Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czara goryczy
Rikka Malkain:
Korzystając z zamieszania, Garik starał się wyswobodzić. Udało mu się nieco poluźnić sznury i uwolnić rękę. Następnie spróbował dosięgnąć leżący obok niego miecz, wygiął swoje ciało i... Udało mu się! Szybko rozciął sznury i dopadł przedostatniego bandyty, który chyba o nim zapomniał. Na wszelki wypadek Wampir zniknął podczas skoku, przewalił człowieka ciężarem swojego ciała i wybił mu kły w szyję i skręcił kark.
1/4 Czyli został ten bez ręki.
Mogul:
//: źle wpisałem, już jest czysto w przeciwnikach.
Gdy już wszyscy padli, Ocian podszedł do ciała jednego z bandyty, kopnął go w głowę i rzekł:
- Co te ścierwa sobie myślały. Większych idiotów nie widzi. Spojrzał się na Garka i uśmiechnął się.
- Nie zostawiamy swoich.
Elrond Ñoldor:
// umarł z upływu krwi :)
- Nigdy. Poza tym, kto zostawia swoich? - rzucił w eter pytanie. Podszedł do najbliższego bandyty odsłonił jego twarz. Obejrzał broń i przeszukał kieszenie. Byli dobrze wyekwipowani, dobrze wyszkoleni, ale nadal byli po prostu tylko ludźmi. Nikolajowi przeleciała myśl, nad zamianą miedzianego sztyletu na srebrny, ale nie chciał kusić losu. Postanowił sprawić sobie kiedyś zwykły stalowy. Bo czy trzeba czegoś lepszego do podrzynania gardeł?
Gunses:
Aura Inteligencji jaka działała u Gunsesa nocną porą dała mu przewidzieć wydarzenie. Poczuł niepokój z pustego miejsca za jego plecami. Bez namysłu uderzył tam mieczem w kłębiący się biały opar. Miecz po chwili był już w ciele Maga, który pojawił się w pomieszczeniu.
Człowiek, bo był to człowiek, był przystojny, miał ciemne oczy, był gładko ogolony na policzkach. Długie włosy, kolczyki w uszach i bródka zdobiły go. Nosił dopasowany kubrak, rozchełstany na piersi, za pas zatknięty miał sztylet. Jego ręce, które zdobiły skórzane rękawiczki i pierścienie odruchowo zacisnęły się na ostrzu tkwiącym poniżej jego żeber. Zaskoczony rozejrzał się po pomieszczeniu, po ciałach zabitych i twarzach zwycięzców. Zimny wzrok Nieśmiertelnych spoczął na przybyszu. Gunses zbliżył się do człowieka wbijając miecz aż po rękojeść. Ostrze w gejzerze krwi i chrupocie kości wylazło na wysokości łopatek. Mag próbował wyrzucić z siebie moc, która odrzuciłaby Gunsesa, lecz kryształy czerwonej rudy w mieczu jaki wykuto dla Wampira dławiły moc magiczną. Człowiek zawisnął na mieczu. Plując krwią z przerżniętego płuca wycharczał
- Bądźcie przeklęci... krwiopij....
- Jak śmiałeś podnieść rękę na mój lud. Marna istoto. Czara goryczy jaką ludzie zapełniali swymi uczynkami przelała się. Nastała noc. Ciemność, w której się skryjemy, abyście wy poznali, czym jest świat pełen potworów. Pełen was i waszych demonów. Zgnijecie żywcem w tym świecie. Nas on nie dotyczy - mówił, chociaż człowiek wisiał bezładnie, nie żyjąc. Nie wiadomo czy Gunses sądził że człowiek jeszcze go słucha czy wiedział, że już nie żyje i mówił jakoby nie do niego, a do świata - Nie damy się pogrzebać. Nie pozwolimy, by ktoś nas ucisnął. W swojej gnuśności i potworności zgnijecie bez nas. I pokolenia po was powiedzą, 'zaprawdę nasi praojcowie byli przeklęci, w swym egoizmie i nietolerancji, w swych potwornościach, wraz ze swymi demonami, które przysłoniły im prawdziwe oblicze świata' a wtedy każdy Wampir wyłoni się z ukrycia i powstaną Nieśmiertelni z popiołów, w które złudnie wydaje się wam sami nas pogrzebiecie. Ale wasze oczy ślepe są i mówię to dziś 'coraz mniej wyraźny rzeczywistości obraz w głowie mąci myśli' a wy 'ciągle w zawieszeniu, między taflą absurdu a dnem'. I ty będziesz przeklęty człowieku, tak jak cały wasz świat. Naa narash tarash tara var dor ash natha - rzekł przyciągając truchło do siebie i szepcząc całkiem wyraźnie i głośno do ucha. Chwilę później zepchnął ciało z miecza, bezceremonialnie kopnął je, a to potoczyło się pod ścianę. Gunses odwrócił się do Garika i rzekł
- Przepraszam. Wybacz mi Synu - popatrzył mu chwilę w oczy i wyszedł rzucając szybkie - Wracamy do Siedziby.
Wampir szedł uliczką i słyszał jak pozostawiony w magazynie trup zaczyna powtórnie wracać do życia. Nie obchodziło go to. Oto świat załamał się jak zapałka. Szedł w milczeniu. Szybko. Chciał jak najszybciej dostać się do Sabatu Wampirów Numenoru. Wiedział, że ta noc zapadnie w pamięć wszystkim Wampirom. W pamięć całego Sabatu Wampirów Numenoru na wyspie Valfden.
Mogul:
Ciekawe, co ma na myśli. Zastanawiał się Ocian.
- W tym pośpiechu zapomnieliśmy o Pieniku. Wyszli z miejsca rzezi i poszli szukać go. Znaleźli człowieka szybko, bowiem dalej stał jak wryty, tam gdzie się rozdzielili.
- Przyzwyczajaj się. Była to odpowiedź na jego minę, gdy się spotkali. Teraz ruszyli w kierunku Sabatu, opuszczając to miejsce.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej