Tereny Valfden > Dział Wypraw
Biała rewolucja - Początki
Istedd:
Nie miał wiele czasu. Wiedział o tym dobrze. Musiał działać tedy szybko, acz skutecznie. Przeciąganie walki nie byłoby mu na rękę. Wszak bandycie na pomoc mogliby towarzysze przyjść w sukkus! Tedy była moczymorda (wykorzystując zaskoczenie, jakie wywołała rana) zadała pchnięcie z wypadem. Nie miało trafić. Była to znowu ta sama sztuczka. Przeciwnik zwiększając dystans (cofając się jeszcze) uchronił się przed bolesnym użądleniem. Istedd szybko wykonał dwa kroki i zadał takie samo cięcie jak wcześniej. Przeciwnik już wystawił ochronę i niechybnie uniknąłby ciosu, acz Kruk użył niedawno poznanej sztuczki. Wszystko stało się bardzo szybko. W jednej chwili przerzucił broń do lewej ręki i zadał proste cięcie. Dość lekkie, by trafić. Udało się i osłabiło czujność przeciwnika, który nie spodziewał się chyba awangardy posiadacza majestatycznej brody, który z okrzykiem (bowiem i tak tamten zaalarmował wszystkich krzykiem) rzucił się w szarży na swego przeciwnika. Uderzył weń całą swą masą i na oślep zadał pchnięcie spod swej pachy. Siły do tego użył ramienia. Naraził się jednak w tej sposób na wszelaki atak, choć jego pomocą i nadzieją było to, że akcja ta nie była do przewidzenia, chyba - że jego przeciwnik był naprawdę szalony i bogowie mu sprzyjali, bowiem nikt normalny nie zakończyłby tego starcia w tak niebezpieczny sposób, jak uczynił to nasz bohater. Miał nadzieję, że tym samym przebije się przez przeciwnika i rzucić się będzie mógł do ucieczki.
Nessa:
Plan Istedda był naprawdę dobry. Nie przewidział tylko jednego - parki bandziorów za oknem. Miał pewność, że widzieli, jak zadawał ostatni cios ich znajomkowi. Ruszyli biegiem do domu i już po chwili byli w środku. Nie było wyjścia. Kruk musiał się z nimi zmierzyć, bo wybicie okna nie wchodziło w grę.
--- Cytuj ---Bandyta x2:
1.Nazwa broni: Bandyckie ostrze
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 15
Wytrzymałość: 11
Opis: Wykuty z 55 sztabek żelaza o zasięgu 0,9 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [50%]
2.
3.Nazwa broni: Zakrzywiony sztylet
Rodzaj: sztylet
Typ: jednoręczny
Ostrość: 15
Wytrzymałość: 11
Opis: Wykuty z 25 sztabek żelaza o zasięgu 0,3 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [50%]
4.
Odzienie:
Nazwa odzienia: Osłona bandyty
Rodzaj: zbroja miękka
Typ: kaftan skórzany + płaszcz
Wytrzymałość: 14
Opis: Uszyty z 50 kawałków skóry wilka i 150 kawałków lnianego półtna.
Wymagania: Używanie zbrój miękkich
Specjalizacje walki:
Walka bronią sieczną - Zaawansowane techniki walki [75%]
Umiejętności nabywane:
-Kradzież kieszonkowa
-Otwieranie wszelkich zamków
-Używanie zbrój miękkich
Umiejętności rasowe:
-Potencjał magiczny
-Potencjał chemiczny
-Ciało z gliny
-Ulubieniec bogów
-Bystry umysł
--- Koniec cytatu ---
//: Wybór pomieszczenia, w którym dojdzie do walki, pozostawiam Tobie.
Istedd:
Zaklął. Bardzo szpetnie i niekulturalnie widząc, jak dwójka tamtych wbiega do domu. Miał niewiele czasu, ba! Praktycznie go już nie miał. Ostawił truchło tamtego na ziemi i rzucił się biegiem w obranym losowo kierunku. Trafił tak do kuchni. Cóż... nie było możliwości wycofać się, więc musiał zmierzyć się ze swymi przeciwnikami właśnie tutaj. Pochwycił cięższy garnek i rzucił nim w nadbiegających przeciwników. Oczywiście nie wywołało to większej reakcji od co najwyżej wybuchu śmiechu czy klątwy pod adresem idiotycznego posunięcia. Acz było to zamierzone! Po części... wszak Istedd zyskał tedy kilka sekund, aby przybrać pozycję i przenieść ciężar na obie nogi. Działał szybko. Nie mógł pozwolić, aby we dwóch wkroczyli do pomieszczenia. Póki co wzajemnie się blokowali. Natarł na nich, aby wspólnie nie weszli do środka. Zadał serię szybkich pchnięć. Oponenci cofnęli się jednak bez strat i natarli. Kruk sparował pierwsze uderzenia i uniknął cięcia niezbyt finezyjnym obrotem. Przy okazji bokiem uderzył się w jakowyś mebel i znowu zaklął. Zignorował jednak ból i pochwycił kolejny przedmiot (chyba garnek), do którego nie przywiązywał większej wagi i ponownie cisnął nim we wroga. Zadał od razu po tym szybkie cięcie w trok, poprawił potem na odlew, nyżkiem i w brew. Seria takich ataków była zaplanowana. Choć wtedy już drugi bandyta zdołał przedostać się do kuchni. Była moczymorda cofnęła się o krok... a potem błyskawicznie wystawiła przed się dłoń i wystrzeliła z ukrytego ostrza. Nie czekając na rezultaty tegoż ataku naparł na przeciwników z okrzykiem. Zadał oburącz paskudne cięcie w prawy bok.
Nessa:
Ostrze z mechanizmu trafiło bandytę w bark, a cięcie Kruka w bok. To wystarczyło, by wypuścił broń i padł na kolana - czy to z niemocy, czy to naiwnie licząc, że w ten sposób uniknie śmierci. Drugi przeciwnik jednak nie próżnował i natarł na Istedda. W międzyczasie wyjął dodatkowo sztylet, jakby licząc że uda mu się podstępnie zranić Kruka.
Istedd:
W ten oto sposób jeden oponent został wyeliminowany z walki. Ale czy na pewno? Istedd nie mógł mieć pewności i działał odruchowo. Wszak zwijający się z bólu zawsze mógł podstępnie zaatakować nogi. Pierwsze co uczynił to nogą odepchnął od tamtego broń, cały czas osłaniając się od ataków drugiego bandyty. Po drugie, klęczącego kopnął zamaszyście w twarz w przerwie między atakami tamtego. Trzeba było wykorzystać leżącego na ziemi jak kłodę przeciwnika, toteż była moczymorda niezbyt zwinnie przeskoczyła go w taki sposób, że znalazł się między walczącymi. Ograniczyłby w miarę ruchy przeciwnika, który chyba nie chciałby wywrócić się o kompana lub nadepnąć nań i zaryzykować wybicie się z rytmu oraz utratę równowagi. W sumie to samo groziło Krukowi, ale ten był teraz w defensywie. Zbił kilka cięć i zastawił się przed kolejnym. Uniknął zwodniczego pchnięcia zwiększeniem dystansu i samotrzeć naparł tymże manewrem z wykroku. Przeciwnik w tejże chwili wyciągnął sztylet. Robiło się niebezpiecznie, toteż Istedd zaklął pod nosem, ujął miecz oburącz i natarł ze zdwojoną siłą, nie martwiąc się o utratę energii. Liczyło się przejęcie inicjatywy. Ciął z całych sił i często zanosił się aż wraz z cięciem. Obrona przed tak barbarzyńską siłą nie należała do prostych i raczej nie mógł tego zastawiać sztyletem. A długość miecza, na jaką trzymał go nasz bohater uniemożliwiała mu zadanie cięcia (chyba, że zmniejszy dystans). Tak też uczynił, a wtedy posiadacz majestatycznej brody natarł na niego całym sobą. Uderzył weń barkiem i miał nadzieję, że znowu ten niebezpieczny manewr osiągnie zamierzony skutek i ewentualnie bandzior przewróci się o swego kompana. Wyczekiwał jednakże napadu piekącego bólu. Wróg mógł go wszak dźgnąć. I to dość poważnie; lecz do odważnych świat należy!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej