Królestwo Valfden > Efehidon
Ulica Dragosaniego pogromcy Kagana
Korag:
-Oczywiście.-Nie spodziewała się go! Nagle nabrał przekonania, że tajemnica którą przesiąknięta jest do cna ta sprawa może być jeszcze mroczniejsza niż zakładał. Co za tym idzie, zadanie będzie trudniejsze niż się z pozoru wydaje. Ale czy kiedyś coś okazało się łatwiejsze?-Co dokładnie mam zrobić?-
Lithan le Ellander:
- Udasz się we wskazane miejsce i przekażesz rozkaz: 'wydobycie możliwe, do dzieła.' Zapamiętasz? Krasnali rozpoznasz słowami 'przeżyć każdy może' w odpowiedzi powinieneś usłyszeć 'każdy kto zechce'. Drugą parę pozdrów słowami 'pozdrowienia dla dzielnych z gór', powinieneś usłyszeć 'bo i ich nie zapomnieli zapisać'. Jeżeli ktos będzie miał dla Ciebie misję, to wykonasz ją. Pamiętaj abyś dostawał pisemne potwierdzenie każdego z wykonanych zadań. Inaczej nie będzie nagrody. Dowiem się, jeżeli Ci się uda i Cię znajdę.
Korag:
-Zapamiętam.-Powiedział i zaczął się zastanawiać. Tajne hasła i zawołania? Już czuł się jak jakiś szpicel. -Wyruszę natychmiast. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.-Dodał na koniec.
Progan:
Progan przechadzał się po jednej z głównych ulic miasta Efehidion. Zastanawiał się nad jej nazwą. Ulica Dragosaniego pogromcy Kagana... Hmm... Ciekawe kim był Dragosani i kim był ten Kagan... zastanawiał się. Ulica ciągnęła się kilometrami, przy niej jak grzyby po deszczu otwierane były zakłady i kramy. Progan oglądał wyroby tutejszych rzemieślników i asortyment kupców.
- Przepraszam? Gdzie znajdę kowala? - zapytał
- Idź pan dalej, przy skrzyżowaniu dróg stoi tablica na zamówienia. Może pan napisać co pan potrzebuje, ktoś moze się podejmie... - rzekł zapracowany krasnolud stojąc przy kowadle i ocierając pot z czoła dłonią, w które trzymał młot.
- Dzięki, panie - powiedział Progan i poszedł dalej. Odpowiednią tablicę znalazł dość szybko.
Lithan le Ellander:
Potem o tych wydarzeniach było głośno przez wiele dni i nocy, każdy powiem nie widział czegoś takiego wcześniej, wieczór był to dziwny i zwiastował nadejście nowego, ale najpierw...
Najpierw przyleciały ptaki. Niebo przysłoniła wielka chmura, wielka, ruchoma, kolorowa i krzycząca. Kołowały wrzeszcząc nad stolicą, aż spadły w dół. Nie starczyło im dachów, słupów i baszt. Siadały na kramach, na chodnikach, na wozach, na bydle. ÂŻadne nie usiadło na człowieku, niemniej jednak były wszędzie i wszystkie. Morskie mewy, kormorany, albatrosy i inne... leśne sowy, puchacze, jastrzębie, jaskółki, dzikie gołębie, dzięcioły, sikorki, wróble, gęsi, czaple, łabędzie, dzikie kaczki i inne... egzotyczne flamingi, papugi, tukany, kolibry, pelikany. Ludzie wpadli w popłoch. W strach. Bowiem ptaki zawładnęły każdym skrawkiem przestrzeni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej