Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Anette Du'Monteau:
-Szlag by ich wszystkich. - zaklął pod nosem Zeyfar. -Kontynuuj dywersje Anvarunisie, ciskaj piorunami w te namioty. Zresztą rób co chcesz, byle by było dużo dymu, hałasu i zamętu. Ja sobie poradzę, a wciąż mamy zadanie do wykonania. - tłumaczył mauren. ÂŁowca czuł rwący ból w nodze, jednak wstał i oparł się o drzewo znów wyciągając miecz.
-I niech Adamus na siebie uważa, to że jest wciąż niezraniony nie oznacza iż jest nieśmiertelny. Leć!
Nessa:
Elfka miała wrażenie, że to ostrze jakiegoś legionisty odcina jej ramię. Jednak krzyk, który dobiegł jej spiczastych uszy, wyprowadził ją z błędu. Chyba strach ją nazbyt sparaliżował, że aż nie mogła odróżnić miecza od dłoni. Otrząsnęła się i dopiero wtedy dostrzegła Ellthariasa. Chyba jednak opłaca się trochę pomodlić, a śmierć ze strachu nie jest możliwa, pomyślała i szybko wykonała polecenie elfa. Odeszła kilka kroków i otrzeźwiała zupełnie, gdy zobaczyła jakiegoś żołdaka z poharataną twarzą. Przyjęła postawę, której uczył ją Yarpen i czekała na dalszy ruch zakonnika.
Gordian Morii:
-Uciekaj. - rzucił tylko klepnął elfkę w plecy. Gdy ta skulona ruszyła na przód elf również zaczął się wycofywać w kierunku leja gdzie leżała Patty. Szczęśliwie ta część pola bitwy nie była aż tak zdominowana przez Legionistów więc mogli poruszać się dosyć szybko. Oczywiście na tyle, na ile pozwalały na to wszędobylskie truchła i szpiczaste żelastwa sterczące zewsząd czyhając tylko na nieopatrznego piechura, który potykając się zakończy żywot właśnie na nich.
Gdy byli już blisko leja elf przypomniał sobie, że poleciał Patty atakować za pomocą magii. Dosłownie w ostatnim momencie złapał za ramię Nudy uniemożliwiając jej przypadkowe oberwanie ognistą strzałą.
- Patty to ja. - zawołał w stronę leja i wychylił się sprawdzając czy dziewczyna leży tam gdzie leżeć powinna.
Wszystko było w porządku.
- Wskakuj.- polecił tylko elfce i gdy ta znalazła się już w dole sam zszedł na dół.
Patty:
Leżałam spokojnie, już wyciągając rękę przed siebie. Moich uszu dobiegły pośpieszne kroki i niemalże wyczekiwałam agresorów. Wiedziałam, że ruszać się specjalnie nie mogę, w końcu mnie chciałam otwierać rany i krwawić raz jeszcze, ale trochę magii liznęłam i wiedziałam, jak jednym zaklęciem szybko uśmiercić wroga. Gdy jednak usłyszałam charakterystyczny zaśpiew Ellthariasa opuściłam rękę, nie miałam na celu okaleczania własnego przywódcy, byłoby to cokolwiek niewłaściwie. Dlatego jedynie zaprosiłam ich gestem ręki, czekając na koniec walk.
Hagmar:
Wiele godzin później, słońce zaszło już dawno temu mimo to było jasno od dogasających umocnień i płonących stosów ciał obu stron, gdzieś blisko punktu dowodzenia wroga był punkt medyczny, jeden z wielu. Wygrali bitwę ale ogromnym kosztem, poległo około 10tyś. żołnierzy. Aragorn kuśtykał po plaży, cały we krwi z rozwaloną kolczugą, rana nie była głęboka ale dokuczała, gorszy był jednak bełt który rozciął głęboko udo, naprędce zaleczone przez maga Cesartswa. Doczłapał do punktu i usiadł na prowizorycznym łóżku, obok leżał Zeyfar i Patty.
Wyglądacie jak gówno hehe... o kurwa... - dracon zakaszlał, zabolało. - Chyba mam pęknięte żebra.
Pomogę... Chciała mu pomóc młoda magiczka, ÂŁowca widział już dziś jak ratuje takich co bez pomocy magii byli by trupami.
Nie Aria, zajmij się innymi mi daj te wstrętną miksturę. Kobieta pokiwała z zrezygnowaniem głową, chwilę potem wniesiono dość ciężko rannego wojaka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej