Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ku bogactwu
Hagmar:
Tydzień później... Dojechałeś do Ekkerund skrytego w górach. Przed tobą Starówka Szkarłatnej Krwi
Serce Ekkerund, dzielnica, w której zgromadzone są najważniejsze obiekty całego miasta. Brukowany rynek okraszony licznymi monumentami z marmuru oraz odlewami ukazującymi prawdziwą fantazję metalurgiczną. Począwszy od Rady Niedźwiedzia przez Bank Miasta, aż po siedzibę Hufca K’Obronie ciągną się budynki będące siedzibami organizacji działających w mieście. Poza wspomnianymi powyżej mieszczą się tutaj również biblioteki i Kongregacje Specjalistów.
Eric:
Końskie kopyta głucho stukały o bruk chodnika. Diomedes wolno prowadził rumaka, starając się pochłonąć swymi oczyma jak najwięcej widoków, co sprowadzało się do tego, że jak idiota wykręcał głowę na wszystkie strony. Nie trzeba mu się było jednak dziwić, gdyż ten, kto nie zachwyciłby się kunsztem architektonicznym najwspanialszej dzielnicy Ekkerund, mógłby zostać wyciągnięty przed tłum i publicznie uznany za bezguście. Z podziwu wyrwała go przemykająca gdzieś w odmętach jego umysłu myśl. Przecież przybył tu z konkretnego powodu! Szybko zmobilizował się do pracy. Zeskoczył z konia i zaczął go prowadzić. Podszedł do jednego z przechodniów i odezwał się tymi słowami:
- Przepraszam, szukam... - zaczął obmacywać swój skórzany pancerz w poszukiwaniu małej karteczki, na której zapisane miał trudne nazwisko. Wygrzebał ją z jednej kieszeni wszytej w wewnętrzną stronę zbroi. Była nieco pomięta, co jeszcze bardziej utrudniło odczytanie koślawego pisma odźwiernego. - Yyy... A tak, kupca Ihgara aep Riak ibn Wulga. Ponoć zmaga się z jakimiś problemami. Zostałem tu wysłany by mu pomóc - oznajmił, dumnie wypinając pierś.
Hagmar:
W Ustroni Handlowej sklep jubilerski ma. Nikogo nie powinno dziwić słowo „ustroń” w nazwie tej dzielnicy. Dlaczego? Handel jest tutaj jeszcze bardziej wyzwolony niż samo miasto. Można tutaj kupić dosłownie wszystko, od płodów rolnych przez wyroby lokalnych cechów przez rozbity kufel samego Zelgrena Brunatnobrodego aż po sok z złotej rudy, która podobnież poniewiera lepiej niż piwo w „Ukon Wacka”.
Eric:
- Jubiler, tak...? - zamyślił się. Pierwszym wnioskiem, jaki nasunął mu się na myśl, było to, iż czcigodny Ihgar boryka się z jakąś grupą złodziejaszków. W takim wypadku Diomedes nie powinien mieć problemów. A i zapłata winna być sowita! - Dziękuję bardzo - uśmiechnął się i z takim właśnie usatysfakcjonowanym uśmieszkiem oddalił się w stronę, która w jego mniemaniu mogła zaprowadzić go do Ustroni Handlowej. Oczywistym było, że powinno się tam zbierać najwięcej ludzi z całego miasta, tak więc młodzieniec podążył za największym zgromadzeniem krasnoludów. I dotarł, a jakże. Nie było z tym problemów. Gorzej sprawa wyglądała z odnalezieniem sklepu w takiej lawinie różnych stoisk, bazarów i bóg jeden wie czego jeszcze. Tym bardziej, że wszystko utrudniali wszędobylscy krasnoludowie, którzy chyba postanowili tego dnia zamanifestować swoje zamiłowanie do handlu. Mimo to Diomedes zaczął na własną rękę wypatrywać wspomnianego sklepu jubilerskiego.
Hagmar:
Sklep był. „Szklane Licho”. ÂŚredniej wielkości budynek, wewnątrz zdobiony mnogimi atłasami i obrazami oraz wyposażony w znaczną ilość luster, których oprawy równie dobrze mogłyby być w ofercie pod rubryką „I tak Cię nie stać!”. W rubrykach niższych dostaniemy jednak bez problemu wysokiej jakości pierścienie, naszyjniki i tzw. „ekskluzywne wyroby dla spragnionych, samotnych kobiet”.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej