Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Dragosani:
Dracon z Anvem na rękach wylądowali dość niefortunnie. Otaczało ich bowiem czterech demonicznych rycerzy. Spaczeni natychmiast odwrócili się w ich stronę. Chyba nie byli zachwyceni faktem, że towarzysz Dracona ubił im jednego smoka. Swoje niezadowolenie wyrazili unosząc miecze i podchodząc powoli.
- Ups. - skomentował ich zachowanie Zeleris i położył Ava na ziemi. Musiał działać szybko. Znowu. Już niemal instynktownie pobrał moc. Użył jej do pchnięcia psionicznego, skierowanego w najbliższego Wyniesionego. Rycerz przewrócił się, co dało nieco czasu Flamelowi. Wyciągnął szybko kostur i pobierając wykrzyczał pierwsze zaklęcie jakie przyszło mu na myśl - pioruna kulistego.
- IHIGI! - jasna kula wyładowań pomknęła ku biegnącemu z mieczem i wrzeszczącemu rycerzowi. Spaczony (chyba)człowiek został oderwany od ziemi. Energia zaklęcia wypaliła sporą dziurę w jego zbroi i ciele. Ale Dracon nie miał czasu podziwiać efektu. Owinął koniec ogona o ramię Anva i przeteleportował ich kawałek dalej, tuz obok gramolącego się z ziemi rycerza, który został wcześniej przewrócony psioniką. Dracon zamachnął się i silnym pchnięciem wbił mu szpikulec kostura w szczelinę wzrokową jego hełmu. Rozległo się miłe dla ucha mlaśnięcie, a rycerz wrzasnął i zwiotczał. Mag instynktownie, słysząc nadciągającą dwóje pozostałych rycerzy, pchnął psionką w ich kierunku. Jeden z nich przewrócił się, lecz drugi nie. Biegł dalej. Mag przyjął postawę obronną. Bądź co bądź potrafił trochę władać kosturem. Przeciwnik ciał mieczem z góry. Cios ten Dracon mógł łatwo zablokować, po prostu trzymając nad sobą kostur. Tak też uczynił. Gdy bronie trzasnęły o siebie mag zakręcił się, ześlizgując ostrze przeciwnika po kosturze i ponownie użył psioniki. Rycerz zachwiał się i dość komicznie zakręcił mieczem. Zeleris zaatakował. wykonał serię szybkich uderzeń końcami kostura, celując w głowę przeciwnika. Ciosy w hełm wywoływały całkiem ciekawy odgłos, jakby uderzania w dzwon. W końcu Flamel znów uderzył psioniką. Przewrócił rycerza. Szybko wbił mu szpikulec swej broni w otwór na oczy hełmu. W tym czasie wstał ostatni z demonicznych. Lecz Flamel nie zamierzał już się w nim bawić. Pobrał moc i skupił ją w krysztale.
- Iaishosh Huushar, Ipush Grish Izqiysh! - wykrzyczał pełną formułę zaklęcia pioruna kulistego. Jego moc wzmocniona czarną skazą i kryształem wytworzyła potężna kule błyskawic. Dracon cisnął nią we wroga. Piorun trzasnął w jego zbroję, przepalając ją. Odrzucił rycerza kilka metrów w tył. Jego demoniczne ciało zwęgliło się. Dracon westchnął głośno.
- Chwili spokoju... - zaczął narzekać. Podszedł do Anva, aby go ocucić. Uczynił to uderzając go w twarz otwarta dłonią. - ÂŻyjesz? - zapytał.
4/30
Anv:
- W połowie. - rzekłem uśmiechając się szeroko do Dracona. Teraz to był najpiękniejszy widok w życiu Anva. - Będę miał co opowiadać wnukom. Przy okazji mam rozwalone żebra i złamaną nogę, przydali by się konkretni medycy. No i pancerz się już nie nadaje do niczego.
Hagmar:
Obok was w czarnej mgle teleportował się odziany w czerń mag, gestem odrzucił was pięć metrów dalej.
Zawiedliście. Hełmy ostatnich Wyniesionych zostały zmiażdżone, teleportował się obok Aragorna, złapał go i zniknęli.
Dragosani:
- Do wesela się zagoi! - odparł Dracon i odpuścił sobie trzaśnięcie w plecy przyjaciela. Lecz w tym momencie pojawił się tajemniczy mag. Bezlitośnie pchnął ich psioniką, zabił mortokinezą swoje sługi (najprawdopodobniej) i porwał Aragorna. Dracon w pierwszej chwili nie dowierzał własnym oczom. Wstał ociężale i pomóc podnieść się kompanowi.
- ... - skomentował to wydarzenie i spojrzał na Anva ze zdumioną miną.
Anette Du'Monteau:
Kolejny z rycerzy szarżował na Anvarunisa i Zelerisa. Zajęci sobą nie wiedzieli, że się zbliża. Wtedy wyleciał Zeyfar. Wystrzelony niczym z procy rzucił się całym sobą na przeciwnika. Z impetem nadanym przez rozpęd i masę ciała mauren zwalił się na ziemię razem z przeciwnikiem. Demoniczny wojownik próbował się zorientować w sytuacji, jednak skrytobójca zaczął szaleńczo go okładać po hełmie z uruchomionym ukrytym ostrzem. Cios za ciosem, było widać że wojownik słabnie. W końcu Zeyfar zdołał się podnieść i zatopić klingę w hełmie. Był tak wściekły, że siła włożona w uderzenie przebiła hełm, czaszkę i zatrzymała się w ziemi.
-Dawno nie widziałem takiego kretyna Anv. - powiedział Navarre uśmiechając się i ocierając pot z czoła. Skrytobójca spostrzegł dziwnego maga, a potem jak Aragorn znika w raz z nim. To nie zapowiadało się dobrze.
-Cholera jasna!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej