W kilku skokach znalazłam się przy Ellthariasie, wyciągając zza pasa krótki nożyk, zazwyczaj służący do upuszczania krwi i kawałek materiału. Szybko podałam mu potrzebne do opatrzenia ÂŁowcy przedmioty, wskazując jednocześnie na strumień.
- Woda jest tutaj, ja idę po Zelerisa - Nie czekając na dalsze uwagi, ruszyłam szybko w kierunku prowizorycznego obozowiska, gdzie spędzała wolny czas drużyna. Niemalże biegnąc znalazłam się przy draconie. Siedział spokojnie z zamkniętymi oczyma, nie zwracając uwagi na resztę wszechświata; po prostu medytował. Delikatnie dotknęłam jego ramienia.
- Flamel, potrzebna nam twoja pomoc - Powiedziałam z pewnym przejęciem, nie wiedząc, jak poważna jest rana Adamusa - Jeden z ÂŁowców jest ranny, a magia zapewne będzie niezbędna.