Tereny Valfden > Dział Wypraw

"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"

<< < (84/91) > >>

Dragosani:
Dracon, który w chwili zauważenia wroga przez Aragorna, stał sobie obok smoczego trupa i pił wodę, spojrzał na północ. Dostrzegł czarnych jeźdźców. Dopił do końca wodę w drewnianego kubka i cisnął go na ziemię. Dopiero co zjadł śniadanie, a już musiał walczyć! Wyciągnął kostur i wzniósł się w powietrze. Mógł teraz dobrze przyjrzeć się przeciwnikom. Nie było ich dużo, lecz nie wyglądali też na niewymagających. Ich wygląd nasuwał na myśl Draconowi pewna opowieść o pierścieniu, niziołkach i upiorach w czarnych płaszczach. Mag upatrzył jednego ze spaczonych rycerzy i wybrał go na cel. Machnął potężnie skrzydłami i ruszył na niego. Istota oczywiście dostrzegła go, jej percepcja była zdumiewająca. Wróg wyciągnął dłoń. Zeleris poczuł impuls mocy i szarpnięcie. "Wyniesiony" użył psioniki. Dracon wylądował ciężko i skupiając wolę sam uderzył psionicznym pociskiem w przeciwnika. Mentalne uderzenie trafiło we wroga. Jego koń zaparskał, stanął dęba i... przewrócił się. A wraz z nim wrogi rycerz. Flamel złapał mocniej kostur i pobierając moc wypowiedział słowa zaklęcia.
- Iaishosh Huushar, Ipush Grish Izqiysh! - kryształ na końcu kostura zalśnił. I wytworzył piorun kulisty, który pomknął w wypaczonego. Dracon nakierował go jeszcze psioniką. Kula błyskawic trafiła. Potężne wyładowanie poderwało przeciwnika z ziemi i obaliło, spopielając korpus i część głowy. Zelris machnął skrzydłami i wzniósł się w powietrze, aby nie stanowić łatwego łupu.
28/30

Hagmar:
Poddaj się Tacticus! Wycofaj póki możesz! Om i tak wygra, twój świat spłonie tak ja.. Głowa jednego z Wyniesionych odskoczyła nie naturalnie do tyłu, bryzgnęła czarna demoniczna [?] posoka, ich chełmy miały wadę, nie zasłaniały  całej głowy, siła postrzału z broni Yarpena zwaliła jeźdźca z konia, Aragorn wykorzystał sytuację, wskoczył na konia i ruszył do walki.

27/30

Adaś:
Adamus ujrzawszy kolejnego pędzącego w jego stronę jeźdźca popędził konia klepnięciem i słowami:-Wio. Po czym z mieczem w prawej ręce i uzdą w lewej pędził ile koń miał siły w sobie. A ta szkapa rączością wprost kipiała. Widać po niej było że była szkolona do jazdy w gwarze bitewnym,co ją nie płoszyło. Adept mijając się z Wyniesionym chwycił oburącz miecz i uderzył w pędzie z całej siły w klatkę piersiową wojownika. Nie wiele to dało oprócz głębokiej rysy na pancerzy i zachwiania jeźdźcem. Adamus błyskawicznie nawrócił konia i ruszył  znowu pełną prędkością konia. Wyglądało to iście jak w bajkach w których przedstawiano turnieje rycerskie. ÂŁowca pędząc znowu przymierzył się do ciosu, ale tym razem nie celował w rycerza tylko w konia. Szyja konia rozwarła się, posoka gęsto sikała z rany. Koń upadł a z nim jeździec, koń go przywarł co ułatwiło adeptowi robotę. Błyskawicznie zeskoczył z konia stanął nad wyrywającym się z pod konia rycerza. Chwycił miecz oburącz, zamachnął się i odciął głowę wyniesionemu. Po czym znowu wskoczył na konia i popędził dalej.

26/30

Anette Du'Monteau:
Zeyfar ruszył do akcji odbijając atak dziwnego żołnierza. Zauważył, że noszą ciężkie zbroje płytowe. Walka nie zapowiadała się na łatwą. Mauren skupił swoją uwagę na przerwie w hełmie. Z początku musiał uważać na konia oraz śmigające nad jego głową ostrze. Wykonał szybki piruet, sparował cios i posłał potężne cięcie na bok oponenta. Niestety wytrzymała zbroja odparła atak. Widać było na niej cięcie, lecz nie tak poważne jakby tego chciał Navarre. ÂŁowca pozwolił żeby kolejny atak zsunął się po klindze aż do głowicy. Wtedy szybko chlasnął konia po tułowie. Zwierzę zarżało przeraźliwie i zrzuciło jeźdźca z grzbietu. Zbroja płytowa opóźniła nieco wstającego wojownika. Zeyfar wykorzystał to i zanurzył klingę w szyi przeciwnika. Mroczny rycerz kaszlnął i zacharczał paskudnie dławiąc się krwią. Nie czekając na dalsze reakcje wbił miecz jeszcze kilka razy. Gdy drgawki ustały katana cała było oblepiona czarną jak smoła krwią.
25/30 Wyniesiony

Anv:
Leżałem z rękami założonymi za głowę, już dawno nie spałem. Rozmyślałem tylko o tym co się ostartnio wydarzyło. Na rozkaz obrony zerwałem się bardzo syzbko. Dopiąłem pas i chwyciłem za rękojeść miecza. Kto by pomyślał, że jeden pewny chwyt na kawałku żelastwa może dawać tak wspaniałe uczucie. Uczucie bezpieczeństwa i pewności siebie, podbudowywało mnie to momentalnie. Wykonałem jeden młynek wokół ciała, by rozruszać mięśnie i stawy, po czym ruszyłem do walki. Dotarłem do przeciwnika na tyle szybko i zwinnie, że zdążyłem uniknąć psionicznego ataku. Rozpocząłem starcie, ciąłem od lewa do prawa, jednak natychmiastowo spostrzegłem dobre wyszkolenie w fechtunku wypaczonego rycerza. Zablokował mój cios, bez większego pardonu. Szybko to wykorsytzał i atakował od dołu, wychylenie było jedyną możliwą odpowiedzą  z mojej strony. Walka z kimś takim sprawiała swego rodzaju przyjemność, przeciwnik był bowiem wymagający, znał sporo ataków i technik parowania. Jak się okazało z czasem blokował większość ataków. Potrzebowałem konkretnej strategii, którą on jakby się nie odznaczał zbytnio. W pewnym momencie atakował typowo od góry, to była szansa dla mnie. Sparowałem cios, blokując jego ostrze poprzecznie. Przyjąłem siłę uderzenia i odbiłem w jego stronę, wykorzystując nadaną mi przez to energię. Moj miecz był cięższy i większy, więc poprowadziłem go jeszcze dalej wybijając Wyniesionego z równowagi. To zaś zapewniło mi dozę przestrzeni i swobodu ruchów. Tego nie można było przegapić. Zakreśliłem mieczem półkole i wyskoczyłem mocno do góry. Opadając nabrałem dostatecznego impetu by wykonać niemożliwy do sparowania atak. Mierzyłem pomiędzy jego bark a szyję. Udało się idealnie. Ostra klinga zatopiła się w rycerzu odrąbując mu łeb. Szybko cofnąłem ostrze i obrócilem się na pięcie w odwrotną do poprzedniej stronę. Zapewniło mi to to, że moj przeciwnik nie odwarzył się wykonać ostatniego ataku. Truchło padło martwe. Nachyliłem się nad nim i potężnym uderzeniem zatopiłem szpon w jego klatce piersiowej. Ku zdumieniu jego popleczników, moja ręka przebiła wytrzymałą zbroję płytową, a czarne coś bryznęło wokół. Czemu to zrobiłem? Chyba by upewnić się, że to coś się już nie podniesie.

24/30 zostało

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej