Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Izabell Ravlet:
Wiedząc, co możesz zrobić ty, Diomedesie, inni nowicjusze mogą być zdolni do najdziwniejszych rzeczy. Ale nie mamy teraz czasu się kłócić. Musimy działać...
Dragosani:
- Jednakże nie możemy działać pochopnie. Najpierw należy przeanalizować dane, które mamy. - wtrącił komendant, na słowa Darlenita. Dwaj pozostali milicjanci ulotnili się. Oczywiście po to, aby przygotować się do dalszej służby społeczeństwu! Tymczasem ich dowódca kontynuował.
- Wiemy, że ci... Apostołowie, czczą morskiego potwora. Więc ich kryjówka najprawdopodobniej znajduje się...- przerwał na moment, jakby czekając aż któryś z wysłanników Gildii coś wtrąci.
Eric:
- Gdzieś na wybrzeżu. Ale nie mamy pojęcia nawet w przybliżeniu, gdzie to dokładnie może być. Nie ma czasu na poszukiwania, poza tym, mogą one wzbudzić podejrzenia. - dokończył za komendanta. Myślał intensywnie, ale nic kreatywnego nie mogło przyjść mu do głowy. Po prostu siedział, a w jego wnętrzu, mimo morderczego wysiłku tliła się pustka. Nic więcej.
Izabell Ravlet:
Mam pewne możliwości, by być niezauważonym, lecz problemem jest to, że szybko tracę wtedy energię magiczną, a bez jej zapasu nie mam szans w walce. zeby zregenerować siły potrzebuję czasu, ale czy go mamy?
Dragosani:
Komendant uśmiechnął się tajemniczo.
- Może nie będziemy musieli przeszukiwać całego wybrzeża. - rzekł. - Zielarz zaznaczył, ze składają ofiary przed świtem. To musi mieć jakieś znacznie. Może chcą, aby wschodzące słońce oświetlało przelaną krew, czy coś w tym guście? - zaproponował. Zamyślił się.
- Teraz jest wczesne popołudnie. Mamy pół dnia i całą noc. Niewiele, ale myślę, że zdążymy, jeżeli będziemy współpracować.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej