Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Izabell Ravlet:
Prowadź, Diomedesie - rzekł mauren. Nie był zadowolony z faktu, że grupa liczyła zaledwie 5 osób, jednak z drugiej strony byli mniej zauważalni. Zawiązał więc rozmowę z milicjantami słowami:
Jak u panów ze zdolnościami kamuflarzu?
Dragosani:
- Tak sobie. - odparł jeden z funkcjonariuszy. - Nie jest to nam potrzebne do codziennej pracy, więc sam rozumiesz... - dodał, jakby się tłumacząc. Grupa następnie ruszyła. Nie było sensu tracić czasu, szczególnie że marnowanie go, mogło kosztować kogoś życie. Trzej milicjanci, Darlenit oraz Diomedes szli przez miasto, nad którym zapadał zmrok. W ciszy dotarli w końcu do celi. Klif czernił się na tle ciemniejącego nieba. Wyglądał niczym straszliwa bestia z ksiąg o końcu świata. Szum fal rozbijających się o jego skały, były rykami owej bestii. Zaś wiatr wiejący pomiędzy skałami, krzewami i drzewami był jękami ofiar.
--- Cytuj ---Milicjanci x 3
1.
Nazwa broni: Miecz straży
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 15
Wytrzymałość: 11
Opis: Wykuty z 55 sztabek żelaza o zasięgu 0,9 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [50%]
2.
Nazwa broni: Tarcza straży
Rodzaj: mała tarcza
Typ: jednoręczna
Wytrzymałość: 11
Opis: Wykonana z 30 kawałków drewna i 35 sztabek żelaza.
Wymagania: Walka tarczą [50%]
Odziany w:
Nazwa odzienia: Zbroja łuskowa
Rodzaj: zbroja niepłytowa
Typ: zbroja łuskowa
Wytrzymałość: 21
Opis: Wykonana z 100 kawałków skóry kreshara i 50 sztabek żelaza.
Wymagania: Używanie zbrój niepłytowych
Specjalizacje:
Walka bronią sieczną 50%
Walka tarczą 50%
Umiejętności nabywane:
Używanie zbrój niepłytowych
Hart ciała
--- Koniec cytatu ---
Eric:
- Mam nadzieję, że w walce chociaż sprawni jesteście. Chyba że to też wam niepotrzebne do codziennej pracy - westchnął. Gdy zbliżyli się do klifu, zbliżył palec wskazujący do ust w geście, który mówił, by wszyscy zamilkli i uważali od tej pory by zachować całkowitą ciszę. Po chwili tym samym palcem wskazał w kępę krzaków z pozoru niczym się nie wyróżniającą. Kryła ona jednak wejście do kryjówki kultu krwawych fanatyków.
- To tam - szepnął i wyszedł na prowadzenie małej grupy. Powoli, zręcznie się skradając podszedł do krzewów i zaczął je rozgarniać, ukazując tym samym polanę za nimi. Wszedł między chaszcze drapiących bez litości gałązek i podejrzanie pachnących liści, po czym zachęcił resztę grupy gestem ręki do dołączenia do niego. Miał głupią nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, ale przecież tak być nie mogło. Diomedes był pewien, że któryś z niezdarnych milicjantów zdradzi jakoś ich obecność. Teraz jednak ustawił się w dobrej pozycji do przechwytu wychodzących z jaskini fanatyków i czekał na towarzyszy. Miecz nadal spoczywał na jego plecach aczkolwiek Diomedes wysunął go nieco z pochwy, by łatwiej było mu go dobyć w razie potrzeby.
Izabell Ravlet:
Więc czekamy tutaj, musimy być niezwykle cicho - szepnął mauren. Miał nadzieję, że wszystko się uda i grupa milicjantów i przyszłych magów uratuje jak najwięcej ludzi przed złożeniem ich w ofierze...
Dragosani:
Nad klifem zrobiło się już ciemno. Ujawniło to wielkie zaniedbanie, jakiego dokonali nasi waleczni obrońcy słabych i niewinnych. Jak w ciemności mieli dostrzec podejrzanych? Jednak Rasher, pan nocy, okazał się być wyjątkowo łaskawy. Księżyc świecił jasno, podobnie jak gwiazdy. Dzięki temu na klifie było dość jasno. Oczekiwanie przerywał szum fal i wiatru. A krzakach które śmiałkowie wybrali na punkt obserwacyjny dokuczały im paskudne komary. Lecz ich cierpienia zostały wynagrodzone. Ujrzeli postać zmierzającą z miasta na klif. Szła samotnie, bez latarni czy choćby pochodni. Z tego co mogli dostrzec człowiek ów nie miał przy sobie widocznej broni. Słowem, stanowił idealny cel.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej