Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wypaczona nadzieja

<< < (7/9) > >>

Julian:
Ulala, zombie. I to aż dwa na łasce i niełasce mego miecza. Nigdy ich nie lubiłem. Zawsze były odrażające.
Muszę wykorzystać to, że są powolne.
Zombie z strasznym jękiem rzuciły się w moim kierunku. Kątem oka zobaczyłem jak Tzaro powala stwora. Zamachnąłem się i jednym cięciem odciąłem kawałek ręki potwora. Na skutek czego on rzucił się na mnie z obłąkańczym  krzykiem. Ponownie zaatakowałem i trafiłem w coś, co można nazwać wnętrznościami potwora, które zaczęły się węglić. Broń Zartata. Potwór się wywrócił i dobicie jego stało się tylko formalnością. Zaraz, zaraz gdzie jest drugi stwór? Nagle za pleców usłyszałem potworny jęk. Odwróciłem się i pół metra przed sobą zobaczyłem zombie. Odruchowo kopnąłem potwora. Udało mi się tym odsunąć go od siebie, o jakieś 3 metry. Chwyciłem mój miecz i rzuciłem go w potwora przebijając jego klatkę piersiową. Zakończyło to jego żywot.
Wędrowaliśmy po podziemiach. Nagle stanęliśmy na rozdrożu. Droga prowadząca  w lewo była cała umorusana we krwi, a za drzwiami dało się słychać nieprzyjemne dźwięki. Natomiast droga prowadząca na wprost była nie oświetlona.
-Co robimy? - spytałem.

Patty:
Jeszcze zanim wyruszyliśmy, pokonując obrzydzenie, upuściłam krew każdemu z zombie. Nie wiedziałam, do czego mi się taka posoka przyda, ale nigdy nic nie wiadomo, dlatego po kolei zapełniałam buteleczki. Gdy skończyłam, wstałam i ruszyłam wraz z zakonnikami dalej. Patrzyłam chwilę na obie drogi, zastanawiając się, co robić.
- Z jednej strony logiczniejszy wydaje się nieoświetlony korytarz... Z drugiej, to może być pułapka - mruczałam pod nosem, rozmyślając nad drogą - No, Julianie, szybka, męska decyzja.


Zabieram: 6l krwi zombie

Axel Ontero:
Wszystkie zombi zostały pokonane przez zakonników. Poszedłem za towarzyszami i zobaczyłem rozwidlenie.
Którędy teraz? Zastanawiałem się nad dalszym posunięciem dość długo. Wpadłem na pewien pomysł i chciałem podzielić się nim z przyjaciółmi. Odwróciłem do nich wzrok i rzekłem:
- To będzie trudna decyzja jak również i duże ryzyko ale mam pewien pomysł. Może się rozdzielimy?
Wypowiadając te słowa patrzyłem z wielkim zastanowieniem raz na Patty a raz na Juliana czekając aż ktoś odpowie.

Julian:
Popatrzałem na moich towarzyszy i westchnąłem:
- Nie. Rozdzielenie się będzie zbyt niebezpieczne. A my przyszliśmy tutaj, aby wyczyścić tą świątynie z wszelakich plugastw. Bronie w gotowości. Otwieram  drzwi.
Wyjąłem miecz z pochwy. Podszedłem po cichu do drzwi. Na Zartata, co tam może siedzieć. Przełknąłem ślinę i pociągnąłem za klamkę.
Gdy Julian otworzył drzwi runęło na was całe stado, rozwścieczonych:
Trzydziestu Wiewiórek

Gdy tylko zobaczyły najmniejszy błysk światła wybiegły w jego kierunku.
/// Tylko nie próbujcie ich atakować. Psikusa wam zrobiłem : )

Axel Ontero:
Jak Julian zbliżył się do drzwi wyciągnąłem miecz. Wole być ostrożny nigdy nie wiadomo co tam mogło się kryć. Widziałem że Julian bał się trochę. Z resztą nie byłem lepszy strach również i mnie ogarnął. Julian chwycił klamkę w tym czasie ja mocniej zacisnąłem rękę na mieczu. Julian otworzył drzwi i wyskoczyły wiewiórki. Odskoczyłem i pozwoliłem małym stworzonkom wyjść ze świątyni. Wiewiórki? Spodziewałem się czegoś bardziej przerażającego. Uśmiechnąłem się i rzekłem:
- Dobra, to co teraz robimy?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej