Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Dragosani:
Słuch Diomedesa nie zwiódł go. Nadciągała kolejna grupa przeciwników. Milicjanci pospiesznie zajęli wskazane pozycje. Po krótkiej chwili do pomieszczenia wpadli kultyści. I... nadziali się na funkcjonariuszy. Działali oni zdumiewająco sprawnie. Bodb wpadł na "swojego" sekciarza, napierając tarczą. Zaskoczenie przeciwnika i sama masa milicjanta okazały się bardzo skuteczne. Kultysta zwalił się na ziemię, wypuszczając miecz. Potrącił przy tym swego kompana, który zachwiał się i zatrzymał patrząc tępo na Bodba. Ten moment wykorzystał Nobby. Trzasnął mocno go w łeb tarczą i szybko wbił miecz w jego plecy. Fanatyk osunął się na ziemię. W międzyczasie Bodb zwalił się na przewróconego przeciwnika i dźgając mieczem przerobił go na coś, co przypominało ser z wieloma dziurami. Mimo starań milicjantów dwójka kultystów przedarła się do wnętrza. Rzucili się na Diomedesa. Komendant ruszył mu na pomoc, ale drogę zagrodzili mu walczący milicjanci.
--- Cytuj ---Kultyści x 2
Nazwa broni: Miecz fanatyka
Rodzaj: miecz
Typ: oburęczny
Ostrość: 15
Wytrzymałość: 11
Opis: Wykuty z 60 sztabek żelaza o zasięgu 1,4 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [75%]
Odziany w:
Nazwa odzienia: Kaftan kultysty
Rodzaj: zbroja miękka
Typ: kaftan skórzany
Wytrzymałość: 8
Opis: Uszyty z 50 kawałków skóry wilka i 50 kawałków lnianego półtna.
Wymagania: Używanie zbrój miękkich
Specjalizacje:
Walka bronią sieczną [75%]
Umiejętności nabywane:
Używanie zbrój miękkich
Hart ciała
--- Koniec cytatu ---
//Jakbyś otwarte, to bym to napisał. Z bardzo szczegółowym i krwawym opisem.
- Obejrzysz ceremonię. - odparł spokojnie mag. Wertował księgę leżącą na postumencie. - Dziś mamy wyjątkowa ofiarę dla Bestii naszego Pana. Dziewicę! Ty zaś będziesz miał zaszczyć być ofiarą podczas kolejnej ceremonii. Raduj się!
--- Cytuj ---Medyk niemowa
Odziany w:
Nazwa odzienia: Kubrak
Rodzaj: brak
Typ: strój
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 100 kawałków lnianego płótna.
Wymagania: brak
Umiejętności nabywane:
Medyk
-------------
Apostoł
Broń 1:
Nazwa broni: Kostur ze srebra
Rodzaj: kostur
Typ: oburęczny
Ostrość: 18
Wytrzymałość: 21
Opis: Wykuty z 70 sztuk srebra zakończony niebieskim kryształem górskim (Nenengol) o zasięgu 2,2 metra. Dzięki kryształowi wystrzeliwane przez kostur zaklęcia z magii Nenengol są dwa razy potężniejsze. Zwieńczony na dole ostrym szpikulcem.
Wymagania: Walka bronią obuchową [75%]
Odziany w:
Nazwa odzienia: Szata maga
Rodzaj: zbroja miękka
Typ: szata
Wytrzymałość: 6
Opis: Uszyta z 50 kawałków Gelrothu oraz 50 kawałków Mortheonu. Chroni maga przed odpryskami jego własnych zaklęć. Ponadto zatrzymuje naturalną temperaturę ciała niezależnie od temperatury otoczenia oraz nie przemaka, więc jest to ulubiona szata noszona przez magów wody i ziemi.
Wymagania: Używanie zbrój miękkich
Specjalizacje:
Walka bronią obuchową [75%]
Umiejętności nabywane:
Używanie zbrój miękkich
Medytacja
Psionika
Teleportacja
Odbijanie zaklęć kosturem
Projekcja astralna
Koncentracja
Telekineza
Znajomość języka Draconów
Magia:
Nenengol - całość
--- Koniec cytatu ---
Eric:
Diomedes zamierzał szybko i sprawnie uporać się z kolejnymi dwoma przeciwnikami. Był podbudowany dobrą postawą milicjantów, której w ogóle się nie spodziewał. Nie przestawiali go zadziwiać. Jednak nie trwał długo w tym osłupieniu. Ból w ramieniu dał znać o sobie, gdy pewnie podniósł miecz i uniósł na poziom klatki piersiowej. Spoglądał niepewnie na komendanta, który próbował się przedostać pomiędzy swoimi podkomendnymi do niego i wspomóc go swoim mieczem. Nie wychodziło mu to. Diomedes mógł w tym momencie liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Cofnął nogę do tyłu i z naskokiem uderzył na jednego z fanatyków. Ten sparował uderzenie, ale cios był na tyle mocny, by zbić klingę kultysty i dać nowicjuszowi cenny czas na wykonanie kolejnych, być może kluczowych dla walki, ruchów. Skorzystał więc z ów czasu i zasadził przeciwnikowi kopniaka prosto w żebra, po czym zamachnął się z prawego ramienia na drugiego oponenta. Ten uskoczył zręcznie, ale wpadł na ścianę i tym samym właściwie sam wpędził się w kozi róg. Diomedes raz jeszcze obdarował kopniakiem tego, którego już wcześniej kopał i ponownie zamachnął się na tego, który stał pod ścianą. Tym razem cięcie przyniosło efekty w postaci świeżo ściętej głowy, która w deszczu krwi powędrowała na podłogę i odbiła się głucho kilka razy, pozostawiając po sobie większe plamy krwi, które po chwili zaczęły się łączyć, tworząc wielkie rozlewisko. Diomedes po zadaniu ciosu od razu wykonał obrót i płazem miecza uderzył pozostałego przeciwnika prosto w żebra. Usłyszał trzask łamanych kości. Najwyraźniej zmiażdżył mu niemalże wszystkie żebra, gdyż fanatyk padł na podłogę i z trudem próbując łapać oddech, trzymał się z prawy bok i skowyczał z bólu. Diomedes raz jeszcze potraktował go kopniakiem, tym razem obcasem buta prosto w twarz. Kolejna kość została złamana - tym razem nos. Twarz kultysty wyglądała koszmarnie. Krew sącząca się z nosa, który wyglądał, jak po bliskim spotkaniu z pięścią orka, przesunięta kość policzkowa i oczy krążące głupkowato w mimowolnym zezie. Diomedes pewnym ruchem przeszył klatkę piersiową przeciwnika ostrzem swej klingi. Gestem ręki wskazał komendantowi, by wspomógł swych milicjantów, a jemu pozwolił chwilę odsapnąć.
0/4
Izabell Ravlet:
//Milicjanci podziurawili fanatyków mieczem, więc chyba ded.
Niezmiernie mi miło - rzekł mauren z niezbyt ukrytą złością. Postanowił jednak zmienić taktykę. Poznał niegdyś tajniki perswazji, zaczął więc grać nieco na umyśle apostoła:
Jeżeli moja śmierć pozwoli innym pozbyć się tej mgły i lewiatana, to jestem zadowolony. Jednak chciałbym poznać odpowiedzi na kilka pytań. Udzielisz mi ich?
Dragosani:
Komendant nie ruszył się z miejsca. Nie było takiej potrzeby. Czwórka kultystów była martwa. Dowódca miejskiej milicji kiwnął tylko z uznaniem głową, patrząc na trupy. Dobrze wyszkolił swoich podwładnych. Może nie walczyli zbyt uczciwie, ale skutecznie. Z ciemnego korytarza nie dobiegały już odgłosy świadczące o zbliżaniu się kolejnej grupy.
- Ależ oczywiście że możesz. - odparł radośnie zwariowany mag. - W końcu zrozumienie prowadzi do mądrości, a kto pyta nie błądzi. Poza tym już zadałeś pytanie. - rzucił okiem na adepta, uśmiechając się szeroko. - Pytaj więć, młody przyjacielu.
Eric:
- Zacnie - skomentował ciała zdobiące posadzkę jaskini. Były naprawdę konkretnie zmasakrowane. Diomedes nie miał jednak czasu, by podziwiać efekt kilku cięć, pchnięć i machnięć mieczem, choć zdecydowanie był wart uwagi. Czas naglił, lecz Nivellen zachował zdrowy rozsądek. Nakazał swej małej kompanii poruszać się najciszej, jak się da i w miarę szybko. Powędrowali wgłąb korytarza, aż dotarli do małego rozwidlenia. Diomedes postanowił sprawdzić oba, wątpił, by nabrzeżna jaskinia mogła się rozciągać daleko wgłąb ziemi. Losowo wybrał jedną ze ścieżek i ruszył nią pewnie, wiodąc za sobą trójkę zamyślonych milicjantów. Usłyszał rozmowę i udało mu się wyróżnić z dwóch głosów ten, który należał do Darlenita. Uśmiechnął się na swój sukces i nadal się skradając, chciał zdobyć lepsze pole widzenia, by ogarnąć w miarę te sytuację. Przykucnął przy ścianie i zaczął zza niej ostrożnie wyglądać. Zauważył trzy postacie, maga, jakiegoś starca, no i oczywiście Darlenita. Nawiązali rozmowę, toteż Diomedes starannie starał się wyłapać wszystkie ich słowa. Nie miał na razie zamiaru dokonać całkowitej anihilacji kultu. Wolał poczekać, aż sytuacja nie będzie miała innego wyjścia, jak właśnie zbrojną interwencję.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej