Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wypaczona nadzieja

<< < (6/9) > >>

Patty:
Szybkim, płynnym ruchem dobyłam miecza. To już nie zależało ode mnie, działanie było wpisane w mięśnie, czysty odruch, na który nie miałam już wpływu. Zbyt mocno oddałam się walce, by móc przejść do normalności. Miecz stał się częścią życia. Odwiodłam skrajny szkielet od jego towarzyszy, ten, zainteresowany łatwą zdobyczą podszedł, w akompaniamencie złowrogiego klekotu nagich kości. Klinga zatańczyła w moich palcach, kompozytowe ostrze runęło ze świstem na wroga. Metal przejechał po kościach, nie czyniąc w zasadzie żadnych szkód. Szkielet wykorzystał sytuację i zaatakował, bezmyślnie, nie stosując żadnej techniki. Automat, któremu kazano bronić terytorium. Uskoczyłam zręcznie, jedynie sztych wrogiego ostrza zahaczył o kolczugę, nie uszkadzając jej jednak. Momentalnie zawirowałam w piruecie, wymijając wroga i szykując się do potężnego cięcia. Wzniosłam miecz za głowę, po skosie, korzystając z dezorientacji uderzyłam wściekle, mocno. Ostra klinga uderzyła z furią w czaszkę kościotrupa, krusząc kości. Szkielet momentalnie się rozsypał, gdy wiążąca go magia rozproszyła się.

1/3 Szkielet. 

Axel Ontero:
Gdy ujrzałem nieumarłego podążającego w moją stronę pierwszą mą myślą było wyciągnięcie łuku i atak z dystansu. Lecz przypomniałem sobie, że przy pasie mam miecz wzmacniany srebrem więc zmieniłem plany i szybkim ruchem ręki dobyłem miecza. Przeciwnik podążał w moją stronę. Słyszałem jego kroki coraz wyraźniej. Zaciskając mocniej rękę na rękojeści miecza czekałem aż szkielet podejdzie dostatecznie blisko bym mógł wyprowadzić cios. Oczekiwana chwila nadeszła. Wykonałem pchnięcie w stronę przeciwnika jednak nie udało mi się, chybiłem. W tym czasie szkielet bezmyślnie wykonał klasyczne pchnięcie lecz moje umiejętności walki były lepsze więc bez trudu odparłem jego atak. Spróbujemy inaczej. Postanowiłem wytrącić kościotrupowi broń z ręki. Sukces! Szkielet pozbawiony broni był bezbronny nie mógł atakować jak zarówno się bronić. Pozostało mi tylko rozbić jego czaszkę. Wykonałem potężny cios, kości czaszki szkieletu skruszyły się. Szkielet padł.

2/3 Szkielet.

Julian:
Ach, szkielety. Czy ta świątynia nie mogła być bardziej oryginalna.
Wyciągnąłem miecz z pochwy. Dobrze, że nie wziąłem tarczy. Tutejsze pomieszczania są zbyt ciasne.
Czekałem. Szkielet zaszarżował na mnie z całą swoją siłą. Udało mi się odparować jego niezbyt silny atak. Jakie to straszne. Ten stwór był kiedyś człowiekiem. Myślał, czuł. A teraz jest czymś. Dziwne są koleje losu.
Zaatakowałem stwora, zamachnąłem się i wykonałem płynny atak. Na skutek tego zardzewiała broń stwora połamała się w pół. Potwór usiłował zaatakować mnie swoimi kościanymi rękami. Wykonałem ukośne cięcie, które spowodowało, że potwór mógł "spoczywać w pokoju"
Przeszukiwaliśmy nadal świątynie. Nagle jeden z nas nadepnął na kafelek. Zdążyliśmy jedynie powiedzieć grupowe
"Co do diaska", gdy za ściany wypadło
6 x zombie

Bez paniki. One są powolne...

Patty:
Już miałąm chować miecz do pochwy, gdy nagle przed nami dało się usłyszeć koszmarny, złowieszczy wręcz jęk. W nozdrza uderzył obrzydliwy smród rozkładającego się ciała, który wywoływał u mnie lekkie zawroty głowy. Skoncentrowałam się jednak na walce, wyciągając przed siebie lewe ramię. Zombie miały pewną interesującą słabość, którą zamierzałam teraz wykorzystać. Skumulowałam trochę energii magicznej, wedle instrukcji nauczycieli z Gildii i mruknęłam - OIIIG - nad dłonią uformowała się ognista strzała, którą bez wahania posłałam w stronę najbliższego zombie. Płomienie rozproszyły się na wysuszonej skórze ożywieńca, sama jednak nie miałam czasu na podziwianie efektów mojej magii. Skoczyłam do przodu, unikając w piruecie ataku kolejnego zombie. Wykorzystując miecz jako przeciwwagę, wyniosło mnie poza zasięg rąk stwora. Sama jednak miałam oręż w ręku, i to bardzo ostry. Stanęłam pewniej i cięłam z wykroku, płynnie przechodząc przez kolejne sekwencje. Srebrzyste, lustrzane ostrze migało w słabym świetle. Potwór jednak nie był bezbronny, moje cięcia nie były zbyt silne, nigdy nie zasłynęłam z olbrzymiej krzepy. Obrzydliwie charcząc, stwór ruszył do przodu, wznosząc pobrużdżone ramiona. Uskoczyłam w bok, wnosząc klingę do potężnego cięcia. Dzięki szkoleniu w Bractwie byłam dużo szybsza od przeciętnego człowieka, postronny obserwator mógłby jedynie dostrzec zamazaną smugę w powietrzu. Kompozytowa klinga wgryzła się w ciało zombie, wyzwalając je od nieżycia. Z rozrąbanego gardła płynęła dziwaczna, obrzydliwa krew. Obróciłam się, widząc dopalającego się ożywieńca i doskoczyłam do niego, skracając jego cierpienia jednym, zamaszystym cięciem, skręcając biodra. Zombie upadło na posadzkę.

2/6 zombie

Axel Ontero:
Już było po szkieletach ale z niewielkiej oddali było czuć nie przyjemny zapach. Ów zapach pochodził od zombi. Przeciwnicy podążali w moją stronę jednak ja byłem przygotowany. Zombi były bardzo powolne więc bez pośpiechu schowałem miecz i zdjąłem łuk z pleców i zacząłem do jednego z nich strzelać. Jednak nie było widać efektów. Nie mam innego wyjścia.. I wyjąłem ledwo co schowany miecz.
i rzuciłem w zombi. Mój miecz przebił jego martwe ciało nie miał szans tego przeżyć. Zapomniałem o nim! W tej chwili przypomniałem sobie że jeszcze jeden nieumarły za mną idzie, a ja nie miałem miecza w ręce. Zombi zaatakował bezmyślnie udało mi się zrobić unik. W pośpiechu podbiegłem do poległego zombi i wyjąłem z jego rozkładającego się ciała mój miecz i ruszyłem na kolejnego rywala. Wykonałem potężny cios w jego korpus, a właściwe to w to co z niego zostało. Zombi nie wytrzymał długo z mym mieczem w brzuchu. Gdy padł z jękiem na ziemie wyjąłem miecz i wyczyściłem go z krwi.

4/6 zombi

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej