Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Anv:
Ruszył więc Anv zaraz za Zeyfarem. Teraz wiedzieli dokładnie, gdzie znajduje się przeciwnik. Gdy dotarli już dostatecznie blisko, zaczęli się skradać. Pozostało tylko odnaleźć jakiekolwiek namioty przywódców. Ba. Czegokolwiek. Gdy płonie coś co miało zapewniać wsparcie, nawet jeśli jest to wóz z jedzeniem, morale spadają. Poszukiwania trwały.
// Nie chcę decydować za MG co znajdujemy i czy w ogóle cokolwiek ;d.
Anette Du'Monteau:
-Tak przemija chwała świata, panowie. Do akcji, ci tam liczą na nas. - dokończył i ruszył przed siebie z różdżką w dłoni. Kryjąc się za wszelkimi możliwymi przedmiotami Zeyfar dotarł do celu. Upatrzył sobie pierwszy lepszy namiot i wymierzył w nań nie wychylając się zbytnio.
-IGOI. - wypowiedział słowo klucz. Kula ognia pomknęła w stronę skórzanego schronienia. Namiot stanął w płomieniach. Po chwili ludzie zaczęli z niego wybiegać. Jeden z uciekinierów zmierzał w stronę kryjówki Zeyfara. Mauren jedynie wystawił nogę. Zanim żołnierz zdołał się zorientować czemu stracił równowagę, w jego szyi już sterczał sztylet. Zabójca wyjął małe ostrze i wytarł w kawałek stroju nieboszczyka. Przeciągnął zwłoki do lasu ukrywając je nieco.
Adaś:
Adamus widząc całe zajście obserwował palący się namiot i uciekających ludzi. Widział jak szukali wody by gasić namiot. Zaczął obmyśliwać jakiś przydatny plan. Po chwili obserwacji i rozmyśleń zbliżył się do maurena i wyszeptał tak aby i Anv słyszał:
- Może spal jeszcze te dwa namioty kawałek od siebie. I zaatakujmy tych co w las będą uciekać?
Hagmar:
Waaaaagh!! Aragorn z wielkim mieczem w ręku wbiegł wraz z resztą w sporą grupkę wrogów, pierwszemu odrąbał rękę gdy ten parował cios, odruchowo się obrócił uderzając mieczem nisko po łydkach, uniósł miecz tnąc w obrocie po szyjach trzech wrogów. Krew bryzneła obficie ochlapując mu pancerz.
Nacierać! Yarpen! Lewa flanka! Huknęło gdy grupa Yarpena wypaliła z rusznic. ÂŻryjta to skurwiele! Najlepsiejszy Ekkerundzki proch! Dokładka raz! Ponownie huknęło, i ponownie wielu padło.
Daje dywersantowm wolną rękę
Dragosani:
Zeleris latał nad woda i wyławiał magów. Nie było ich wielu. Kilka razy zabłąkany bełt kuszy otarł się o jego aurę, lecz nie wyrządził mu szkody. Od tego właśnie ta aura była. W końcu Dracon przeniósł na okład ostatniego maga. Delikatnie opadł na mokre deski. Odetchnął. Zmęczył się nieco.
- To co teraz robimy, panowie? - zapytał wyłowionych towarzyszy w magii.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej