Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niepokoje na południu...

<< < (34/37) > >>

Dragosani:
Staruszek uśmiechnął się. Było w nim coś dziwnego, szczególnie w spojrzeniu. Nabazgrał coś w swoim kajeciku.
Czy możemy stąd wyjść? dał do przeczytania Darlenitowi.
Milicjanci też zbierali się chyba do wyjścia. Zakończyli "zabezpieczanie dowodów" i z ich rozmów można było wywnioskować, że zamierzają wracać.


Harwin zamyślił się chwilę.
- No cóż, zazwyczaj nie pije tak rano, ale co tam. Jest okazja! - klasnął w dłonie i wydobył zza swej "magicznej" lady dwa kieliszki. Bardzo małe. Wielkości naparstka. Fachowo chwycił za butelkę i nalał do kieliszków trunku. Zmieściło się tam ledwie kilka kropel. Mniej więcej na pół normalnego łyka. Wzniósł jeden z kieliszków.
- Zatem za tych, którym szczęście nie dopisało! - wzniósł toast i wypił trunek. Skrzywił się straszliwie. Jego twarz poczerwieniała. Gdy Diomedes również łyknął Kragu dowiedział się dlaczego. Trunek był piekielnie mocny. Niemalże wypalił nowicjuszowi gardło. To coś przewyższało nawet bimber krasnoluda Domenica! Nowicjusz był pewien, że Kragu można używać do innych celów, niż konsumpcyjne. Na przykład do usuwania rdzy.

Eric:
- ÂŁohohoho! - wysapał. Czuł, jakby jego gardło przeorało stado dzikich gwoździ spuszczonych ze smyczy. - Pali suka - dodał, już nieco łagodniejszym głosem. Istotnie, trunek palił niesamowicie, widać było, że Harwin obdarował go bardzo hojnie. Poklepał karczmarza po plecach z uśmiechem.
- Widzę, żeś nie szczędził na podarku, jeszcze raz dzięki! - zarechotał. Pogłaskał córkę karczmarza po głowie, przyjaźnie czochrając jej kosmyki włosów.
- To co - zagaił. - Jeszcze po jednym? - zapytał i nie czekając na odpowiedź polał kolejkę. W powietrzu uderzył w kieliszek karczmarza i wznosząc toast wychylił całą zawartość kieliszka i znów skrzywił twarz, a oczy niemal zapadły mu się do oczodołów. Oj będzie miał co pokazać Domenicowi, o ile nie wychla całego trunku nim będzie miał sposobność spotkać się z krasnoludem. Siedząc tu u boku karczmarza, czuł się jak w towarzystwie najlepszego przyjaciela. Uznał, że to zabawne, jak alkohol ułatwia kontakty międzyludzkie, tym bardziej jeśli wcześniej uratowało się córkę człowieka, z którym się piło. Nagle uderzyła go jedna, mierzwiąca włosy na karku myśl. Mag, który uciekł, rozprysł niczym woda, w którą się zamienił. Diomedes spoważniał.
- Ale radzę być ostrożnym, Harwinie - poradził. - Pozbyłem się ich chyba wszystkich, ale ich przywódca, szczwany sukinsyn nam zwiał. Jak go kiedyś spotkam, to kark ukręcę, ale do tego czasu uważaj na siebie i na swoją pociechę.

Izabell Ravlet:
Chodźmy - rzekł mauren. Wstał i ruszył przodem. Milicjanci już wyszli, a Darlenit pomógł starcowi wejść po drabinie. Na odchodne rzekł mu jeszcze:
 I uważaj na siebie. On może wrócić - w słowach młodego Navarre było słychać współczucie. Jednak zostawił starca i ruszył przed siebie. Do karczmy.

Dragosani:
-  Będę uważał. I dzięki za ostrzeżenie. Hm... będę musiał poważnie pogadać z naszym poczciwym komendantem. No i z władzami. Nie możemy pozwolić, aby w naszym miasteczku pałętały się jakieś sekty. - powiedział Harwin. Lecz musiał już zająć się karczmą, kliencie domagali się bigosu. Kiwnął zatem głową do Dioma i ruszył do pracy.

Tymczasem odchodzący Darlenit poczuł dłoń na ramieniu. Odwrócił się i zobaczył, że zatrzymał go staruszek. Dziad uśmiechnął się i wręczył adeptowi kartkę. Była na niej coś napisane.
Jeszcze raz dziękuję i nie martw się. Będę uważał. Potrafię sobie poradzić, a ten Apostoł tylko  mnie zaskoczył. I podziękuj ode mnie swojemu kompanowi. Podziękuj mu od Nicholasa Flamela. Bywaj, młody przyjacielu. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Gdy Darlenit czytał te słowa staruszek dyskretnie ulotnił się. Młodzieniec podniósł wzrok znad kartki i już go nie widział. 

Izabell Ravlet:
Zaraz, zaraz... - wymamrotał Darlenit odwracając się. Niestety starca już tam nie było. Mauren schował więc kartkę do kieszeni szaty, z zamiarem pokazania jej Zelerisowi. Zamyślony ruszył do karczmy. Doszedł tam spokojnie i wszedł do środka. Oczywiście zobaczył Diomedesa. Z kieliszkiem. On zrowu pije. Kiedyś to obróci się przeciwko niemu - pomyślał. Szturchnął nowicjusza w ramię i rzekł:
Możemy już wyruszać? Czy może przejdziemy się najpierw na posterunek?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej