Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zegar tyka
Istedd:
Istedd zauważył gest towarzysza. Odpowiedział mu skinieniem głowy. Jakby mówił coś sam do siebie. Ostawił konie. Były one wyszkolone i stały tam samotrzeć. Nie potrzebował ich pilnować. Sam przecież zajęty byłby cięciem i rąbaniem w tej chwili wrogów. Wyjrzał zza uliczki i oparł się o ścianę, tak jednak, że mógł widzieć kryjówkę towarzysza i drogę zarazem. Wydawał się zajęty czekaniem na kogoś, np. na dziewoję.
Koza123:
Konrad nadal rozglądał się po okolicy. Zauważył, gdzie może zebrać się tłum gapiów. Miał nadzieję, że konwój nadjedzie już niedługo. Gdyby tak się stało, nie byłoby wokół wielu ludzi, a sam młodzieniec nie musiałby dłużej siedzieć na dachu.
Istedd:
Tak samo odczuwał Istedd. Niecierpliwił się. Słyszał prychanie koni. Przestąpił z nogi na nogę i przeciągnął się. Bolały już go plecy. Zmełł przekleństwo i czekał dalej. W połach płaszcza skrył miecz.
Anette Du'Monteau:
Zabrzmiał dzwon. Ludzie zaczęli się budzić i wychodzić na ulicę. Niedługo mieli wyjść strażnicy przewożący Liama do miasta.
Istedd:
Istedd nadal wyczekiwał. Oddychał powoli, by uspokoić puls i nie stresować się nadchodzącym wydarzeniem. Miał nadzieję, że jego kompan umiejscowiony na dachu lepiej sobie radzi. Bo jemu zaczęło się już poważnie nudzić. Nużyło go przechodzenie z nogi na nogę oraz obserwacja budynków i nielicznych ludzi. Uznał, że na pamięć zna już umiejscowienie wszelakich budowli. Poza tym martwił się o konie stojące nieopodal. Dyskretnie zajrzał do nich, czy nie kręci się tam czasem jakowyś koniokrad. Na szczęście nie spostrzegł nikogo takiego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej