Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Adaś:
Adamus ciął mieczem na lewo i prawo. Pierwszy raz walczył w regularnej bitwie i nie umiał się odnaleźć wśród walczących. Czuł żądze mordowania, coś co od paru lat nie czuł. Nie żałował tego co teraz robił. Ba wręcz przeciwnie czerpał przyjemność z tej walki, ale była ona też trochę nużąca.
Ciął każdego kto wszedł mu pod miecz. Ciosy były przemienne to z góry, to z dołu adept robił tak aby zadać jak największe spustoszenie wśród nacierających oddziałów wroga. Gdy robił piruet podczas cięcia jakiegoś oficera kontem oka ujrzał co się stało Zeyfarowi i jak Anv go zaciąga pod drzewo. Widział także pędzącego za nimi woja z włócznia. Sparował kolejny cios i ciął szarżującego na niego wojaka. Gdy ten padł Adamus wykorzystał chwilę "wolności" po czym dobył lewą ręką sztyletu i rzucił w pędzącego na przyjaciół, żołnierza trafiając go w okolicę wątroby. W tym momencie od tyłu zaatakował Adamusa kolejny żołnierz, adept ledwie zdążył zrobić unik i piruet po czym z pozycji kucającej wbił miecz aż po rękojeść w brzuch tej mendy. Lekko się cofnął przed szarżującymi wojakami po czym zaklął pod nosem:
-Kurwa jebana mać więcej was mama nie miała?
Po czym znowu ciął kolejnych żołnierzy jeszcze kątem oka spojrzał w stronę towarzyszy i krzyknął do nich wściekły gdyż zorientował się że w tym momencie walczy sam:
-Gdzie do kurwy nędzy jest Orzech?
I znowu pogrążył się w bitwie.
Nessa:
Nuda dopiero po chwili dostrzegła ranną członkinię Bractwa i leczącego ją Zelerisa. Zdziwiła się. Bo jak to możliwe, że trafiona została tak wprawna wojowniczka, a zupełny laik z łukiem nie? Bogowie jedyni raczą wiedzieć. Nagle do Patty, maga, Aragorna i krasnoluda podbiegł elf o trudnym do zapamiętania imieniu. Chwycił ranną i zaczął się kierować w jakieś nieznane Nudzie miejsce. Dziewczyna, nie zastanawiając się długo, ruszyła w kierunku kompanii, co rusz posyłając jakiś pocisk w kierunku Tych Złych. Będąc zaledwie kilkanaście metrów od mężczyzn zrozumiała, że bez użycia miecza nie dostanie się do nich. Dla takiej miłośniczki walki w zwarciu oznaczało to zmianę planów.
Posłała jeszcze jedną celną strzałę nad kolano legionisty naciągającego kuszę. Dobyła miecza czekając na rozwój zdarzeń, gdyż resztki rozsądku, które jej pozostały po dołączeniu do tej wyprawy, podpowiadały, że nie miałaby szans w środku pola walk. Wyglądając jak mała sierotka, uznała, że to dobry czas na nadrobienie wszystkich lat bez modlitwy.
Patty:
Nagle otworzyłam oczy, niemal panicznie rozglądając się na boki. Moje ostatnie wspomnienie dotyczyło tak ogromnego bólu, że mimowolnie zemdlałam, dalej zaś nie pamiętałam już zupełnie nic. Nadal jednak niemalże czułam wbijający się w ciało z potworną siłą bełt, miażdżąc łopatkę i naruszając płuco. Przy próbie ruchu zakrztusiłam się resztkami zaległej krwi, dlatego przechyliłam się w kierunku ziemi i obficie splunęłam, barwiąc piach na czysty, szkarłatny kolor. Nadal oddychałam głęboko, próbując się uspokoić i odpędzić wspomnienie, wciąż zbyt żywe i nieprzyjemne. Przekręciłam głowę, sprawdzając, gdzie dokładnie się znalazłam i kto mnie tu przeniósł. Dojrzałam Ellthariasa, który siedział obok mnie, wydawał się też dość przejęty. Ostrożnie sięgnęłam do rany, czując pod palcami napiętą, świeżo zabliźnioną skórę. Zmarszczyłam brwi i spróbowałam wstać.
Gordian Morii:
-Nie podnoś się.Tutaj jest w miarę bezpiecznie. Dostałaś dosyć konkretnie w ramię, więc póki co odpoczywaj. W razie problemów atakuj zaklęciami. - mówił w miarę spokojnie, chociaż cały czas pozostawał czujny. Co jakiś czas wychylał się sprawdzając czy nie zbliża się żadne niebezpieczeństwo i czy ktoś z towarzyszących mu osób nie potrzebuje pomocy.
Gdzieś w oddali dostrzegł Nudę, która z mieczem w ręku próbowała jakby ukryć się w tłumie walczących, co dla drobnej elfki mogło skończyć się dosyć niepomyślnie.
- Zaraz wrócę.- rzucił tylko w stronę Patty i wyskakując z leja wyrwał do przodu, przeciskając się pomiędzy walczącymi. Już kilka kroków później natrafił na legionistę, który mimo rany zajadle atakował, któregoś ze sprzymierzonych. Cios zza głowy prosto w hełm wyeliminował wojaka z walki. Nie był to śmiertelny cios, ale wystarczył aby chwilowo zamroczyć żołnierza, który zginął przebity mieczem innego walczącego. Elltharias nie patrzył jednak na jego śmierć, gdyż pędził już dalej, do stojącej nieopodal elfki.
Gdy jeden z żołdaków podniósł miecz aby zadać cios zakonnik uprzedził go szybkim pchnięciem przebijając jego trzewia.
W tej samej chwili dopadł do elfki łapiąc ją za ramię.
-Uciekaj do tyłu. Zabiorę Cię stąd. - krzyknął gdyż mimo tak niewielkiej odległości wrzawa bitewna zagłuszała wszystko.
Adaś:
Adamus wciąż walczył. Odczuwał już zmęczenie walczył już trochę czasu bez odpoczynku. W okół niego już uzbierało się spore półkole ułożone z ciał. Nagle z ponad ciał wyskoczyło na niego dwóch wojaków. Adept widząc że nie uskoczy w żadną stronę bez chwili zastanowienia wyciągnął lewą ręką z pochwy na plecach swój pierwszy miecz. Adamus zaczął biec w ich kierunku co ich trochę zdezorientowało, łowca wykorzystał okazję robiąc piruet i wbijając miecz w lewej ręce w bok żołnierza. Miecz przeszedł przez całą klatkę piersiową i końcówka ostrza zakrwawiona pokazała się przy prawym barku żołdaka. Adamus nie wyciągał miecza z ciała nie chciał tracić czasu. Sparował cios legionisty zadany z góry i rozciął mu szyję. Widząc biegnących na niego dużej liczby żołnierzy. Błyskawicznym ruchem zbliżył się do truchła i wyciągnął ze zwłok swój miecz, po czym cofnął się pięć kroków i krzyknął:
-Anv kurwa pomóż!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej