Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zagubieni

<< < (7/8) > >>

Eric:
- O w mordę - mruknął, otwierając szeroko oczy. Na niewielkiej polanie leżały dwa, rozszarpane i pogryzione ciała nad którymi pastwiły się dwa, ogromne wilki, z futrem ciemnym niczym bezksiężycowa noc. Chyba jednak ich nie zauważyły. Położył palec wskazujący na ustach, by tym prostym gestem poprosić Gattsa o zachowanie ciszy. Sam zagłębił się bezszelestnie w krzaki. Czas spędzony w Kruczym Bractwie nie został poświęcony na marne. Diomedes poruszał się niczym kot, zwinnie, bezszelestnie i z gracją. Unikając złośliwych gałązek, mogących trzaskiem zdradzić jego obecność, przesuwał się powoli w pobliże wilków pałaszujących na ciele dwóch martwych strażników. Bestie były tak wielkie, że młodzieniec z trudem powstrzymywał drżenie rąk. Wyobraził sobie, co by z niego zostało, gdyby kilka razy zakleszczyły swoje zęby na jego ciele. Nie wyglądało to zbyt przyjemnie. Teraz jednak mroczne wilki zajęte były krwawą ucztą, co dawało młodzieńcowi niewielką przewagę. Momentalnie wysunął miecz z pochwy i pchnął w stronę najbliższej bestii. Nie trafił dobrze. Ostrze zatopiło się co prawda w boku zwierzęcia, ale nie na tyle głęboko, by spowodować natychmiastową śmierć.
- Kurwa! - krzyknął. - Gatts, zajmij się tym drugim, albo mnie tu rozerwą! - krzyknął, wypadając z krzaków, czym nieco zaskoczył dwie bestie. Niechętnie odsunęły się od zwłok strażników i zaczęły groźnie powarkiwać na młodzieńca. Z boku jednego z nich leniwie sączyła się krew. To właśnie ten wilk skupił się na nim, drugi zaś zainteresowanie okazał Gattsem, który nagle stał się dla nich widoczny. Jedna z bestii, ta zraniona przez Diomedesa, zamachnęła się swymi długimi i ostrymi pazurami na klatkę piersiową młodzieńca. Ten instynktownie przesłonił się płazem miecza, od którego z piskiem odbiły się szpikulce wystające z łap wilka. Diomedes wykorzystał siłę uderzenia wilka, porwał miecz do tyłu, na wysokości bioder i zamachnął się niczym kosą. Bestia uskoczyła, ale ostrze i tak ją dosięgnęło; stworzyło ciętą ranę na grzbiecie, z której również trysnęła krew. Diomedes za to nie poprzestał na tym jednym ataku z bloku, szybko przeszedł do kolejnej pozycji. Wysunął jedną nogą do przodu i przenosząc ciężar ciała z jednej na drugą i powoli przesuwając się do przodu wykonał sekwencję obrotów niemożliwą do sparowania czy uniknięcia. Bestia kilkukrotnie została raniona na grzbiecie, łapach, pysku i brzuchu, ale zdawała się nic sobie z tego nie robić, mimo iż dotychczasowe kruczoczarne futro zalało się falą barwy czerwieni. Strumienie krwi spływające po jej cielsku wyglądały zupełnie niczym gałęzie wierzby płaczącej. Wilk kłapnął zębami ze złością. Nie zdążył jednak wykonać żadnego ruchu, bo Diomedes już wykonywał kolejny obrót, odbił się nogami od podłoża, wyskoczył w powietrze i wykonując atak z wyskoku, wymierzył cięcie prosto w głowę przeciwnika. Nagle jednak dopadł go ból w nodze, zupełnie niczym nagły impuls, jak oparzenie gorącą wodą. Ręce zadrżały mu i początkowa trajektoria ostrza nieco się zmieniła, godząc mrocznego wilka jedynie lekkim draśnięciem, które stworzyło kolejną niewielką rankę na pysku. Diomedes stękając opadł na kolana i podparł się na mieczu. Wilk, dla którego setki dotychczasowo zadanych ran najwyraźniej nie stanowiły problemu, postanowił to perfidnie wykorzystać i rzucił się z pazurami i zębami na młodzieńca. Przewrócił go i niemalże przygniótł swoim cielskiem do podłoża. Kły kłapnęły niebezpiecznie blisko twarzy Diomedesa, młodzieniec poczuł śmierdzący odór sączący się z paszczy, jak i całego ciała wilka. Kopnął go w podbrzusze i spróbował zrzucić z siebie. Bestia warknęła ze złością i zatopiła swoje pazury w ramieniu Diomedesa. Ten syknął, kopnął raz jeszcze i przypominając sobie lekcje w Gildii, zebrał całą swoją magiczną energię w krótkiej chwili skupienia i przekształcił ją w telekinetyczną dłoń, która wspomogła kopniaka i odepchnęła bestię na tyle, by Diomedes mógł przeturlać się i oswobodzić z jej żelaznego uścisku. Kapral wykonał jeszcze przewrót i natychmiastowo zebrał się na nogi, od razu sięgając do różdżki uwieszonej u pasa. W mgnieniu oka skierował jej cieńszy koniec w cielsko wilka i syknął z morderczym gniewem.
- Ihigi! - piorun kulisty rozświetlił mroki lasu i ugodził mrocznego wilka prosto w tułów. Siła uderzenia rzuciła go na pobliskie drzewo. Diomedes zauważył jakby elektryczne przebłyski w jego żądnych krwi oczach, ale po chwili nie dostrzegał już w nich zupełnie nic, były całkowicie martwe.
Walka bronią sieczną [100%]
Akrobatyka
Telekineza
Używanie różdżek

1/2

Xvier aep Deler:
wnosze o natychmistowe odroczenie wyprawy...
zlosliwosc rzeczy martwych...
jak wrocilem z kosciola do domu to po 10 min jebla linia energetyczna kolo sasiada (ladne fajerwerki z kabli)
po 20 siedzenia bez pradu pierdolnela a nastepnie splonela cala skrzynka podlaczeniowa od mojega domu... (to tez bylo ladne :D)
tak wiec kilka/nascie dni bez mediow w  domu czyli bez wody pradu kuchenki pieca ;P
ZAJEBISCIE KURWA ZAJEBISCIE -.-

Sado:
//To już końcówka, więc po prostu Diumek ją dokończy,

Ostatni wilk rzucił się na Diomedesa.

Xvier aep Deler:
Thx ;)
dobra ide oszczedzac baterie od fona ;P
(i nici ze szwadronowego picia :()

Eric:
Diomedes z zaskoczeniem zauważył, że i drugi wilk obrał go sobie za cel. I właśnie pędził ku niemu w krwiożerczej szarży. Wysilając do cna swoje zmęczone mięśnie Diomedes uskoczył mu z drogi i przeturlał się po miękkiej trawie. Wstał, sięgnął po miecz i podbiegł na przód. Nim bestia zdążyła się obrócić, potraktował ją czule ostrzem. Klinga zatopiła się w brzuszysku wilka do połowy i wyzwoliła krew oraz wnętrzności. Bestia trzymała się jeszcze przez chwilę na nogach (nieco podkulonych) i wykonała ostatni skok, podczas którego zalała Diomedesa ciepłym prysznicem krwi z dodatkami w postaci wijących się niczym glizdy jelit. Diomedes trzymał rękojeść oburącz i wyciągnął dłonie w tył, jednocześnie końcem ostrza celując w otwarty pysk bestii. W jednej chwili pchnął precyzyjnie prosto w paszczę przerośniętego kundla, a miecz z plaśnięciem zatopił się w jego przełyku, na dobre pozbawiając go życia. Ciężko sapiąc Diomedes strzepał krew spoczywającą na ostrzu i podszedł do zwłok będących w stanie na wpół zjedzonym. Niezbyt przyjemny widok.
- Oto i nasi strażnicy - skrzywił się. - Paskudnie skończyli... - westchnął ze smutkiem.
- Wracajmy. Nic nie możemy dla nich zrobić... 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej