Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (51/118) > >>

Nessa:
   Spokój dracona udzielił się elfce, więc odpuściła drążenie tematu ucieczki. Jego odpowiedź jej nie satysfakcjonowała, ale wolała nie dyskutować z tak dużym i groźnie wyglądającym osobnikiem o przejawach lenistwa, a w najgorszym wypadku tchórzostwa.
   Rozchmurzyła się nieco i odparła:
- Jak dobrze zauważyłeś nie znam Diomedesa, ale twoje zachowanie było niegrzeczne. Po prostu. Nie pożegnałam się i to ja wyszłam na osobę niegrzeczną, a to już urocze nie jest - mówiła lekko i widać było, że nie jest już urażona. Popatrzyła się w kierunku wyłaniającego się lądu. Była pewna, że i Zeleris go dostrzegł.
- Wiatr - mówiła nie odrywając wzroku od celu ich podróży. - Dlaczego akurat taki żywioł ty wybrałeś? Bo chyba nie wstąpiłeś do Gildii już jako skrzydlaty dracon, czyż nie?   

Dragosani:
Flamel już nawet nie komentował ciągłego narzekania Nudy. Nie było w tym sensu. I w sumie niewiele obchodziło go to, że jego teleportacja była "niegrzeczna". Zastanawiało go jedynie jak elfka zareagowałaby na jego pierwotne zamiary, czyli wyrzucenie Diomedesa za burtę. Mag uśmiechnął się w duchu. To musiałoby być całkiem zabawne. Zastanowił się nad odpowiedzią na jej pytanie.
- Masz rację, nie zaczynałem nauki magii będąc już Draconem. - przyznał, wpatrując się w zbliżający ląd. - Nie zaczynałem też jej w Gildii. Wszystko zaczęło się jeszcze na kontynencie. Jeszcze jako dziecko, po pewnym... incydencie w domu rodzinnym, zostałem przygarnięty przez pewnego maga. Był właśnie magiem zajmującym się Lindangol. On sam nie chciał mnie uczyć magii, a przynajmniej się na to nie zanosiło. Ale miał wiele ksiąg, z których potajemnie korzystałem. I cóż... mój 'wybór' szkoły można uznać za przypadek, albo przeznaczenie. Decyzja czym to mogło być, zależy od osobistej interpretacji.

Nessa:
   Odpowiedź o tyle zaskoczyła Nudę, bo nie oczekiwała ona historii z przeszłości. Elfka miała dziwne wrażenie, że ów opiekun Zelerisa nie był miłym i serdecznym dziadkiem, a osobnikiem podobnym do maga, jednak nie uważała za słuszne i potrzebne na głos wyrażać swoje myśli.
- Powiedz mi jeśli naruszę twoją prywatność, ale jeszcze jedno pytanie ciśnie mi się na usta - starała się być jak najbardziej delikatna. Ciekawość to ogromna wada, ale dziewczyna pamiętała opowieści rasie Zelerisa, która była nie tylko silna, lecz i agresywna. -  Skąd na bogów przemiana w dracona? Nie wystarczyły ci możliwości dane przez magię?

Dragosani:
Akurat to pytanie nie zaskoczyło Flemela. Zbyt często je słyszał, od zbyt wielu osób, aby było jakieś wybitnie zaskakujące. Mag przygotował więc kilka odpowiedzi na nie. Mniej lub bardziej zbliżone do prawdy. Teraz, na odpowiedź dla elfki, wzruszył ramionami.
- Cóż... to ciało daje więcej możliwości. - stwierdził. - Magia jest potężna, to fakt, ale ma też ograniczenia. Chociażby takie, że każde jej użycie zużywa część mocy magicznej maga, która musi potem zostać zregenerowana. Na przykład podczas snu. A silne i sprawne ciało pozwala oszczędzać ową moc w niektórych sytuacjach. - zaczął wyjaśniać. - Do tego dochodzi jeszcze możliwość lotu. Dla maga wiatru jest to... hmm... atut bardzo pożądany. Któż lepiej może zrozumieć ten żywioł, niż ktoś kto ma możliwość szybowania w przestworzach? zapytał, lecz nie oczekiwał odpowiedzi. - Kolejnym plusem jest pewne wzmocnienie siły zaklęć, dzięki tak zwanej "czarnej skazie". No ale ona wpływa też na pewną... nerwowość. Jak widać są plusy i minusy... - westchnął cicho i zapatrzył się w "dal". Postanowił uprzedzić kolejne pytanie, nawet jeśli elfka nie zamierzała go zadać, albo zadała jedynie w myślach. - A co do wyglądu... są pewne techniki magiczne umożliwiające manipulowanie nim. Niestety hierarchia Gildii jest dość sztywna i osoba z moją rangą nie może jeszcze ich poznać. - ponownie westchnął, tym razem nad ograniczeniami nakładanymi na niego przez sztywna strukturę organizacji.

Eric:
Diomedes odprawił odchodzącego Darlenita skinieniem głowy i przez chwilę sam zastanawiał się nad zejściem pod pokład. Stwierdził jednak, że dziwnym trafem, akurat dziś chce zachować trzeźwość. Było to dość... Nietypowe dla Diomedesa. Zazwyczaj był pierwszy, jeśli chodziło o obalenie flaszeczki czy dwóch. Ewentualnie siedmiu. I ten sam człowiek teraz w duchu odrzucał taką możliwość. Musiało go to wiele kosztować, w końcu nawyki picia w końcu mogły zamienić się w głód. Tyle, że Diomedes był twardym zawodnikiem. Jak już sobie coś postanowił, to się tego trzymał. Nawet jeśli potem okazywało się to niekorzystne. Wstał więc od burty i siadł sobie wygodnie nieopodal, plecy opierając o maszt. Ostatnio lubił być sam.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej