Tereny Valfden > Dział Wypraw

"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"

<< < (71/91) > >>

Patty:
Do tej pory trzymałam się z tyłu, nie wychodząc w czasie walki na pierwszy plan. Teraz jednak zbliżyłam się do oprawianego smoka, przesuwając dłonią po ostatnich, niemal już wyrwanych łuskach. Dziwnie było patrzeć na tak majestatyczne, potężne stworzenie, które leżało teraz w pyle. Nie czułam jednak żalu, gdyby tak było, nie dołączyłabym do wyprawy, po prostu nieszczególnie interesowały mnie sentymenty związane ze smokami. Mimo wszystko postrzegałam je jako zagrożenie, a takie trzeba eliminować, co właśnie się stało. Wyciągnęłam nóż i spojrzałam na niego bezradnie, sięgając do rękojeści miecza. Zabrałam się za upuszczanie krwi.

// Mam taki skill, zatem poniekąd chciałbym choć część tej krwi dla siebie.

Anv:
Kiwnąłem tylko głową i udałem się na poszukiwania piły. Ogon smoka był sporej grubości, więc zwyczajna piła nie poradziłaby tu sobie. Konieczna była piła dla dwóch osób. Po chwili głębszych poszukiwań i wypytaniu kogo trzeba odnalazłem konieczne narzędzie. Przyniosłem je pod truchło i ustawiłem się po jednej stronie ogona.
- Ktoś pomoże mi z drugiej strony? Ktoś z konkretną krzepą by się przydał.

Dragosani:
Dawniej, jako człowiek, Zeleris nie był z "konkretną krzepą". Ale przemiana w Dracona uczyniła go nieco silniejszym. Dlatego też podszedł do ogona bestii i złapał za rączkę piły. 
- No dawaj, Anvuś. Rżnijmy ogona! - zawołał do mutanta szczerząc zęby.

Anv:
Wyszczerzyłem sie nie mniej niż dracon. Chociaż może jednak mniej, bo jemu przy tym wylazły te duże kły na zewnątrz. W sumie liczyłem na to, że akurat on podejdzie. Obaj mieliśmy więcej siły niż jakikolwiek człowiek w drużynie, więc powinno pójść sprawnie, a szef głodny przecież. Pociągnąłem piłę najpierw w swoją stronę, potem Zeleris w swoją, szło topornie, delikatnie mówiąc. Jednak raz za razem, śmajtnięcie za śmajtnięciem zagłebialiśmy się w ogon smoczyska. Rżnęliśmy...

Dragosani:
Rżnięcie smoka, to jest jego ogona, szło opornie. Bestyja całkiem mocna była. Każde śmajtnięcie piły wydobywało miły dla ucha odgłos cięcia mięsa. Krew spływała z rozcięcia i barwiła ostrze piły. Sam widok odcinanego ogona był z pewnością śmiertelna obrazą dla smoczej rasy. Gdyby zobaczył to inny smok, z pewnością mieliby naprawdę poważny problem. I drugi ogon, po usunięciu problemu. Rżnęli dalej.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej