Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wypaczona nadzieja
Patty:
Konie spokojnie szły stępa przed siebie, pozostawiając głębokie ślady kopyt w świeżym śniegu. W nocy porządnie nasypało śniegu, nierzadko wierzchowce musiały wytężyć nieco więcej sił niż zwykle, by przejść dalej. I tak dobrze, że byliśmy konno, wolałabym nie iść w taką pogodę pieszo po trakcie. Las wokół nas wydawał się zadziwiająco spokojny, bezlistne drzewa kołysały się łagodnie w rytm wiatru, nie słychać było żadnych zwierząt. Mnie to cieszyło, nie musiałam tępić klingi na zabijanie stworzeń, których nawet nie chciałam pozbawiać życia. W razie konieczności, owszem. Ale sama z siebie nie zabijałam zwierząt.
- Julianie, daleko jeszcze? - spytałam towarzysza, jednocześnie naciągając kaptur na głowę.
Julian:
Odwróciłem się do Patty i rzekłem:
- Już niedaleko. Myślami już możesz wyjmować miecz.
Za zakrętem zobaczyliśmy coś na miało być w zamierzeniu posterunkiem. Tak naprawdę, to zbudowany w pośpiechu szałas. Paliło się przy nim ognisko. Gdy tylko podjechaliśmy do tejże budowli, ze środka wygramoliły się dwie postacie. Byli to dwaj mężczyźni o rosłej budowie ciała. Uzbrojeni w miecze, a na drzewie obok opierała się tarcza. A przy bali z wodą stały dwa konie. Nie można powiedzieć, że jest to pełnoprawny posterunek, ale z pewnością nadawał się do szybkiego zawiadomienia wioski. Rolę swoją zatem spełniał.
Patrząc na tą budowlę, mogę jedynie stwierdzić: No, przynajmniej się starali.
Podszedł do mnie jeden z mężczyzn:
- Zartat z Panem! Rozumiem, że to zapowiadane Bractwo ÂŚwitu przybyło, aby pomóc nam w rozwiązaniu problemu.
- No mniej więcej. Czy zdarzyło się coś niezwykłego, coś co mogłoby się okazać wskazówką?
- Ja nic nie słyszałem i nic nie wiedziałem.
Nagle z szałasu wyszedł kolejny mężczyzna i zakrzyknął:
- On łże Panie! Sam żem słyszał dziwne odgłosy z okolic tego budynku! I proszę mi panie powiedzieć, jest środek Hemis, a tam śniegu nie ma! Rozumiem, że bagno, ale tam nawet zwirząt żydnych ni ma!
- Faktycznie, troszeczkę to dziwne. Przyjrzymy się tamtemu miejscu. Zostawimy tutaj konie, dobrze?
Pierwszy z mężczyzn, stwierdził:
- Dobrze, ale jeżeli zrobi się tutaj niebezpiecznie. To MY uciekamy i lał pies na wasze konie.
- Rozumiem - odparłem chłodnym głosem.
Po czym zwróciłem się do Patty i Tzaro:
- Słuchajcie, teraz wam mogę powiedzieć coś czego dowiedziałem się czytając księgi w Bractwie. Otóż:
Z tego, co nam wiadomo dawno temu te ziemie broniły się przed najazdami bandytów.
Ta świątynia była ostatnim bastionem obrońców, lecz nie tylko. To w niej schowali się wszyscy od starców po kobiety i dzieci. W chwili, gdy wojska bandytów przerwały linię obrony chłopów świątyni nikt nie pilnował, nie była chroniona. Bandyci urządzili w niej krwawą łaźnie. Nie oszczędzali nikogo. Kobiety gwałcono, a starców i dzieci zabijano z zimną krwią. Od tamtej pory nikt tam nie zaglądał. Nie wiemy, co możemy znaleźć w świątyni. Mogą to być zwykłe wilki, ale także coś gorszego. Nie wiemy. Czytałem także o dawnej działalności nekromantów w tych rejonach. Dlatego nie jestem pewien, co nas spotka, gdy tam wejdziemy. W tamtych czasach to miejsce porastał gęsty las. Nie wiedzieć, czemu zmieniło się to wszystko w bagno.
Tak, najprawdopodobniej mamy będziemy mieli do czynienia z zombie lub innymi plugastwami. Najpierw musimy jednak ten budynek otworzyć, a znajduję się on dokładnie tam - tu wskazałem na ruiny pośrodku bagien:
-Ruszajmy.
Zacząłem iść przez bagna.
Axel Ontero:
Bardzo ciekawa historia. Słowa wypowiedziane przez Juliana utkwiły mi w pamięci. Wyobraziłem sobie tę świątynie za dawnych czasów jednak teraz widziałem tylko bagno. Ruszyłem za Julianem jedną ręką trzymając rękojeść miecza. Moje nogi coraz bardziej zagłębiały się w błoto.
-Chyba czeka nas trudna walka.- rzuciłem w stronę przyjaciół.
Patty:
Zeskoczyłam z siodła z niemałą przyjemnością. Jazda konno była dla mnie przyjemna, ale tylko na krótką metę. Akceptowałam przejażdżki, ale wielogodzinne eskapady raczej nie nastrajały mnie pozytywnie. Dodatkowo humor psuła wilgotna, przesiąknięta wodą bagnista ziemia. Nienawidziłam bagien. Za dużo czasu spędziłam w takim środowisku, bym mogła czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność. W dodatku ten wszechobecny "zapach". Zaczęłam iść, co rusz brodząc w mulistej wodzie.
- No i buty sobie zamoczyłam - mruknęłam, ni to do siebie, ni towarzyszy.
Julian:
Droga przez bagno nie była długa, lecz mokra. Każdy z nas czuł nieprzyjemny plus wody w butach. Dotarliśmy do otwartego wnętrza świątyni, które z nie pachniało zbyt przyjemnie. ÂŻadnych z zapowiadanych krzyków nie było słychać. O dziwo część pochodni w świątyni była zapalona. Woda sięgała conajmniej do poziomu kostek, co nie zapowiadało odpoczynku dla stóp.
Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Na powitanie wyszły nam:
3x Szkielet
///Chcieliście walkę to ją macie ; ) Pamiętajcie o zasadach walki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej