Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Eric:
Diomedes był skoncentrowany. Prędko zauważył sylwetkę zbliżającej się osoby. Nagle w głowie zaświtał mu genialny w jego mniemaniu plan. Nie było potrzeby pojmować ów jegomościa, gdyż mógł on się bezpośrednio przydać do infiltracji bazy wroga. Z czeluści swojej pamięci wydobył wspomnienie Darlenita zmieniającego się w kruka. Tak, to było to. Ta umiejętność mogła się teraz przydać. Spokojnym gestem wskazał pozostałym, by nie ruszali się z miejsc. Powoli, uważnie patrząc pod nogi i oddychając miarowo, podchodził do swego kompana, maga, równocześnie spoglądając co chwilę na zbliżającego się podejrzanego niczym kochająca matka, która nawet gdy będąc zawalona robotą, co chwilę spogląda z czułością na swe dziecko i pilnuje, by nic mu się nie stało. Diomedes również pragnął, by prawdopodobny fanatyk nie doznał uszczerbku na zdrowiu i nie zaprzestał swojej wędrówki do kryjówki. I tak czule spoglądając przesłonił ucho Darlenita dłonią i wyszeptał mu swój plan.
- Umiesz zmienić się w kruka, nie? - zapytał retorycznie. - To posłuchaj. Zamień się w niego teraz. Gdy ten gościu będzie otwierał klapę niepostrzeżenie wlecisz za nim i oczyścisz nam wejście. Reszty chyba tłumaczyć nie muszę. Zgadzasz się? - zapytał. Wiedział, że wypadałoby przedstawić ów plan i milicjantom, ale sytuacja temu nie sprzyjała, to też uspokajającym kiwnięciem głowy nakazał im, by cierpliwie patrzyli i czekali.
Izabell Ravlet:
To nie takie proste. Przemianie towarzyszy głośny trzask i kłęby dymu. Zauważy nas. Byłeś w Krukach, więc chyba umiesz się zakradać od tyłu. Możesz go zajść i ogłuszyć?- szepnął mauren do Diomedesa
Eric:
- Pewnie, że umiem - pochwalił się, lecz w jego głosie nie zabrzmiała nawet pojedyncza nuta dumy. - Tylko co nam to teraz da? - zadał kolejne retoryczne pytanie.
- Co ty na to, żebym odwrócił jego uwagę na krótką chwilę, a ty w tym czasie przemieniłbyś się w kruka i czekał, aż tu przyjdzie? Może jest zjarany, widziałem wcześniej jak dwóch, którzy mnie doprowadzili do tej kryjówki jarało trawkę... - powiedział. Propozycja, którą przedstawił wydawała się rozsądna, choć może nie do końca bezpieczna. W każdym razie czas naglił i należało podjąć decyzję.
Izabell Ravlet:
Niech będzie - szepnął mauren - EOIAXI - mruknął. Zaklęcie wyostrzenia zmysłów może pomóc w wybraniu odpowiedniej chwili do zmiany
Eric:
Diomedes obdarzył maurena spojrzeniem, które mówiło "zuch chłopak", po czym ostrożnie odszedł od niego i wyszedł spomiędzy krzaków z dala od klifu, do którego zbliżała się jakaś postać. Było ciemno, tak więc Diomedes postanowił rozjaśnić ów ciemność. Położył się na ziemi tak, że niewielkie wzniesienie całkowicie maskowało jego obecność. Sięgnął za pazuchę i wyciągnął mały, lekko połyskujący kawałek drewna. Różdżkę. Wycelował ją jakieś trzy cztery metry od leniwie włóczącej nogami postaci i wyszeptał
- Ihigi - poczuł, jak różdżka zbiera w sobie moc. Od czasu, gdy nauczył się koncentracji za każdym razem gdy jej używał, czuł, jak magia przez nią przepływa, jak wzbiera w niej ciepła i niebezpiecznie pociągająca energia. Ekscytowało go to. Nie dał się jednak ponieść magicznemu uczuciu, pewnie trzymał różdżkę i nie pozwolił swej dłoni nawet drgnąć. W końcu piorun kulisty wystrzelił. Oświetlił cały teren wokół i śmignął zaraz przed nosem nonszalancko wędrującego do kryjówki fanatyka. Diomedes przez chwilę miał wrażenie, że ten dostanie ataku serca, gdy zobaczył jego wychodzące z oczodołów gałki oczne. Tak się chyba jednak nie stało, więc Nivellen czekał teraz, aż ów człowieczyna zacznie się zastanawiać, co to było i skąd przyszło i dam tym samym pole do działania dla Darlenita.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej