Tereny Valfden > Dział Wypraw

"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"

<< < (60/91) > >>

Dragosani:
- To by było nierozsądne, Yarpen. - odparł Dracon. - Kto wtedy by poskładał Ciebie, lub kogokolwiek z drużyny, gdyby znów ktoś odniósł rany? - zapytał. Jakoś nie przypadło mu do gustu to, ze krasnolud wyciągnął broń. Nie podobała mu się perspektywa mózgu rozbryzgującego się na ziemi. A i nie chciał krzywdzić Yarpena. Poza tym nie bardzo wiedział czym "pohańbił" Nudę. Wszak tylko wierzył w jej cnotę. No ale cóż. Wiedział ze krasnoludy nie myślą rozsądnie. Przyłożył prawa dłoń do piersi.
- Ale wybacz me słowa, mości krasnoludzie. Po prostu jestem... oczarowany jej niewinnością. - zełgał. Słuchał też rozmowy Aragorna i Zeyfara. Zey miał trochę racji.
- Nie chce nic mówić, ale moja teleportacja mogłaby być przydatna dla przynęty. - od razu pożałował swoich słów. - Chyba że wolicie, abym wspomógł magią w jakiś inny sposób. Na przykład spróbował gada strącić na ziemię, przy użyciu gradu piorunów. Nie wydaje mi się, aby po serii błyskawic był chętny do lotu.

Hagmar:
Yarpen był na tyle miły że strzelił, kula przeleciała kilka centymetrów obok głowy maga.
Nie łżyj. Ma... eee... czuły spust... tak, zdecydowanie... ale i tak jesteś wredny.
Zrobimy tak, ja go zwabie pod balistę Ty Zeleris walniesz go czym się da. A ktoś go dobije z balisty. Powinno się udać.

Anette Du'Monteau:
-Możesz go rozjuszyć jeszcze bardziej, a wtedy jeden płomyczek i cały las pójdzie się chrzanić. Razem z nami. Nie sądzę by stanie się element runa leśnego było dość ciekawe, no i rola węgielka nie specjalnie mi się podoba. Potrzeba by było przynęty, którą chciałby schwytać i pożreć miast zwyczajnie zabić. Czegoś co opłaca się zachować w całości na potem. Przecież nie chodzi o to żeby wywołać u niego żądze mordu. Ta wywoła jedynie wcześniej wspomnianą falę płomieni. Bo po co miałby się patyczkować z czymś co mu wyłącznie przeszkadza i jest niezmiernie natrętne? W tych słowach Zeyfar przedstawił swoje zdanie. Miał nadzieję, że kompani go zrozumieją.

Hagmar:
Mam! Zrobimy jak pewien szewc z bajki... jak on... O! Kozojeb. Trza napchać krowę, bo owca to mała, siarką, prochem, smołą i trucizną z czarnego bzu. Nażre się, zacznie go brzuch boleć i nie poleci tylko się będzie słaniał.

Dragosani:
Mag był szkolony w koncentracji. I w tym, aby nic jej nie mogło zaburzyć. Było to podstawą używania magii. Gdy kula świsnęła mu obok ucha w pewnym sensie wykorzystał tą sztukę. Nie odskoczył, nie wrzasnął, nie zaczął w krwawym szale zabijać kogo się dało. Czuł tylko lodowatą stróżkę przerażenia spływającą mu po plecach, pomiędzy skrzydłami i kończącą się na ogonie. dyskretnie przełknął ślinę.
- Taka natura, Yarpenie... - odpowiedział krasnoludowi, uważnie obserwując jego broń. Zastanawiał się czy aura zatrzymałaby taki pocisk. Zapewne tak, w końcu był niemagiczny. Otrząsnął się.
- No dobra, Aruś... walne go właśnie gradem. To powinno go przynajmniej oszołomić. - odparł Draconowi. wysłuchał co ma do powiedzenia Zey.
- No cóż, Czarny Dracon, jak Aragorn, może się u wydać interesujący. Z tego co wiem nie mają tutaj takich jak my. - słysząc plan Yarpena po prostu spojrzał na niego ciężkim wzrokiem.
- Nie mamy krowy. I trucizny. - wyjawił pewne luki w pomyśle.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej