Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niepokoje na południu...

<< < (3/37) > >>

Izabell Ravlet:
Przepraszam, ale chyba mnie pan z kimś pomylił. Przybyłem tutaj dzisiaj ze stolicy w sprawie grupy nowicjuszy Gildii Magów, którzy zaginęli tutaj. - Darlenit nie był zachwycony tonem jakim urzędnik do niego przemawiał, co więcej, sądził, że został pomylony z poszukiwanymi nowicjuszami

Dragosani:
Darlenit wyraźnie zobaczył po twarzy milicjanta, że zacisnął on zęby z gniewu. Oderwał wzrok od przeglądanych papierów.
- Słuchaj no... niewiele mnie obchodzi kim jesteś i skąd przybyłeś. Wiem o tych waszych nowicjuszach, a jakże! Ale nie mam na to czasu! Niech ta twoja Gildia zwerbuje mi więcej ludzi, to zajmę się tą sprawą. Obecnie jest ich niewystarczająco, abyśmy mogli zajmować się wszystkim na raz.- westchnął, jakby ten wybuch gniewu i wyrzucenie z siebie frustracji nieco go ostudził. - Zróbmy to tak. Ja przejże raporty i poszukam wzmianek o tych zaginionych. A ty, w ramach swoistej przysługi, pomożesz moim chłopcom w patrolu. Pasuje? - widać było, że funkcjonariusz nie jest zły. Mógł być nawet skory do pomocy. Po prostu był przepracowany.

Izabell Ravlet:
Dobrze więc. Kiedy mamy wyruszyć? - odrzekł krótko Darlenit. Nie miał zbytnio ochoty na "spacery", ale nie miał również zamiaru błagać/żądać informacji wbrew woli urzędnika.

Dragosani:
Zupełnie jak na komendę zza jednych drzwi wyszła dwójka milicjantów. Różnili się od siebie w sposób dość skrajny. Jeden z nich był człowiekiem wielkim. Bynajmniej nie ze względu na jakąś specjalnie rozbudowaną tkankę mięśniową. Powodem jego rozmiarów była tusza. Mimo rozmiaru był oczywistym atutem miejskiej milicji. Szarży takiej osoby mało kto mógłby się przeciwstawić. Drugim funkcjonariuszem był mały człowieczek (to znaczy był najprawdopodobniej człowiekiem), wyglądający jak skrajnie wychudzony krasnolud bez brody. Gdyby nie miał na sobie munduru można by go raczej wziąć za pijaczka spod karczmy. Siedzący za biurkiem dowódca oznajmił.
- ÂŚwietnie. To kapral Nobby Nobbs i sierżant Bodb Aberhaizer. Chłopcy, ten tutaj pomoże wam w patrolowaniu. Zadbajcie, aby poznał ile mamy pracy... - Nobby i Bodb błysnęli kompletem zepsutych zębów w czyms co miało być uśmiechem. Po tym bez słowa wyciągnęli czarnoskórego adepta z posterunku. 

Eric:
Nobbs? :D

Diomedes był zadowolony wystrojem tawerny. Nie była taka, jak te brudne, cuchnące karczmy portowe, gdzie człowiek musiał patrzyć pod nogi, by nie wdepnąć na zdychające stosy szczurów. W duchu podziękował też, że nie unosi się tu zbyt wiele pyłków; jego nos był bardzo wrażliwy. Przechodził wśród hulających i pijących ludzi. Atmosfera była niezwykle swojska i przyjazna. Tu kufel poleciał na ziemię, tu jakaś para pijanych tancerzy wiła się po parkiecie lub po stole, a gdzie indziej chłystki próbowały się w siłowaniu na rękę. Jak w każdej tawernie, z tą różnicą, że ta była zadbana. Karczmarz z uśmiechem wycierał ladę i rozmawiał z jakimś załamanym chłopiskiem, co go najwyraźniej babsztyl rzucił. Tu Diomedes zreflektował, że barmani musieli posiadać naprawdę rozległą wiedzę na temat odwiedzających ich gości. W  końcu to tutaj przychodzili się wspólnie radować lub samotnie smucić i wszystko to odbywało się w towarzystwie alkoholu, który jak wiadomo sprawia, że człowiek staje się bardziej szczery. Diomedes przysiadł się do rozżalonego mężczyzny, który topił swe smutki w szklance whisky. Jej przyjemny aromat szczypał nozdrza Nivellena, ten jednak na razie nie chciał ulec pokusie. Skinął na karczmarza.
- Chciałbym porozmawiać o pewnych specjalnych usługach... - analizując to, co powiedział i przyglądając się zdziwionej minie barmana, pacnął się w czoło i sprostował natychmiast. - Nie, nie o dziewki chodzi! Informacje mi potrzebne. Konkretne i tanie. Lub darmowe, jeśli łaska. Nie przychodzę tu w byle sprawie. - zakończył i zmierzył karczmarza wzrokiem pewnego negocjatora.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej