Siedziałam spokojnie nieopodal towarzystwa, nie chcąc się wtrącać w rozmowę, w końcu nie miałam doświadczenia w walce ze smokami i nie sądziłam, bym powiedziała cokolwiek konkretnego czy logicznego. Dlatego jedynie przysłuchiwałam się dyskusji, spokojnie obracając w palcach mały nożyk i rozmyślając. Gdy jednak padło stwierdzenie o szukaniu złota podniosłam się z ziemi, ruszając w stronę poległych. Moich nozdrzy dobiegł odór krwi i śmierci, zwyczajowy zapach unoszący się nad polami bitew czy mniejszych potyczek. Mimo sporego doświadczenia w walce nigdy do końca nie przywykłam do tej mieszanki zapachów, jednocześnie traktując je jako przykry obowiązek. To i tak było lepsze niż smród spalonego kulą ognia czy błyskawicą ciała. Dlatego chodziłam pomiędzy ciałami, starając oddychać się ustami i jednocześnie współczując istotom o wyostrzonych zmysłach, wszak dla nich ten smród stanowił nie lada torturę.