Tereny Valfden > Dział Wypraw
Okno życia
Nessa:
Mężczyźni nie przerywali swojej kłótni i zignorowali twoją obecność. Jeden z nich znacząco podniósł głos, jednocześnie wstając z krzesła, co zaowocowało zachwianiem się i oparciem o twoje ramię. Dalej nie zwracali na ciebie uwagi.
- ÂŻe niby ja nie mam siły? Ale z ciebie jełop! Kilka - czknął głośno - kieliszków siły mi nie zabierze - czknął drugi raz i opadł na krzesło.
- Ale z ciebie zakuty łeb! - odpowiedział mu jego towarzysz. Zauważyłeś, że był bardziej trzeźwy. - Jak ty stary durniu na nogach nie możesz się utrzymać, a z tym wielkoludem chcesz się mierzyć?!
Maluszek na twoich rękach skrzywił się i miałeś wrażenie, że za chwilę znowu zaniesie się płaczem.
Anette Du'Monteau:
-Wybacz kolego - odezwał się mauren do tego trzeźwego - ale czy nie wiesz może kim był ten typ, który siedział tu w ciemnym kapturze i telepał się jak sędziwa staruszka? Słyszałem, że jeden z twoich towarzyszy wspominał imię niejakiego Briana.
Nessa:
"Kolega" popatrzył na ciebie ze złośliwym uśmieszkiem. Jego pijany kompan również zwrócił uwagę na obecność maurena, któremu teraz przyglądał się z przygłupią miną.
- A może widziałem... - odparł po chwili trzeźwiejszy z pijaczków. Trafiłeś na cwaniaczka. Z maluchem, który teraz szlochał cicho, nie wyglądałeś na niebezpiecznego Kruka, więc i mężczyźni nic sobie z ciebie nie robili. - Dużo tu takich bywa...
- Ale ty głupi jesteś! - skomentował wesoło krzykacz i popatrzył na swojego znajomego. Alkohol sprawnie go już zaćmił, gdyż nie dostrzegł zamiarów swego kompana, który widocznie chciał zarobić na kolejne kieliszki trunku. Dopiero po kilku sekundach wzrok cwaniaczka uzmysłowił krzykaczowi jego plany i swoje olśnienie wyraził głośnym:
- Aaaa... - zatarł ręce i zaczął chichotać. Miał jeszcze bardziej piekielny plan! - Może ja wim, o kim my gadali? Ale nie ma za darmo! Pan mi pomoże coś koledze udowodnić!
Musiałeś wybrać, z którym z mężczyzn będziesz pertraktować. Oczywiście zawsze pozostawała opcja przyłożenia sztyletu do gardła. Ale to co najwyżej po odłożeniu maluszka do koszyka.
Anette Du'Monteau:
-Dużo tu też czasem bywa trupów. - odpowiedziałem trzeźwemu. -Słuchaj no kolego. Chce wiedzieć kim był ów typ. Jeśli będziecie uprzejmi być może następnym razem postawię wam kolejkę, jeśli zaś mnie oszukacie to wyjdzie to na waszą ostatnią kolejkę. Mówiąc to odsłoniłem nieco bok, przy którym wisiał miecz.
Nessa:
Karczmarz przyglądał się sytuacji z lekkim strachem. Jedną z kelnerek, najpewniej swoją córkę, wygonił do sprzątania pokoi w obawie, że ujrzy rozlew krwi. Natomiast mina cwaniaczka nie zmieniła się ni trochę. Dalej patrzył na ciebie z chytrym uśmieszkiem i dużą pewnością siebie. Chciał negocjować stawkę. To pewne. Jednak wyprzedził go krzykacz:
- Z tym małym - czknął - na rękach chcecie nam grozić? - był wyraźnie rozbawiony. - Panie, daj pan spokój! Siadaj tu o! - wskazał wolne miejsce. - I pomóż mi pan coś udowodnić temu durniowi - powiedział, po czym chwiejnie wstał i zerknął na niemowlę. - Dzieciątko wybaczy to brzydkie określenie - skłonił się, kierując swe słowa do niemowlaka. Wychowanie dzieci trzeba zacząć jak najwcześniej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej