Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy mrok ostrzy szpony: pierwszy krok
Sado:
Mogul:
- Panowie, panowie! Straszna rzecz się stała. Godzinę temu dwa trupy znaleźliśmy w innych częściach miasta. Jednego w północnej, drugiego w południowej. Martwi obaj i zimni jak śmierć. Bełta w szyję dostali. Niechże chociaż jeden z was nam pomoże i pójdzie sprawdzić. A tu widziemy, że wy jeszcze jednego trupa macie. ÂŁo bogowie!
Wątek 2.
Zauważyliście, że w oddali zbliża się do was mała grupa zbrojnych strażników z wąsatym mężczyzną na czele.
Diom:
Zeskoczyłeś na dół, okazało się, że uciekinier jest dużo daleko przed tobą. Był cholernie szybki i zwinny.
Zeleris:
Pikując, zostałeś zmuszony do ominięcia stalowego pręta wystającego z jednego budynku. Mimo prędkości udało ci się go uniknąć, jednak wpadłeś na wywieszone prześcieradło. Nie udało ci się rzucić pocisku.
Sado i Koza dogonili Diomedesa.
Eric:
Diomedes syknął, patrząc na ranę, która rozpościerała się szeroko na twarzy generała. Musiała boleć.
- Pobiegł tamtędy - wskazał palcem i puścił się biegiem za zwinnym zabójcą, roztrącając przy tym spacerujących mieszkańców miasta.
Sado:
Sado kiwnął głową i zaczął biec. Och, jaki był szczęśliwy! Ta adrenalina, pościg, chęć zabijania! I ten ból, słodka rozkosz na prawym policzku. Przyjemne cierpienie i brunatna krew kapiąca po szyi.
Anv:
- Szeregowy Khan! - rzuciłem do orka, który odwrócił się do mnie. - Poprowadź panów strażników i przypilnuj ciała. ja zobaczę o co chodzi tamtym. - rzuciłem kiwnąwszy głową na wchodzący oddział zbrojnych. Zerwałem się szybko i ruszyłem w ich stronę. Rękami odganiałem i tak już posłusznych biesiadników. W końcu dotarłem do mężczyzny o pokaźnych wąsiskach.
- Sierżant Nivellen ze Szwadronu. Co się dzieje panowie? Co już wiecie?
Dragosani:
Flamel zerwał z siebie prześcieradło i odrzucił je w bok. Wprost w błoto. Pani domu, która je wyprała znienawidzi Zelerisa. Zerknął w dól,a by zobaczyć gdzie biegnie Diomedes z resztą. Zapewne widzieli napastnika, gdy on użerał się z prześcieradłem. Ponownie zaczął lecieć w kierunku w którym zapewne uciekał zabójca. Tym razem postanowił bardziej uważać. Klął na siebie, pamiętając zasadę "Pijesz, nie leć".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej