Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zdmuchując kurz
Istedd:
Zareagował tak, jak wielu mu podobnych w tej chwili. Zaklął szpetnie próbując potrzeć obolałe miejsce. Po chwili jednak sypać się poczęły skrzynie. Rzucił się tedy prędko w bok upuszczając przedmiot z brązu.
Anette Du'Monteau:
Udało ci się uniknąć nieprzyjemnego spotkania z skrzyniami. Obok ciebie pojawił się dość wysoki mężczyzna. Jego płaszcz był nieco poszarpany, podobnie jak pancerz. Szpakowate włosy w niektórych miejscach przybierały już barwę jasnego srebra. Spojrzał na ciebie oczyma koloru morza okrytego kocem szarych chmur.
-Alas, jestem. Wstawaj to pomogę ci z tymi szkodnikami.
Istedd:
Zdziwiło go to, że jakimś cudem wydostał się spod gradu skrzyń i to w jednym kawałku. Cóż... nieprzewidywalna bywa siła skrzyń. Szczególnie tak upierdliwych jak te. Skąd to wiedział? Otóż Istedd przeczuwał, że właśnie te skrzynie są z natury złe, gdyż chętnie zwalają się na wszystkich. Jednakże teraz umysł jego spowił tajemniczy jegomość. Wojownik podniósł się dość szybko.
- Ja jestem Istedd. Dziękuję za pomoc, razem z pewnością pójdzie łatwiej. - rzekł i otarł wreszcie obolałe miejsce. Podniósł również pochodnię.
Anette Du'Monteau:
-Te gremliny mają gdzieś tu swoją kryjówkę, szukam jej od dłuższego czasu. Niestety dały mi w kość na samym początku, a teraz nie chcą opuszczać tego miejsca. Ja też nie zamierzam... Kończąc zdanie Alas ruszył przed siebie. Wydawało się, że widzi doskonale w ciemności. Ani razu się nie potknął, ani o nic nie zawadził.
Istedd:
Zachowanie Alasa nie zdziwiło go zbytnio. Był widać gniewny i szukał zemsty na stworzonkach, które uprzednio dały mu w kość. Istedd wzruszył do siebie ramionami widząc, że tamten świetnie widzi w ciemności. Powlókł się za nim ostrożnie. Nie podejrzewał niczego, acz oglądał się na boki w poszukiwaniu wrogów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej