Tereny Valfden > Dział Wypraw
Biała rewolucja - Uśmiech od ucha do ucha
Istedd:
Istedd rad był, że dotarł już niedaleko stajni. Stało się to wtedy, kiedy spostrzegł rysy owego budynku. Raczej (w pierwszym odruchu myślowym) uznałby, że biegnie w zupełnie innym kierunku niżeli stajni. Cóż... dziwnym było to, że biegł w takim tempie, dodatkowo za nim krok w krok podążała straż. Jednakże wpadł na szalony pomysł!
- Koniokrad, do kurwy nędzy! Koniokrad! - rozdarł się w kierunku tamtego chłopaka i w biegu zakreślił mieczem nad głową wielki łuk. Przynajmniej teraz niektórzy postronni uznać mogli, że nasz drogi Kruk biegnie, aby odzyskać swoją własność, a za nim w biegu podąża wściekła, zaalarmowana wcześniej straż. Dlaczego to zrobił? Nie wiedział w pełni. Acz musiało wyglądać to dość komicznie. Zmusił się do jeszcze szybszego biegu. Chciał zwinnie wskoczyć na swego konia i uciec gdzie pieprz rośnie. Miał tylko skrytą nadzieję, że ów chłop nie pocznie uciekać z jego środkiem transportu.
Anette Du'Monteau:
Chłopak przeraził się na widok lecącej masy chłopa. Puścił wodze konia i skrył się z boku przybierając pozycję embrionalną.
Istedd:
Rodzaj pozycji, jaki przybrał chłopak nie obchodził zbytnio rozpędzonego warchoła. Zbyt zajęty był... biegnięciem w stronę stojącego konia, który zajęty był chyba podziwianiem całego świata poza wrzeszczącymi strażnikami i nadbiegającym Krukiem.
- Dzięki, bogowie z tobą! - zawołał w kierunku stajennego i z niemałym trudem wsadził miecz do pochwy. Cóż... pierw pochwycił ją wolną dłonią. Nie chciał ani sobie, ani zwierzęciu uczynić żelastwem krzywdy, właśnie dlatego tak postąpił. Kiedy zbliżył się wystarczająco pochwycił konia za siodło, klepnął go w zad i jednocześnie (wykorzystując rozpęd i wykonany bardzo nieprofesjonalnie skok wzwyż) przełożył drugą nogę nad grzbietem konia. Uderzył swymi butami go w bok.
- Jazda! - zawołał i szarpnął za wodze swego wierzchowca. Pochylił się również w siodle, żeby mniej oporu stawiać powietrzu, a także aby uniknąć ewentualnych pocisków. Oddychał ciężko i nierówno. Acz zebrał w sobie siłę, aby się obejrzeć za siebie...
Anette Du'Monteau:
Strażnicy próbowali cię gonić dalej, aczkolwiek widać było że osłabli. Wyczerpani samym pościgiem między tłumem, nie mieli ochoty gnać za koniem. Na pewno wyślą jakiś jeźdźców, ale wtedy Kruk już będzie daleko stąd.
Istedd:
Istedd gnał konia. Ledwo mógł złapać oddech. Acz musiał na sam koniec dać pokaz swej warcholskiej fantazji. Puścił wodze konia, acz mocniej nogami zacisnął się na brzuchu zwierzęcia, obrócił się za siebie i zarechotał jako-li szalony.
- Aaaa! Skurwysyny! Złapać się mnie chciało, co? A macie! - zawołał triumfalnie, a potem okazał im podwójny gest! Po pierwsze ułożył wyprostowaną dłoń na zgięciu - łokciu drugiej ręki, którą podciągnął do barku. Znany był to krasnoludzki gest miłosierdzia alias gest Kozakiewicza. Dodatkowo pokazał na tej samej ręce, która była zgięta środkowy palec. Również krasnoludzki gest pokoju, pojednania i miłości do bliźniego. Dumny odwrócił się do zwykłej pozycji i pognał konia jeszcze szybciej. Kierował się do bramy, którą tu dotarł. Potem miał skierować się z powrotem przez wieś Jabłonowo.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej