Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niepokoje na południu...

<< < (20/37) > >>

Eric:
- No wiesz. To zdążyłem zauważyć, gdy zdecydowałem się na powrót, a nie na infiltrację ich bazy. Proponuję po prostu obserwować wejście do tej jaskini i schwytać grupę, lub pojedynczych fanatyków już na zewnątrz. Przy odprawianiu kultu na pewno wyjdą wszyscy - rzucił i usiadł na krześle przed biurkiem komendanta.
- Pierdolę, idę się wykąpać, a potem przebrać. Macie tu może łaźnię?

Dragosani:
Komendant podał Diomedesowi bukłak z winem, który wyciągnął nie wiadomo skąd. Zapewne z wyrwy w czasoprzestrzeni. Wysłuchał relacji nowicjusza.
- W sumie dobry pomysł. Też myślę, że możemy się przyczaić. Przynajmniej do czasu. Nie mam zamiaru pozwolić, aby znów kogoś zabili. - powiedział. Odsunął krzesło i wstał. - Przygotuje ludzi. ÂŁaźni jako takiej nie mamy, ale jak chcesz, to mogę powiedzieć woźnemu, aby napełnił balię wodą... - zwrócił się do Diomedesa.

Eric:
- Byłbym niesamowicie wdzięczny - odparł z błogim uśmiechem. - Mam wrażenie, że przesiąkłem tym smrodem do szpiku kości - dodał i wziął od komendanta bukłak, który został wyciągnięty właściwie znikąd, co nieco wstrząsnęło Diomedesem. Stwierdził on jednak, że siedząc godzinami za biurkiem ludzie uczą się pewnych zupełnie nieprzydatnych, acz efektownych sztuczek. Na samą tą myśl uśmiechnął się pod nosem.

Dragosani:
Zapowiedziane przygotowania trwały. Komendant gdzieś wybył, zapewne chcąc wyjaśnić swoim ludiom co i jak. Nakazał też woźnemu postawić balię w jednej z pustych i czystszych cel i nalać wody do naczynia. Może nie była ona ciepła, ale przynajmniej czysta. Mięło trochę czasu, zbliżała się już nawet noc. Czas więc był najlepszy, aby wyruszyć. Teoretycznie mieli całą noc, zanim odprawiony zostanie kolejny rytuał. A mrok może im bardzo pomóc. Wszyscy zebrali się w głównym pomieszczeniu posterunku. Komendant i jego dwaj milicjanci, Darlenit oraz Diomedes.

Eric:
Diomedes czuł się bardzo rześko po kąpieli w chłodnej wodzie. Znacznie go ożywiła, toteż w duchu podziękował woźnemu za to, że nie pozwolił mu skosztować zbytnich luksusów, gdyż ciepła woda najpewniej by go trochę otumaniła i rozleniwiła. Stał więc w pełnej gotowości obok dwóch niezbyt rozgarniętych milicjantów, komendanta i Darlenita. Czuł się znacznie lepiej, mając na sobie swoje własne, czyste, wygodne i ciepłe szaty. Niekiedy zdolność tego materiału do utrzymywania wewnątrz stałej, ciepłej temperatury okazywała się wręcz zbawienna, choć teraz nie doskwierał mu chłód.
- Nie ma czasu do stracenia - rzucił cierpko. Pora dnia im sprzyjała. - Chodźmy - dodał ze zniecierpliwieniem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej