Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zegar tyka
Koza123:
-Jasna cholera. Zapomniałem wczoraj przed snem zdjąć pancerza. Choć, w sumie, jest on lekki i wcale mi to aż tak nie przeszkadzało. Dobra, upewnij się, że wszystko zabrałeś i ruszaj po te konie. - rzekł Konrad zakładając na siebie buty i resztę mniejszych elementów ubioru.-Ja przygotuję się do akcji i znajdę dogodne miejsce do oddania strzału.-mówił dalej.-Pamiętaj, nie możemy tego spieprzyć.- dokończył jakby obawiając się, że coś może pójść nie tak, jak by tego chciał.
Istedd:
- Nie martw się. Masz mnie, z pewnością się uda. - rzekł i wypiął dumnie pierś. Nie czekał na nic i udał się po konie. Odebrał je i jął przemierzać powoli ulicę prowadząc je za uzdę. Rozglądał się notując sobie w głowie plan ulicy i wszelakie zawiłości terenu. Wielu ludzi mijał po drodze. Starał się nie zwracać na siebie uwagi - ot, prowadził gdzieś konie. Zlokalizował wreszcie ciemną, pustą uliczkę i tam się udał. Miał nadzieję, że jego towarzysz równie sprawnie osiadł na miejscu.
Koza123:
Konrad wyruszył kilka minut po Isteddzie. Idąc do punktu docelowego w końcu zauważył Istedda w jednej z bocznych uliczek. Skinieniem głowy dał mu znak mający świadczyć o tym, że młody łowca widzi swego kompana. Na szczęście na ulicy nie było wielu ludzi. Artin zaczekał, aż nikogo nie będzie w pobliżu. Gdy tak się stało, wykorzystując niedawno zdobyte umiejętności wskoczył na dach jednego z budynków. Załadował kuszę i usiadł na dachu. Miał nadzieję, że nie będzie musiał czekać zbyt długo. Siedzenie na dachu nie było dlań wyjątkowo wygodne.
// Jak możesz pisać, że mijałeś wielu ludzi, skoro nawet nie ma jeszcze poranka? ;)
Anette Du'Monteau:
Na zewnątrz po ludziach praktycznie nie było śladu. Zero ruchu czy jakiejkolwiek aktywności. Jedynie nieliczni wychodzili żeby orzeźwić się porannym powietrzem. Było już nieco po zbiorach, więc nawet rolnicy mogli sobie pozwolić na dłuższy sen. Dzięki temu mogliście pracować w spokoju i obejrzeć wszystko takim jakim było. Potem oczywiście trzeba uwzględnić rozmieszczenie możliwe ludzi i gapiów, lecz to na końcu.
Koza123:
Konrad rozejrzał się po okolicy. Spostrzegł bramę znajdującą się najbliżej ich pozycji. Właśnie przez tę bramę chciał uciec z miasta. Wolał jednak używać określenia "znikać" . "Ucieczka" nie była zbyt dobrym słowem. Przez chwilę chciał nawet zabić strażników bramy, coby później nie utradniali ucieczki, lecz w ostateczności zrezygnował z tego pomysłu. Mógłby zostać złapany, lub ranny. Poza tym, nie wiedział, kiedy nadjedzie swego rodzaju konwój z więźniem, toteż wolał się nie oddalać, aby strażnicy, wraz z człowiekiem, którego mieli dobić nie opuścili miejsca akcji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej