Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (90/118) > >>

Anv:
Ja także ruszyłem w stronę kanałów wraz z Ra i Diomedesem. Uważałem, iż będzie to odpowiednia funkcja dla mnie. Wszelkiego rodzaju techniki skradania i ukrywania sięw cieniu były dla mnie codziennością. Przyspieszyłem kroku i szedłem niemal ramię w ramię z Ra. Poza tym lubiłem działać w grupach dywersyjnych.

Anette Du'Monteau:
Bezszelestnym krokiem ruszyłem za całą grupą. Co jak co, ale skradanie płynęło już niemal w żyłach maurena. Dodatkowo jego strój niwelował wszelkie możliwe dźwięki, które normalni ludzie wydawali nie będąc nawet tego świadomym. Zeyfar mógł spokojnie przyjąć rolę cienia jednego z kompanów.

Adaś:
Widząc że wszyscy wychodząc z tego namiotu idę gdzieś ruszyłem powoli za nimi. Dostrzegłem że każdy idzie bardzo cicho wręcz się skradają. Wydało mi się to trochę śmieszne w końcu byliśmy w obozie sprzymierzeńców. Ale żeby nie odstawać od reszty także uważałem na kroki choć szło mi to dość nie udolnie wciąż robiłem hałas. Może nie wiele ale to wciąż był hałas...

Nessa:
   Konsternacja. Tak, to chyba dobre określenie stanu, w jakim była Nuda. Szef dziwnych, zamaskowanych mężczyzn, nie mniej dziwny i nie mniej zamaskowany, zaczął nagle przewodzić kompanii. A Zeyfar jak posłuszny piesek szedł za nim! Coś u nie gra. Zdecydowanie. Za kogo on się ma? Za przywódcę jakiejś organizacji zrzeszającej potężne istoty? Na bogów! My tak naprawdę nie wiemy, czy oni cokolwiek potrafią i czy jedynie nie mydlą nam oczu. Elfce wydawało się, że gromadka, której przewodził Ra, będzie raczej wypełniać polecenia maurena, który za pomoc da im złoto. Najemnicy a nie dowodzący. Nieufność Diomedesa była przesadzona, ale postępowanie Zeyfara było zwyczajnie nierozsądne.
   Nessa skrzywiła się nieznacznie, ale poszła za grupą. Jak wszyscy to wszyscy. Słyszała również, że dracon dostał ważne i niebezpieczne zadanie. W końcu będzie mógł wykorzystać swoje skrzydełka, którymi się chwalił. Oczywiście elfka liczyła, iż mu się powiedzie, czego postanowiła dopilnować modlitwą.   

Gunses:
Zdecydowanie Ra był zadowolony. Nieznany nikomu właśnie przewodniczył grupie zmierzającej do kanałów, a w zasadzie na takiego przewodnika wyglądał. Nie chciał podawać się za przywódcę, bo i na niego spadłaby część odpowiedzialności za misję. Jednakże jako, że był obyty w czytaniu map, chciał pomóc i doprowadzić cała ekipę do miejsca, w którym panowały mroki. Do podziemi. Szedł szybko, szeleszcząc szatą i co jakiś czas szurając butami. Nie widział potrzeby skradania się już teraz, lecz znał ludzi i ich nawyki. Zadowolony był, że przymierzają się do misji już teraz. Wszak muszą rozgrzać mięśnie i wyciszyć oddech, a dla tych spraw dobrze, aby było zacząć wcześniej, żeby się wprawić. Grupa mijała właśnie wielki namiot kowali, którzy ostrzyli miecze dla wojska oraz na razie pusty, przestronny i czysty, oddalony lekko od gwaru namiot medyków. Niedługo ten namiot miał wypełnić zapach krwi, bebechów, gówna i wymiocin oraz nieprzerwane krzyki. Gunses prowadził dalej. Po jego stronach zauważył dwie postacie. Znał je, to bracia, Anv i Diom. Dobrzy druhowie walki i kumple. Zwłaszcza Anvarunis. Gunses zaśmiał się lekko w duchu. Jeszcze kilka chwil temu nie sądził, że będzie przewodniczył drużynie mając po swych obu stronach ludzi, których by się n tych miejscach nie spodziewał. Wreszcie dotarli na miejsce. Ale nie było tam żadnego wejścia do podziemi. Stał za to wielki namiot. Gunses wszedł do środka. Tak jak przypuszczałem, nie chcieli ujawnić Omowi swych planów. I słusznie - pomyślał. W namiocie było małe centrum archeologiczne. ÂŚrodek był rozkopany na jakieś trzy, cztery metry w dół. Ziała tam czarna dziura mająca na około wystające zęby ceglastych ścian. Tak. Właśnie w tym namiocie rozkopano ziemię i przebito się do tunelu pod miastem. Ludzie tam pracujący odwrócili się, straż wyłoniła się zza kolumn namiotu, podeszła do nas
- Czego tu? - zapytali trzymając za miecze. Gunses odwrócił się w stronę Zeyfara, po czym podszedł do strażników i rzekł
- Rozkaz od Generała Kaina. Mamy wejść do kanałów i czekać, aż grupa Arcymagów zniszczy magiczną Barierę.
- Chcecie nam wmówić, że wasza hałastra rozmawiała z generałem?! - rzucił ironicznie strażnik, jednak zmitygował się widząc charakterystyczne barwy ÂŁowców. Zaraz później do namiotu wszedł Otomo. Strażnik oddał pełen czci ukłon i odsunął się.
- Wchodzimy? - Gunses zapytał, chociaż miało to na celu tylko wskazanie kolejnego celu. Czarnej dziury w ziemi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej