Tereny Valfden > Dział Wypraw

Polowanie na Jelenia

<< < (6/8) > >>

Lord Hejgen:
- Istedd to ty. To Ja Anims. Co tobie też się nie udało nic upolować. Ja miałem 2 jelenie ale mi uciekły zanim zdążyłem je złapać. Może chodźmy razem za Konradem. Może on ma większe szczęście. - powiedział Anims do Istedda który go wystraszył niespodziewanie.

Istedd:
Istedd z całą pewnością zarechotałby rubasznie, gdyby dowiedział się o tym, iż wystraszył Animsa. Czego tu się bać? Brody? Wąsów? Może rosłej postawy, miecza, łuku i woni alkoholu? Raczej tego pierwszego, w co teraz się podrapał. Chyba nadal w owych włosach kryły się kawałki chleba. Zjadł kilka mniejszych i raz jeszcze przeczesał swe majestatyczne brodzisko. Widać inszy kompanie więcej mieli szczęścia od byłej moczymordy. Cóż jednak zrobić z tym? Nic się nie da. Niech się dzieje wola nieba - z nią się zawsze zgadzać trzeba. Z takim nastawieniem kiwnął głową na znak wyrażenia aprobaty, co do pomysłu Kruka.
- Niechaj się tak stanie. Chodźmy tedy za Konradem. Ja zaś żadnego zwierzęcia nie spotkałem. Nawet chędożonego borsuka. No dobrze... spotkałem jedno zwierzę. Konie, cha! - rzekł i wyprężył się, jako-li bohater jakowyś. Problem jednak znalazł jeden. Nie wiedział, w którą stronę udał się Konrad. Podrapał się w głowę i spojrzał na ziemię. Może tam znajdzie wskazówki? Choć lepiej byłoby, gdyby jego kompan posiadał wiedzę takową.

Koza123:
Konrad starał się poruszać jak najciszej. Powoli i po chichu zbliżał się coraz bliżej do wypatrzonego przez siebie zwierzęcia. Kiedy był już dość blisko, ściągnął kuszę z pleców. Załadował ją najciszej, jak potrafił. Celował 10 sekund. Nie było szans, aby nie trafił. Wziął głęboki oddech i strzelił. Miał nadzieję, że zwyciężył.

Lord Hejgen:
//Konrad trafiłeś jelenia w udo. Musisz go jeszcze dobić by go wziąść.

//Anims i Istedd.
- Ja chyba wiem którędy poszedł. Chodź za mną. - powiedział po czym ruszysz razem z Isteddem w stronę południa. Po 20 min podróży Anims dostrzegł jakąś sylwetkę. Następnie powiedział do kompana - On chyba tam stoi. -

Istedd:
- Dobrze tedy. Prowadź. - rzekł do niego i skierował się za nim. Nie wiedział nawet, iż zmierzają na południe, acz miał nadzieję, że przynajmniej na coś (albo kogoś) trafią. Znowu także jął znaczyć za sobą drogą, wyrządzając lasowi wielkie szkody w postaci połamanych kończyn i wydeptanego traktu. Droga mijała mu upierdliwie powoli. Obydwaj milczeli przez ten czas, a sam Istedd jakoś nie miał ochoty przerywać tego stanu. Być może zmęczył się już tym całym marszem i dotlenieniem mózgu, który emanował przeszywającym i tępym bólem spowodowanym piwem. Jednakże musiał to wytrzymać bez słowa skargi. Wreszcie spostrzegli jakąś sylwetkę. Zmrużył oczy i przystawił dłoń doń, by wyraźniej ujrzeć tamtą postać. Oczywiście nie poskutkowało to zbytnio, acz chyba był to Konrad. Kto inny szlajałby się po lesie?
- Ano. Chyba to on. - stwierdził beznamiętnie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej