu się podobało.
- No, to to ja rozumiem - zaśmiał się w odpowiedzi do Fausta. - Ale pijemy na twój koszt! - uśmiechnął się wrednie.

Anv:
- Ja też nie mam pytań. Ruszamy. - rzuciłem do Gunsesa, skinieniem głowy dziękując za runy. Potem baj skierowaliśmy się w stronę stajni. Idąc kontynuowałem rozmowę.
- jak mozesz tak wyzyskiwać biednego nowicjusza... - aktorsko posmutniałem. - Ale dobra, tylko pamiętaj, ze następnym razem to ja sobie odbiję na twojej kieszeni. A wiedz, że lubię wypić. - wyszczerzyłem się. Lubię to może złe okreslenie, jeszcze bym wyszedł na alkoholika albo coś. Zwyczajnie relaks przy dawce wspomaganych trunków był raczej w sferze rzeczy, które mocno przypadły mi do gustu. - Ewentualnie, zrobimy to w naprawdę dobrym stylu, staniemy się prawdziwymi biesiadnikami owej karczmy i nowi koledzy będą nam stawiać.

Eric:
- To też niezgorszy pomysł - skwitował wyobrażenie Fausta o hojności karczemnych szelm. Zdawał sobie sprawę, że rozrzutność wzrasta wraz z zawartością alkoholu we krwi, ale nie sądził, by dane im dwóm było doznać takiej pociechy, jaką jest picie na krzywy ryj bez żadnych konsekwencji. Oprócz jutrzejszego kaca oczywiście. I potencjalnych działań podjętych pod wpływem.
- Nie bój nic. Moja kieszeń ma się niezgorzej, a i ja skąpy nie jestem, kiedy przychodzi do sprawy wagi tak wysokiej, jaką jest picie gorzałki z druhem zacnym - uśmiechnął się i poklepał po mieszku przywieszonym u pasa. Zabrzęczał dźwięcznie.
    Kiedy już doszli do stajni, co do największych wysiłków nie należało, Diomedes przystąpił do bezlitosnej selekcji zwierza, który miał go ponieść na grzbiecie swym. Padło na karego ogara z bujną grzywą i hipnotycznie głębokimi, ogromnymi oczami. Osiodłał rumaka, wdrapał się nań i pogłaskał go po łbie, czekając, aż ze swym wierzchowcem upora się towarzysz.

Anv:
Do ogledzin wierzchowców zabrałem się i ja. Podszedłem do jednego pobliskiego by przyjrzeć u się bliżej. Szary, z bujną grzywą tej samej barwy. Czarne przeniklwie oczy, wyraźnie młody i silny, prężył się w swoim boksie. Chwyciłem mocno i podskoczyłem dosiadając rumaka. Gdy tylko zauważyłem,że i Diomedes jest gotowy, ruszyłem w stronę bram miasta. Stajnia była stosunkowo blisko północnej bramy, więc nie potrzebowaliśmy zbyt wiele czasu. Od razu widać było ciągnący się, szeroki trakt. Z pewnością wielu handlarzy tędy podrózowało. Było to też swego rodzaju wadą, gdyż ci często padali ofiarami róznorakich mniej lub bardziej zorganizowanych szajek zbójeckich. Teraz jednak ufałem swoim i kompana umiejętnościom, dlatego jechałem pewnie rzed siebie.
- Nie byłem nigdy na Revar, tymbardziej nie odwiedziłem tamtejszej karczmy. Podobno jest w samym środku lasu. Ciekawa lokacja...

Gunses:
//Dobra. Czas więc na kilka informacji.
//Marant v.3 ma na celu nauczenie graczy stylu gry podobnego do Marantu v.1. Czyli:
- gracz pisze co robi, co myśli, co zamierza itp.
- im większa aktywność gracza, tym szybciej toczy się akcja
- gracz może dowolnie obcować z otoczeniem i używać interaktywnych przedmiotów (tzn, jeśli Opiekun doprowadzi was do domu i do niego wejdziecie to oczywistym jest, że są tam skrzynie, szafy, kredensy, stoły, krzesła itp) chyba, że Opiekun zaznaczy inaczej
- gracz nie może wymyślać przedmiotów ważnych lub interakcyjnych na wyprawie (jeśli gracz otwiera skrzynie/szafe, nie może wpisać sobie tam jakiś wymyślonych rzeczy, np. miecza/zbroi itp)
- gracz walczy z potworami/przeciwnikami kiedy otrzyma ich statystyki (jeśli nie dostaje statystyk musi wybrać, albo obchodzi przeciwnika/zwierze unikając go, albo próbuje się dogadać (ze zwierzakiem też można), albo atakuje (wtedy otrzymuje statystki).
- gracz musi używać narządu jakim jest mózgł (Marant to nie strzelanka która polega na klikaniu PPM, Marant wymaga umiejętności ocenienia sytuacji i wyciagnięcia odpowiednioch wniosków, przemyśleń itp)
- to Opiekun pisze o napotykanych po drodze loakcjach/NPC's/przeszkodach/przeciwnikach
- na moich wyprawach możecie używać '//' do zadawania pytań odnośnie kluczowych momentów rozgrywki, czy komunikacji między sobą (np. powiadomień o chwilowej nieobecności itp)
- jako, że jesteście graczami z dużym stażem, możecie zabijać bez mojej akceptacji (nie czekacie aż zatwierdzę każdy atak).

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej