Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Hagmar:
Zefuś znowu oberwał, tym razem bełtem, gdy biegł dalej, pocisk przebił nogę nieco poniżej kolana, nie uszkadzając kości
Zeleriskowi udało się uzdrowić Patty.
Dragosani:
- Uff... - sapnął Dracon. Nie spodziewał się, że uda mu się wyleczyć praktycznie śmiertelną ranę. Spojrzał na Aragorna. - Lepiej przenieść ją w bezpieczniejsze miejsce. Tutaj, jak zacznie walczyć, rana znów się otworzy i diabli wezmą moje leczenie. - powiedział. Spojrzał na walczących. Armia wroga była wielka. - Przydałby się Dev i jego meteoryty... - mruknął do siebie.
Anv:
- Sprytny jest. - mruknął z przekąsem Anv i ruszył w stronę rannego Zeyfara. Chwycił go w pół i jednym skokiem, przeniósł obydwu za najbliższe drzewo otoczonoe jako takimi zaroślami.
- ÂŻyjesz debilu? Masz się trzymać bo ci jajca obetnę. Pilnuj się bardziej na następny raz. Pomógłbym ci, ale na pierwszej pomocy się nie znam. Wiem, że chyba pasowałoby ten bełt wyjąć, co? - zapytał wyraźnie zainteresowany. Chwilę zastanawiał się co robić. Było ich niewielu, nie mógł pozwolić sobie na dalsze straty, a rannego trzeba chronić. Mógłby otoczyć siebie wietrzną aurą i ewnetualnie osłaniać kompana własnym ciałem. Z drugiej strony każda drobina energii mogła przydać się podczas walki ze smokiem. Cóż jednak mu po energii gdy może nie przeżyć do owej walki. Pobrał część energii.
- Elishesh Qihuarash, Ashush Huash - wyszeptał a wokół jego ciała zaczął powiewać delikatny wiatr, tworząc barierę chroniącą przed wszystkimi strzałami i bełtami.
Gordian Morii:
Elf walczący gdzieś dalej dostrzegł ranioną zakonniczkę. Unikając większych starć próbował przedostać się ku niej by pomóc. Szczęśliwie Aragorn z Yarpenem oraz Zeleris odnaleźli się idealnie w sytuacji. Dracon uleczył Patty, którą teraz należało usunąć z pola bitwy. Elf zręcznie przemykał między walczącymi co jakiś czas parując i odbijając ciosy. Nie atakował zbyt często, chyba, że cios był pewny i stuprocentowo skuteczny, a takich sytuacji niestety brakowało. Był już blisko towarzyszy gdy niespodziewanie potknął się i wpadł do leju utworzonego przez uderzenie jakiegoś bojowego zaklęcia. W samą porę gdyż dosłownie sekundę później kilka bełtów przeleciało nad miejscem w którym się znajdował grzęznąc w piersi jakiegoś dzielnego wojaka.
Szybko pozbierał się i ruszył dalej do swoich.
-Zabiorę ją stąd, nie mam pancerza, więc nic mnie nie ogranicza. - rzekł do Aragorna i chwytając dziewczynę pod ręce zaczął wycofywać się na wolniejsze pozycje, chociaż szczerze powiedziawszy było ich bardzo niewiele. Chociaż... Jeden z lejów był bardzo obiecujący.
Anette Du'Monteau:
-Tak Anvarunisie, następnym razem na pewno złapię bełt w rękę albo zwyczajnie go uniknę. - odparł z przekąsem. -Nic mi nie jest ale trudno będzie o efektywną walkę. Bełt wbił się w mięśnie ale nie uszkodził kości, przynajmniej tak czuję. Poprzerywane mięśnie to nieco mniejszy problem niż zgruchotana noga. Zeyfar postanowił zrobić coś z tym. Wyciągnął bandaże, bukłak z wodą oraz parę suchych listków i przygotował się na wyciągnięcie. Złapał pewnie bełt za drwa i szarpnął silnie w tył. Pocisk się wyrwał, a z ust mauren wydobył się syk bólu. Następnie szybko przemył ranę wodą, przyłożył ususzone liście i wszystko porządnie zawiązał. Jednak nauka w Valfden przydała się na coś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej