Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Hagmar:
Piorunem go! Piorunem! No niech ktoś ruszy dupe i zarepetuje tę cholerną baliste!
Anv:
Teraz nie było czasu na zastanawianie się. Szybko skupiłem w sobie energię, zacząłem pobierać ją z wyimaginowanego pojemniczka, którego teorii uczył mnie kiedyś jeszcze Gordian w Gildii Magów. Pobrałem jej odpowiednią ilość i wypowiedziałem inkantację.
- Ishuoshan - zacząłem koncentrować się na wyższych warstwach atmosfery. Siłą woli wywoływałem tam powoli tarcie, zwiększając napięcie elktrostatyczne. Inkantacja była punktem zapalnym, inicjatorem. W smoka natychmiastowo uderzyło potężne wyładowanie. Nie było to kilka błyskawic, to był grom. Jedno, bardzo mocne uderzenie. Nie było do tej pory człowieka, który byłby w stanie coś takiego przeżyć i dobrze o tym wiedziałem. Ba. Nawet istoty większe niż ludzie, gdy oberwały gromem odnosiły bardzo poważne obrażenia a ciało ulegało zwęgleniu.
Anette Du'Monteau:
Zeyfar rzucił łuk i zaczął pakować ciężki bełt na balistę. Chwilę mu zajęło ale umieścił go w łożysku i zaczął powoli naciągać mechanizm. Niestety napięcie takiej potężnej maszyny wymagało nie lada siły od maurena. Zaparł się więc nogami i użył wszystkich swych mięśni, żeby załadować diabelstwo. Gdy to się udało, zmienił nieco kąt nastawienia i spojrzał czy aby trafi. Kiedy uznał, że będzie dobrze pociągnął za wajchę i uwolnił całą moc zawartą w baliście. Pocisk pomknął w tempie podobnym do piorunów wytworzony przez Zelerisa czy Anvarusnia.
Dragosani:
Gdy smok dotkliwie poczuł moc jego zaklęcia Zeleris uśmiechnął się. Uwielbiał oglądać skutki swojej mocy. Napawało to go perwersyjną przyjemnością. Widząc, ze bestyj a szykuje się do zionięcia ogniem teleportował się kilkadziesiąt metrów dalej. Zauważył, że i Anv próbuje swoich sił w magii starożytnej. Mutant może i był potężny w swoich dziedzinach, ale w tym rodzaju magii nie dorównywał Draconowi. Tak też Arcymag postanowił znów uderzyć. Tym samym zaklęciem, gdyż okazało się skuteczne. Pobrał moc. Skupiając się na swojej krwi, która wzmocniła ją. Dodał do tego moc kryształu. A także skupienie, na które pozwalała mu znajomość technik medytacyjnych.
- Ishuash Ru, Iaishosh Huush Aroshel! - słowa mocy wyrwały się z jego gardła. I ukształtowały energię. Przeistoczyła się ona w serię potężnych piorunów, które uderzyły z nieba w gada.
Hagmar:
Piorun Anva trafił w łeb gada, a dokładnie to w okolice oka wypalając je. W tym samym czasie balista wypaliła drugi raz, bełt trafił gada w mostek, bestia zaryczała. Pioruny Zelerisa dopełniły dzieła. Gadzina zachwiała się i padła. Jedyne co próbowało się ruszyć to wielki łeb oślepionego gada. Aragorn wstał, odłożył wszystko po za kataną. Anv, biegnij. Dobijemy skurwiela. Waaagh!! Dracon podbiegł kawałek, podskoczył zamachawszy skrzydłami i będąc w powietrzu ruszył w stronę gada.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej