Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Patty:
Gdy wrodzy żołnierze natarli niemal natychmiast poderwałam się ze swego rodzaju półsnu, tak, jak nauczyłam się już dawno, by zawsze być w stanie obronić siebie i innych. Nigdy nie spałam za mocno, teraz wykształciłam tę umiejętność dużo lepiej, co pozwalało mi obudzić się w niemal każdej, ważnej dla mnie chwili. Dobyłam miecza, przygotowując się na atak najbliższego jeźdźca. Zamachnął się potężnie, wychylając z siodła. Wtedy zawirowałam w piruecie, jednocześnie szarpiąc wroga telekinezą. Przeciwnik z hukiem zwalił się z siodła, uderzając ciężko o ziemię, a spłoszony koń uciekł, kłusując w dal. Ten jednak zebrał się zadziwiająco szybko, zapewne wykorzystując swoje nadnaturalne zdolności. Sama jednak nie próżnowałam, błyskawicznie zaatakowałam, przechodząc do półmiecza. Lewa dłoń przesunęła się za jelec, dając mi większą swobodę pchnięć, tak bardzo potrzebną w czasie w walki z przeciwnikiem w zbroi płytowej. Spokojnie przyjęłam cios, uchylając się dodatkowo. Klinga obcego miecza ześliznęła się po mojej, sama zaś przeszłam do ataku. Ostrze ze złowrogim pomrukiem pomknęło ku szczelinie w zbroi wroga, zostało jednak odepchnięte na bok. Znałam to uczucie, często korzystałam z magii; psionika. Przyciągnęłam go telekinezą, jednocześnie zaburzając jego równowagę. Nadstawiłam miecz, wbił się pomiędzy blachy pancerza, po zbroi spłynęła krew. Nie na tyle jednak, by go zabić. Wyszarpnęłam ostrze, uskakując w tył. Wygenerowałam energię magiczną.
- OIIIG - szepnęłam, posyłając ognistą strzałę w Wyniesionego. Ten krótki, magiczny atak zdezorientował przeciwnika, płomienie rozpłynęły się po przyłbicy wroga. Wtedy doskoczyłam, z całą siłą wbijając miecz w szczelinę zbroi, jednocześnie naciskając brzuchem na głowicę. Stal zanurzyła się w ciele wroga. Skrzywiłam się, dociskając miecz do końca.
23/30
Hagmar:
Dracon spiął konia, szarżował na jednego z demonicznych rycerzy był blisko gdy... Psioniczny pocisk zwalił go z konia, upadł i odruchowo przeturlał się na bok, leżąc sparował niezwykle mocne uderzenie, szarpnął telekinezą zrzucając go z konia, rycerz głucho grzmotnął o ziemię, Aragorn błyskawicznie dobył sztyletu i rzucił się na wroga wbijając ostrze w szczelinę hełmu. Bryzgnęła demoniczna posoka. Dalej był tylko wyćwiczony odruch, obrócił się na pięcie z kataną tnąc pędzącego konia po nogach, demon tym razem powstał dość szybko.
Nie zmienisz przeznaczenia Tacticus.
Gówno prawda. Ruszył na dracona z uniesionym do ataku mieczem, to był błąd... Aragorn pchnął w pachwinę, przyciągając go dodatkowo telekinezą, była tam przerwa między płytami pancerza. Impet sprawił że nadział się aż po rękojeść. I wtedy słońce zgasło... nie, to był cień, cztery cholernie wielkie cienie smoków, każdy prowadzony przez jeźdźca...
21/30
Adaś:
Adamus pędził dalej na kolejnego jeźdźca który właśnie jechał na jakiegoś młodocianego żołnierza. Zaczął ponaglać konia bo widział że ten młodzik zaczyna uciekać. Gdy tylko zajechał wyniesionego od tyłu przykucnął na siodle i przymierzył się do przeskoku z swojego wierzchowca na konia przeciwnika. Przeskoczył, chwycił się mocno za ramie jeźdźca i szybkim ruchem poderznął mieczem gardło wyniesionego. Po czym zwolnił konia i zrzucił truchło na ziemie. Gdy to zrobił nawrócił nowo zdobytego rumaka i popędził go dalej. Po chwili cwału doszedł do wniosku że ten koń jest równie rączy co poprzedni. Ale nie miał zbyt wiele czasu na rozmyślenia bo już widział jakieś 50 metrów od siebie kolejnego jeźdźca. Mijając się z nim zamachnął się mieczem odcinając głowę przeciwnikowi. W tym momencie ujrzał smoki pomyślał sobie:Kurwa tego brakowało!. Zawrócił konia i ruszył w kierunku Aragorna gdy zbliżył się do niego i wykrzyknął:
-Co robimy do kurwy nędzy?
Zostało misiów 19/30
Anette Du'Monteau:
Mauren rozglądał się na boki obserwując swoich towarzyszy w walce. Wtedy coś go przewróciło. Jeden z rycerzy wykorzystał swoje umiejętności i teraz szarżował na wierzchowcu w kierunku leżącego łowcy. Navarre w porę się przeturlał na bok i chlasnąłem mieczem strzemię wraz z pasami siodła. Zwierzę również ucierpiało i na uczucie bólu pognało prędko przed siebie. Nagła zmiana tempa i pozbawienie oparcia w strzemieniu spowodowało na początku zaplątanie się nogi rycerza, a później upadek. Gdy wstawał spróbował pchnąć Zeyfara w tył, lecz ten cofnął się nieznacznie. Upiorny wojownik wygiął rękę zadając uderzenie zza głowy. Z niemałym trudem maurenowi udało się odeprzeć atak blokiem krzyżowym. Nim klinga przeciwnika zdążyła świsnąć po raz kolejny niebezpiecznie blisko ciała łowcy, ten wyprowadził dwa cięcia pozostawiając dwie bruzdy na zbroi w pobliżu karku. Rycerz rzucił spojrzenie pełne gniewu. Znów spróbował psioniki, tym razem z udanym skutkiem. Mauren wylądował na plecach, a miecz Wyniesionego błysnął nad nim złowrogo. Szybki refleks pozwolił uniknąć skrytobójcy przebicia. Natomiast rycerz przez siłę ciosu spowodował iż jego broń utknęła w ziemi. Zeyfar natychmiast uruchomił ukryte ostrze i uderzył ręką prosto w szparę hełmu. Nóż wgryzł się w głowę pozwalając kilku kroplom czarnej mazi upaść na twarz maurena. Zdezorientowany rycerzy cofnął się trzymając głowę skrytą w rękach. Ciemnoskóry assasyn chwycił swoją mithrilową katanę. Kopniakiem spowodował, że oponent odrzucił ręce od hełmu. Wtedy wyprowadził śmiertelne pchnięcie. Ostrze wbiło się w szyje, a Navarre dopchnął je jeszcze drugą ręką. Klinga przebiła ciało na wylot niszcząc kręgosłup. ÂŁowca mocnym szarpnięciem wyciągnął katanę i pozwolił ciału zwalić się na ziemię. Odszedł w pośpiechu zabierając drugi miecz i gotując się na kolejny pojedynek.
18/30
Dragosani:
Flamel latał sobie nad wrogami, gdy nagle zrobiło się ciemniej... było to dość podejrzane, gdyż słońce dopiero wstawało. A niebo było bezchmurne! Dracon spojrzał więc w górę. O, cztery smoki pomyślał i leciał dalej. Nagle spojrzał jeszcze raz w górę, tym razem odwracając się gwałtowniej. Cztery smoki! CZTERY! niemal wykrzyczał w myślach. Natychmiast wylądował na ziemi. Jakoś w tej chwili demoniczni rycerze nie wydawali mu się naglącym problemem. Jednak nie naglący problem ruszył na niego z wzniesionym mieczem. Dracon pchnął go silnie psioniką, co spowodowało przewrócenie się wojownika. Instynktownie pobrał nieco mocy i uformował ją w piorun kulisty. Wypowiadając zaklęcie cisnął nim we wstającego wypaczonego.
- IHIGI. - wyszeptał skróconą inkantację. Kula błyskawic trafiła w rycerza i wypalając dziurę w jego tułowiu, zabiła go na miejscu. Dracon wpatrywał się w nadciągające smoki. Wiedział, że czeka ich cholernie ciężka walka. I nie zamierzał jej odwlekać. Podbiegł do stojącego nieopodal Aragorna.
- Mamy jakiś plan, czy walimy czym się da? - zapytał
17/30
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej