Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Izabell Ravlet:
Darlenit zaś, zamiast obijać się po karczmach musiał patrolować miasteczko z dwójką niezbyt rozgarniętych milicjantów. Wychodząc przed posterunek, żegnany przez krzywy uśmieszek faceta za biurkiem, odetchnął świeżym powietrzem. W miarę świeżym.
To prowadźcie, panowie[/b] - odrzekł. Miał nadzieję, że patrol zleci szybko...
Dragosani:
Diomedes
Mina karczmarza bynajmniej nie była zdziwiona, gdy młody nowicjusz powiedział pierwsze słowa. Ileż to razy biedny barman musiał wskazywać drogę napaleńcom do najbliższego zamtuza, albo też dziwek pracujących "w terenie". Lecz następne słowa Diomedesa sprostowały sprawę. A szkoda, obserwowanie takiej pomyłki, jak i młodzieńca wijącego się, aby wyjaśnić całą sprawę z pewnością byłyby zabawne. Karczmarz zamyślił się. Teraz Diomedes mógł zobaczyć, że mężczyzna ów musiał żyć w stresie. Albo też ostatnie dni były bardzo stresujące. Zdradzał to wyraz oczu karczmarza. Na tyle, na ile młody nowicjusz mógł to rozpoznać. Mężczyzna przestał wycierać szklankę i nachylił się nad blatem.
- Ludzie tutaj nie lubią dzielić się sekretami. Szczególnie z obcymi. - syknął przez zęby. Tak aby nie zostać usłyszanym przez pozostałych gości lokalu. Trudne to nie było z racji, ze owi klienci właśnie zapijali się do nieprzytomności.
Darlenit
"Niezbyt rozgarnięci milicjanci" niemal wypchnęli adepta z posterunku. Właściwie zrobił to sierżant Bodb, gdyż mały Nobbs raczej sam zostałby wepchnięty do budynku przez stojącego Darlenita. Chyba ze ten byłby zbyt obrzydzony, aby dotknąć kaprala, co w sumie było całkiem zrozumiałe. Zaraz po opuszczeniu posterunku Nobbs pogrzebał w małej sakiewce noszonej u pasa i wydobył z niej kawałek zwiniętego, brudnego i bardzo pogiętego papieru. Czarnoskóry adept zorientował się co to właściwie jest w chwili, gdy milicjant wsadził sobie ów zwitek do ust i zapalił jeden z jego końców maleńkim krzesiwem. Zaciągnął się obficie dymem po czym podał papierosa Bodbowi. Grubasek w uśmiechem również się zaciągnął i przekazał skręta Darlenitowi.
- To co, młody. - zaczął Nobbs. - Czym tak wkurzyłeś starego, że kazał ci nam pomagać? Albo raczej... czym tak go wkurzyłeś i kim jesteś, że nie wtrącił cie za to do celi, hę? - zapytał szturchając przyszłego maga placem w pierś. Na szacie Darlenita w tym miejscu pozostawił brudna plamkę.
Izabell Ravlet:
Darlenit odruchowo przetarł plamę ręką, chcąc ją zetrzeć. I tu popełnił błąd - to co było na szacie w części znajdowało się teraz na dłoni maurena. Próbując ukryć zniesmaczenie odrzekł na pytanie:
Poszliśmy na układ. Więcej nie musicie wiedzieć. Chodźmy
Eric:
Diomedesa zdziwiło zachowanie karczmarza. Z reguły byli chętni do dzielenia się informacjami. Oczywiście za drobną opłatą. Młodzieniec zmarszczył czoło i spojrzał przymrużonym wzrokiem w zaniepokojone oczy karczmarza. Między nimi dwoma dało wyczuć się pewne napięcie. Barman wyraźnie czekał, aż nowicjusz coś odpowie. Diomedes nie chciał odstąpić, dlatego też nie zważał na podejrzaną reakcję swojego rozmówcy i spokojnym, uspakajającym lecz zarówno poważnym głosem powtórzył:
- Jak już mówiłem, to naprawdę ważne. Może pana to mało obchodzić, ale od tego może zależeć życie. - powiedział, nie wiedząc, czy nie zdradził aby za nadto stresujących szczegółów. Miał nadzieję, że karczmarz nie zareaguje paniką. - W ostateczności - dodał i wskazał na podzwaniający przy każdym jego ruchu mieszek. - Mogę zapłacić.
Dragosani:
Darlenit
Człeczyna jedynie prychnął. Rzucił porozumiewawcze spojrzenie swojemu towarzyszowi. Widocznie obaj mieli wiele razy do czynienia z podobnym traktowaniem.
- Ruszamy. - burknął Bodb. Zręcznie wymanewrował swoim ogromnym cielskiem tak, aby skierować się wzdłuż ulicy. Położył dłoń na rękojeści miecza, jakby ten gest miał dodać mu nieco dostojnego wyglądu. I rzeczywiście, sunął wśród przechodniów dostojnie niczym barka dumnie płynąca po kanale lub rzece. Z jego lewej strony kroczył Nobby. Raz jeszcze można było podziwiać jak bardzo różnili się oni z wyglądu. Kapral Nobby popalał papierosa dzieląc się nim z sierżantem i pogwizdywał wesoło. Znaczy się "chyba pogwizdywał", gdyż to co wydobywało się spomiędzy jego warg brzmiało bardziej jak plucie.
Diomedes
Barman już chciał odegnać upierdliwego nowicjusza. Lecz w ostatniej chwili powstrzymał się. Zmierzył chłopaka uważnym spojrzeniem. Jego szatę, jako ukazującą kim on właściwie jest. Jego miecz, który wyglądał na bardzo skuteczny przyrząd w kontaktach międzyludzkich. I samą postawę nowicjusza, która zdradzała, ze potrafi on ów miecz wykorzystać do czegoś więcej niż popisywanie się przed panami, czy też otwierania butelek piwa (którego to technikę opracowali okoliczni milicjanci). Karczmarz odwrócił się plecami do nowicjusza. Gmerał coś przy beczce z piwem. Dał się słyszeć apetyczny chlupot. Gospodarz zwrócił się ponownie twarzą do nowicjusza i postawił na blacie kufel piwa, który przysunął do Nivellena.
- Na koszt firmy. - powiedział tylko. Było to dość dziwne, że karczmarz ot tak częstuje piwem obcego człowieka. Lecz bystre oko nowicjusza dostrzegło że pod kuflem leżał złożony kawałek papieru.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej