Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cierpkie wino

<< < (19/30) > >>

Dragosani:
Severus spojrzał z nieznacznym przerażeniem na psy. I smycz, która w magiczny sposób znalazła się w jego dłoni. No ale cóż, nie mógł narzekać. I tak długo tutaj nie popracuje, a taka praca była z pewnością lepsza od prania, czy sprzątania. Przynajmniej była na świeżym powietrzu i nie wymagała machania ciężką i nieporęczną siekierą. Jednak pozostawała pewna sprawa, o która musiał zapytać psiarza.
- Jak się wabią? - zadał pytanie. Było to dość oczywiste. Przecież nie mógł wołać psów nazywając ich kolorami ich sierści, czy numerami nadanymi w myślach.

Anette Du'Monteau:
-Ten o ciemniejszej maści i nieco postawniejszy to Bryk, a ta kremowa to Jaśmina. Dość dobrze reagują na swoje imienia, ale jak mówiłem mogą wpaść w pewną euforię...a wtedy trzeba je trzymać w ryzach. Nie daj się zdominować tej dwójce. Muszą wiedzieć kto jest przywódcą, samcem alfa.

Dragosani:
Kruczy adept rzucił okiem na psy, gdy ich opiekun wyjawiał ich imiona. Kiwnął tylko głową, na znak, że zrozumiał o co chodzi psiarzowi. Następnie, bez zbędnych słów, pociągnął delikatnie smycz i poprowadził psy w stronę bramy willi szlacheckiej. Wyszedł na ulicę i skierował swe kroki w kierunku wskazanego przez Mirosa parku. Idąc i prowadząc psy, rozmyślał nad tym, czego się dowiedział na dworze. I obmyślał potencjalne warianty planu działań. 

Anette Du'Monteau:
Po chwili mogłeś dostrzec ogrodzenie parku. Krążyło już tam paru ludzi wyprowadzając swoich pupili. W końcu na nic innego nie było zbytni pogody.

Dragosani:
Severus zatrzymał się na moment, patrząc na park. Pogoda była paskudna, zresztą jak zawsze o tej porze roku. W pewnym sensie taki był jej specyficzny urok. Od zawsze, odkąd Ravnblod tylko pamiętał. Po krótkiej chwili pociągnął delikatnie smycz i poprowadził psiaki do parku. Przeszedł przez bramę i wszedł na jego teren. Prócz niego, było tutaj kilku innych ludzi, wyprowadzających swoich pupili w postaci psów lub dzieci. Sev nie zatrzymując się, ruszył dość szybkim krokiem ścieżką, kierując się ku sporej połaci trawy. Psy ciągnęły smycz, zapewne skore do biegu, lecz Ravnblod nie miał zamiaru ich wypuścić. Przynajmniej na razie. Nie chciał, aby zaczęły szaleć i by narobiły problemów. Chciał najpierw okazać im, kto tutaj rządzi. Idąc dość szybko, mówił do nich, aby zapamiętały i przyzwyczaiły się do jego głosu. Nazywał ich imionami, które podał mu psiarz. Chciał po prostu zapoznać je ze sobą. Wędrował tak dłuższy czas, pozwalając psom obwąchiwać drzewa i krzaki. W końcu, wciąż nie chcąc spuszczać psów ze smyczy, ruszył biegiem, pozwalając (i w pewnym sensie zmuszając) do biegu obok siebie. Tak aby je wymęczyć.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej