Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wypaczona nadzieja
Julian:
Prowadząc wierzchowca w stronę moich towarzyszy, pomyślałem: Jakie to piękne i jednocześnie dziwne.
My Bractwo ÂŚwitu wyruszamy do najdalszych krain królestwa, aby pomagać nieznanym nam ludziom. Jesteśmy zakonem wojowniczym, niewielu z nas wie jak to jest żyć bez wojaczki. Całe życie poświęcamy w ćwiczeniu wybranego przez nas stylu walki. Nie mamy rodzin w cywilnym tego słowa znaczeniu. Rodziną są bracia i siostry. Wyraźnie kontrastowaliśmy wyglądem z mieszkańcami wioski. Przyglądali się nam. Grupka dzieci przerwała dzieci i z nieopisanym uczuciem w oczach przyglądała się nam. A po za tym zwykły rozgardiasz jak na tą porę hemis.
W poróżnieniu do pozostałych nie odstawiłem konia do boksu.
- A zatem. Wy idziecie do karczmy pod "Niebieskim Niedźwiedziem" i zgłaszacie się do karczmarza. Czekają na nas zarezerwowane pokoje. Przenocujemy tam. Nie spodziewajcie się jednak luksusów. Ja w tym samym czasie idę porozmawiać z sołtysem. Muszę się czegoś dowiedzieć.
Po paru chwilach dotarliście do karczmy. Z zewnątrz budynek wydawał się dość przytulny.
Axel Ontero:
-Dobrze, no to idę do karczmy. Oby udało Ci się czegoś dowiedzieć.- Rzekłem do Juliana dodając mu otuchy i jak mówiłem tak zrobiłem. Ruszyłem w stronę karczmy. Po drodze skupiane były na mnie oczy mieszkańców. Czułem się jak odmieniec.
Otworzyłem drzwi karczmy lekko zaskrzypiały. Wszedłem doń i szukałem wzrokiem karczmarza. To chyba on. Pomyślałem zerkając na grubego, wąsatego mężczyznę, który stał po mojej prawej. Podszedłem do niego i powiedziałem opanowanym tonem:
- Witaj zacny człowieku. Mniemam iż to twoja karczma. Jesteśmy z Bractwa ÂŚwitu zechcesz pokazać nam zarezerwowane dla nas pokoje?
Julian:
Nie można powiedzieć, że jest to wysokiej klasy lokal. Pijana gawiedź grała tutaj w karty lub przekrzykiwała siebie nawzajem. Pojawienie się zakonników nie spowodowało większego poruszenia.
Karczmarz popatrzał spode łba na zakonników, nadal zajęty wycieraniem kontuaru, rzekł:
- Ach to wy. Rycerze, czy zakonnicy. Pokazać pokoju nie mogę, bo innych klientów mam. Specjalnych względów chcecie czy czego?! Wasze pokoje znajdują się na pierwszym piętrze. I są dwa, a nie trzy. Sołtys zapłacił za tyle. Jeden jest dla tej o to panienki - tu wskazał na Patty, a jeden dla Ciebie i twojego brata, czy jak tam się nazywacie nawzajem. - skończywszy swój monolog, karczmarz sięgnął pod ladę i wyjął dwa klucze.
Tymczasem w innej części wioski Julian szykował się do rozmowy z sołtysem wioski.
Wskoczyłem na konia i zacząłem szukać domu sołtysa. Z tego co on mi mówił, z daleka rozpoznam jego miejsce zamieszkania. Nagle zobaczyłem typową wiejską posiadłość otoczoną wielkim, pięknym ogrodem. Jeśli on tu nie mieszka, to ja jestem smokiem.
Zszedłem z konia i podszedłem do drzwi. Zapukałem, grzecznie, kulturalnie - dwa razy. Otworzył mi pachołek, który powitał mnie słowami:
- Dobry wieczór, a szanowny pan do kogo?
- Jestem wysłannikiem Bractwa. Miałem się spotkać z sołtysem.
- Spodziewaliśmy się pana. Proszę za mną.
Wprowadzono mnie do jadalni. W okół mnie na ścianach wisiały głowy przeróżnych bestii w formie ozdoby.
Sołtys, człowiek potężnej budowy, łysy, ale z potężnym wąsem, siedział w centralnej części stołu.
Na mój widok wstał, podał rękę i przywitał słowami:
- Zartat z Tobą, mój drogi zakonniku. Rozumiem, że przyszedłeś porozmawiać o świątyni na północy.
Przytaknąłem tylko głową i zadałem pytanie:
- Dokładnie. Jestem ciekaw, co w niej jest takiego niezwykłego, że podczas pierwszego spotkania zakwalifikował Pan, tą sprawę jako niecierpiącą zwłoki.
- Już wszystko wyjaśniam. Ten budynek stał tutaj od wieków. Wcześniej nikt na niego nie zwracał uwagi. Nie przeszkadzał nam, ponieważ był ukryty w lasach. Od pewnego czasu jesteśmy zmuszeni zapuszczać się w te rejony. Wioska utrzymuje się z myślistwa. Z tego żyjemy. Jednak na skutek naszej działalności musieliśmy zapuszczać się w te rejony. Pewnego razu zaginął nam myśliwy, oczywiście wtedy nie znając skalę zagrożenia zignorowaliśmy to. Ale kiedy zaginęli kolejni myśliwi zorganizowaliśmy wyprawę. Z trzech znaleźliśmy jednego. Majaczył, a jedyne, co mógł wypowiedzieć to „Nie otwierajcie świątyni”. Zmarł po trzech dniach.
- A zatem to bardzo poważna sprawa. Wyruszamy jutro z samego rana.
- Przy wejściu do lasu zostawiłem dwóch ludzi, którzy mają ostrzegać wioskę. Spotkajcie się z nimi.
Wstałem i pożegnałem się z wójtem. Droga do karczmy nie była obfita w wydarzenia. Wszedłem do wynajętego pokoju i natychmiast usnąłem.
Patty:
Drzwi pokoju uchyliły się i spokojnie wymknęłam się na zewnątrz. Faktycznie, przydzielona mi kwatera nie była najwyższego standardu, co mnie w sumie nie dziwiło, gospodarz widocznie nie miał zbyt często wielu gości, by musiał się zajmować swoimi pokojami więcej, niż wymagają tego podstawowe zasady higieny. W rezultacie, przywykła do nieco lepszych warunków, w nocy najpierw nie mogłam zasnąć, a potem kilkakrotnie się budziłam. Moje nowe komnaty mnie rozwydrzyły.
Poprawiając włosy, zeszłam powoli na dół. Rankiem karczma świeciła pustkami, tylko pijackie niedobitki gdzieniegdzie spały pod stołami, zasadniczo jednak panował spokój. Usiadłam za jednym ze stołów i spojrzałam krzywo na karczmarza.
- Daj coś ciepłego do jedzenia. I miodu przynieś - rzuciłam. Działał mi na nerwy swoją ignorancją i chamstwem. Nie lubiłam takich ludzi. Karczmarz chyba to wyczuł, bo zrobił się markotny, jednak strawę podał, obok stawiając garnuszek miodu. W spokoju zaczęłam jeść, czekając na Juliana.
Axel Ontero:
Ale miły ten karczmarz. Pomyślałem patrząc na niego krzywym wzrokiem. Nie chcąc słuchać odburknięć karczmarza ruszyłem do swego pokoju. Uchyliłem lekko drzwi i podszedłem do przydzielonego mi łóżka, zdjąłem ekwipunek i położyłem się. ÂŁózko nie było zbyt wygodne ale spodziewałem się tego. Noc była bardzo długa. Kilkakrotnie przewracałem się z boku na bok, nie mogłem usnąć. Leżałem i patrzyłem w sufit rozmyślając nad misją. Gdy nastał ranek rozejrzałem się po pokoju. Musiałem sprawdzić czy nic mi nie zaginęło. Niczego nie mogłem się spodziewać. Na szczęście wszystko było na swoim miejscu a Julian spał spokojnie. Powoli wstałem z łóżka, założyłem leżący obok ekwipunek tak by nie zbudzić mego współlokatora i zszedłem na dół.
Zrobiłem się głodny. Ciekawe co mają tu dobrego do jedzenia? Podszedłem do karczmarza i rzekłem lekko uniesionym tonem:
-Czy zechcesz podać mi coś do jedzenia? Nie pogardzę również dobrym piwem. Mężczyzna obrzuciłem mnie krzywym spojrzeniem po czym schylił się, wyciągnął porcję strawy i nalał do kufla piwa. Podziękowałem mu, zabrałem jedzenie i piwo i zacząłem wzrokiem szukać miejsca żeby spokojnie siąść i zjeść. Dostrzegłem Patty popijającą miód podszedłem doń, kiwnąłem głową w geście powitania i przysiadłem się. Zabrałem się za jedzenie i czekałem aż Julian zejdzie i podzieli się z nami uzyskanymi informacjami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej