Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niepokoje na południu...

<< < (29/37) > >>

Izabell Ravlet:
Darlenit więc zaczął pytać, a słysząc odpowiedź zadawał następne pytanie:
 Kim jesteś? Jak cię zwą?
Przybyłem tutaj poszukując zaginionych nowicjuszy. Wiesz coś o nich?
Kim są ci, których wysłałeś do walki?

Dragosani:
Mag nie zauważył Diomedesa. Zajęty był księgą. Jednak młody nowicjusz dostrzegł wzrok starca. Tyle że człowiek ten nie zdradził obecności intruza. Widocznie miał w głębokim poważaniu to co się stanie z kultem. Albo wierzył w moc guru.
- Jestem Apostołem mego Pana. - odpowiedział mag na pierwsze pytanie adepta. - Wyrzekłem się dawnego imienia. - wertując dalej księgę usłyszał kolejne pytanie.
- Ach... wiem o których ci chodzi. Wkrótce dołączysz do niech. Dostąpili zaszczytu oddanie swojej krwi i kości dla wyzwolenia Valfden z mgły. - odparł. Padło ostatnie pytanie.
- Oni byli moimi uczniami. Zwyczajni, szarzy rybacy, którzy poznali moc i wizje mego Pana. Natchnieni Jego mocą pragnęli odkupić grzechy i udowodnić swą wiarę.

Izabell Ravlet:
Darlenit zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Zwrócił uwagę na starca. Podążając za jego wzrokiem zobaczył Diomedesa. Zastanawiał się, jak dać mu jakiś znak...

//Jestem związany czy coś? Czy tak po prostu siedzę sobie ze złamaną ręką?

Eric:
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Diomedes boleśnie zdał sobie sprawę z własnej bezradności. Nie mógł od tak wylecieć sobie na środek pieczary i cisnąć w maga błyskawicą. Może i miał przy sobie atut ataku z zaskoczenia, ale dręczyło go przeczucie, że mag był czujniejszy niż na to wyglądał. Oczekiwał więc, że Darlenit coś wymyśli, da mu jakiś znak. W tej samej chwili uświadomił sobie, że w drugim rozwidleniu najpewniej znajdowały się przyszłe ofiary kultu. Na razie jednak odepchnął tę myśl, chciał skupić się na obecnej sytuacji i działać możliwie jak najrozsądniej i z jak najlepszym skutkiem. Niestety, całkowita pustka w głowie stanowiła poważnego oponenta, który hardo stał w wyzywającej pozie przed paczką ze świetnymi rozwiązaniami i wyglądało na to, że Diomedes będzie musiał się sporo nagłowić, by pokonać tą pustkę i dostać się do skarbu, którego strzegła. Otrząsnął się z zamyślenia i ponownie przeniósł wzrok na trzy postacie w głębi pieczary. Zmarszczył brwi i zaczął przyglądać się z zastanowieniem starcowi, który wykrył jego obecność. Coś w nim było nie tak, wyglądał, jakby ta sytuacja zupełnie go nie dotyczyła, ale jednocześnie był tu, w jaskini fanatyków, musiał mieć z nimi jakiś związek. Jego osoba zaczęła mącić i tak już niespokojne myśli Diomedesa. Zastanawiał się, kim u licha jest ten staruszek. Wpatrywał się w niego, jakby właśnie stamtąd miało przyjść rozwiązanie, jakby to właśnie ten starzec miał mu pomóc. Gdy złapał się na tej myśli, w duchu z siebie zakpił.

Dragosani:
//Nie, nie jesteś związany. Gdybyś był, napisał bym to. Jedynym co cie ogranicza to ból ręki. Złam sobie i później ją nastaw, to będziesz miał porównanie.

Jak to mówią "nadzieja matką głupich". Starzec absolutnie nie wyrażał chęci pomocy. Po prostu odszedł pod ścianę groty i usiadł na kamieniu. Zaczął dłubać sobie w zębach. albo raczej w miejscach, gdzie kiedyś miał zęby. Milczenie Darlenita i wahanie się Diomedesa przyniosło jednak pewien skutek. Tyle że niekorzystny. Apostoł odwrócił się od księgi. Zapewne zupełnie przypadkiem. Jednak to starczyło, aby dostrzegł zerkającego zza rogu Diomedesa. Chyba zdawał sobie sprawę, że mógłby mieć problemy w bezpośrednim starciu, albo po prost nie chciał brudzić sobie rąk.
- Pojmać tego heretyka! - wrzasnął, zdawać się mogło, do nikogo. Ale nowicjusz usłyszał za sobą czyjeś szybkie kroki. Trójka kultystów wybiegła z jednego z odgałęzień tunelu. Z fanatycznym błyskiem  woku rzucili się na Diomedesa i milicjantów. Tymczasem mag, lojalnie wobec swych poddanych, zaczął wycofywać się do wylotu jaskini. Chyba domyślał się, że stracił już większość ludzi.

// Staty takie jak poprzednio.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej