Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ku bogactwu
Eric:
Diomedes niepewnie przekroczył próg sklepu. Wystrój był taki, jak w każdym porządniejszym zakładzie jubilerskim. No, może bardziej przepychowy, niż norma by przewidywała. Przeszedł się wzdłuż półek z wystawionymi towarami. Przystanął dłuższą chwilę nad działem z wyrobami dla spragnionych, samotnych kobiet. Zmarszczył brwi i krytycznym wzrokiem ocenił ich nadzwyczajną długość i grubość. Jego degustacja objawiła się w dziwnym rozwarciu ust i szeroko rozstawionych powiekach. Wyobraził sobie grubą córkę karczmarza praktykującą zabawę z tymi... wyrobami... Powstrzymując odruchy wymiotne wyrzucił ten obraz z umysłu. Przyspieszonym krokiem ruszył w stronę lady, nie oglądając się już na półkę obstawioną dość... ciekawymi produktami jak na sklep jubilerski.
- Chciałbym rozmawiać z właścicielem. Jestem z Samotnych ÂŁowców - powiedział.
Hagmar:
Volfgang aep Roks do usług, to mój asystent wysyłał list w mym imieniu. Panie...
Eric:
- Ależ oczywiście - uśmiechnął się. - Zatem niech pan wytłumaczy, na czym polega pański problem - zachęcił, z niecierpliwością postukując knykciami w blat lady. Czuł się trochę nieswojo, kiedy stał w tak bogatym lokalu. Wszystko było czyste, bez najmniejszej skazy w postaci kurzu, pajęczyny, błota. A on przyzwyczaił się już do zadymionych spelun, które choć względnie schludne, w rzeczywistości były legowiskiem śmiecia. ÂŚwiat, w którym teraz się znalazł wydał mu się za nadto wyidealizowany i zbyt doskonały. Po prawdzie jednak podobał mu się ten porządek, choć i tak preferował zimne ściany zamkowe.
Hagmar:
Jakiś skurwysyn podpierdzielił mi amestyt, taki kamyczek ładny. Uciekł z miasta, ale ja wiem kto to. Bandyta chędożony przez stado wielbłądów... Ukrywa się w leśniczówce, wyjedź z miasta, skręć na północ a trafisz na polanę z chatynką.
Eric:
- Złodziejaszek? - zapytał, uśmiechając się podle. Błahostka. - Banalna sprawa. No to na mnie pora. Nie powinno mi to zająć zbyt wiele czasu - skinął jubilerowi głową na pożegnanie i raz jeszcze obrzucając podejrzliwym wzrokiem półkę z wyrobami dla samotnych, spragnionych kobiet, wyszedł na zewnątrz. Obejrzał się przez ramię. A gdybym kupił takie coś Nudzie... Z trudem powstrzymał się od rechotu. Ogarnął się szybko i podszedł do swojego rumaka, którego uwiązał do latarni nieopodal sklepu. Pogłaskał go po pysku i odwiązał. Przeskoczył na strzemieniu i po chwili znalazł się w wygodnej pozycji na siodle. Ostrożnie prowadził rumaka zaludnionymi uliczkami. Tłum zaczynał działać mu na nerwy, na szczęście po wyjechaniu z Ustroni Handlowej stał się znacznie rzadszy i łatwiejszy do zniesienia. Z wyraźną ulgą pospieszył konia. Wyjazd z Ekkerund zajął mu dzięki temu kilka chwil. Skręcić na północ, ta? - przypominał sobie instrukcje zleceniodawcy. Popędził konia w stronę, która powinna zaprowadzić go do rzezimieszka żerującego na wyższych klasach społecznych. Wypatrywał chatki, w której to miał się on ukrywać, starał się jednak zachować dyskrecję w swych poszukiwaniach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej