Tereny Valfden > Dział Wypraw
Małżeńska bolączka
Anette Du'Monteau:
Skorzystałeś z wcześniej odkrytego portalu. Skróciło to twoją drogę do samego miasta. Teraz pozostawało poruszać się między dzielnicami szukając domu młodej pary. Upłynęło już nieco czas od poranku. Było mniej więcej południe. Na ulice wyszli co leniwsi mieszkańcy Efehidonu, powoli zapełniając wybrukowane uliczki.
Dragosani:
Severus trafił w końcu do Efehidon. Miasto było gwarne, jak zawsze, gdy tutaj był. Czyli raptem kilka razy. Właściwie to raz, ale krążył nieco po mieście i jako tako orientował się, gdzie co jest. Znał najważniejsze miejsca w mieście, jak karczma, czy slumsy. Szedł więc teraz ulicami Efehidon i starał się nie wyglądać tutaj obco. Jednocześnie dyskretnie trzymał dłoń na sakiewce u pasa podejrzewając, że część owych leniwych mieszkańców, wyszła na ulicę w celach zarobkowych. A biorąc pod uwagę ich płeć i wygląd to raczej nie byli oni ladacznicami. I ich obecność, mogła pozbawić Kruka gotówki. Tak więc Ravnblod był czujny. Minął kilka uliczek i małych przecznic, kierując się w miejsce, gdzie jak podejrzewał, był adres kłopotliwego małżeństwa. Rzecz jasna, jako nowy w mieście, nie miał bladego pojęcia gdzie to może być. Zaczepił więc przechodnia. Wybrał osobę nie wyglądająca na zbyt majętną, ab nie uznała go za żebraka czy zbira i nie zwiała. Jednocześnie wyglądają na tyle "bogato", ab sama nie była żebrakiem czy zbirem i nie chciała wysępić złota za informację.
- Przepraszam, wie pani może, jak trafić... - i podał przybliżoną okolicę swojego celu, rzecz jasna nie mówiąc konkretnego adresu.
Anette Du'Monteau:
-Hmm. - zastanawiała się chwilę. -Musi pan iść prosto tą uliczką, a potem skręcić w prawo. Znajdzie się pan na małym placu przy fontannie. Z niego trzeba zejść w uliczkę po lewej. Gdzieś na niej powinien być ten dom. To pana krewni? Nie liczyła bym, że podzielą się pieniędzmi z panem. - skomentowała patrząc na twój strój. -Często się kłócą i raczej nie są skorzy do pomagania innym. Na początku ktoś powinien pomóc im...
Dragosani:
- Rozumiem... - odparł Ravnblod. Dziwiło go, że kobieta od razu zorientowała się do kogo zmierza. Wszak nie podał jej dokładnego adresu. Na jednej ulicy mogło żyć przecież wiele rodzin, a ta od razu domyśliła się o kogo chodzi. Kobieca intuicja to straszna sprawa. - Dziękuję i niech pani się nie martwi. Nie mam zamiaru od nikogo wyciągać pieniędzy - uśmiechnął się lekko. -Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia - dodał na koniec i odwrócił się, po czym odszedł. Kierując się wskazówkami kobiety, poszedł uliczka prosto, aby skręcić następnie w prawo. Znalazł wspomniany plac z fontanną. Owa fontanna byłą "taka sobie", jak określił ją w myślach Severus. Oczywiście na jej murku siedzieli jacyś ludzie, parki obściskiwały się, a bachory chlapały wodą. Typowy widok. Kruk odwrócił wzrok i wszedł w uliczkę po lewej stronie, tam gdzie powinien być dom. Pamiętając jego adres, zaczął go szukać. Należy wspomnieć, że też nasłuchiwał. Może akurat miałby szczęście i trafił na kłótnię? To bezbłędnie naprowadziłoby go na cel.
Anette Du'Monteau:
Oczywiście się nie myliłeś i już było słychać wrzaski w domu. Niestety, gdzieś na najwyższym piętrze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej