Tereny Valfden > Dział Wypraw
Biała rewolucja - Początki
Nessa:
Jednak wróg nie dźgnął, ale też się nie przewrócił. Uderzenie sprawiło, że cofnął się o dwa kroki i zachwiał. Był zmęczony. Zerknął przez ramię. Chyba liczył na wsparcie, które w każdej chwili mogło się pojawić w domu.
Istedd:
Cóż... widać karkołomny czyn Istedda został doceniony przez bogów i nie owocowało dźgnięciem w bok. Przeciwnik był zmęczony jak również posiadacz majestatycznej brody, który jął oddychać pełną piersią. Potrzebował tego na równi z czasem. Kiedy przeciwnik zerknął przez ramię Kruk naparł na niego szybkim pchnięciem. To była jednak zmyłka, albowiem pchnięcie w ostatniej chwili przemienił na cięcie wręczne, które jednak nie miało wywołać większych obrażeń. Natychmiast kontynuował natarcie. Nie dawał tamtemu czasu i pola do manewru. Jął zarzucać go zjadliwymi cięciami w naprzemienne boki: lewy, prawy, prawy, lewy (w łeg i pierś). Dalej ciosy zadawał oburącz. Nie miał czasu na zabawę. Musiał zakończyć to szybko, dlatego poświęcał temu wiele ze swej energii i biegłości.
- Giń, skurwysynu! - zachęcił swego oponenta i ponownie przerzucił broń zadając proste cięcie w głowę. Wiedział, że łatwo można to skontrować (szczególnie posiadając dwie bronie), jednakże gdyby trafił miałby spore szanse na pozbycie się drugiego przeciwnika.
Nessa:
Przeciwnik nie skontrował, gdyż za oknem dało się słyszeć głośne krzyki jego znajomków, którzy wracali zapewne z jakiejś popijawy. Zdekoncentrował się, a Kruk to wykorzystał.
Istedd:
Zaklął po raz kolejny. Czas mijał nieubłaganie. Krzyki świadczyły o tym, że zbliżała się nieuchronna konfrontacja z liczniejszym przeciwnikiem. Był zmęczony. Dodatkowo przeczuwał, że starcie to może zakończyć się sromotną porażką. Jednakże los uśmiechnął się do niego raz jeszcze. Oto bowiem przeciwnik się zdekoncentrował! Nie miał czasu bawić się w kolejne dywagacje i walkę. Zdał się na ostrze, które trafiło tamtego. Nie dał sobie nawet czasu obejrzeć skutków, jakie przyniosło cięcie. Odepchnął przeciwnika i kopnął go niczym Leonidas wrzucający perskiego posłańca do niezmierzonej dziury i dokonał bardzo szybkiej analizy otoczenia. Pochwycił jakowyś przedmiot i cisnął nim w okno, do którego sam się rzucił. Niestety ową rzeczą okazała się... drewniana łyżka, która nie przebiła okna. Rozpędzony Kruk wymówił tylko barwne określenie na literę "k" kobiety o lekkich obyczajach, a także popularne przekleństwo, nadstawił się bokiem i nie mogąc się zatrzymać wbiegł w okno.
- Kurwaaaaaaaaaaa! - wyjąkał i zamknął oczy.
Nessa:
Istedd zdołał jeszcze usłyszeć głośne wyrażenie zdziwienia wypowiedziane głosem jednego z bandytów w sposób co najmniej niecenzuralny. Pozostało mu tylko uciekać, nie zważając na rany. Nie było one jednak zbyt głębokie, choć nieciekawie wyglądające - rozcięty policzek, w którym znajdował się teraz odłamek szyby i płytkie przecięcie na szyi , a także rozerwany w dwóch miejscach na ramieniu strój assasyna. Sugerując się bólem, Kruk mógł się domyślić, że jakiś odłamek znajduje się w jego barku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej