Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bandyci w spódnicach...
Dragosani:
Po tej krótkiej wymianie zdań grupa minęła bestialsko zmasakrowane ciała leśnych drapieżców i wyruszyła do osady. Droga, mimo że była tak samo długa jak poprzednio, wydawała się zajmować więcej czasu. Było to zapewne efektem tego, ze robiło się coraz ciemnej i co chwile któryś ze śmiałków potykał się o korzeń, albo coś innego, co tylko korzeń podejrzanie przypominało. Wędrując poprzez las słyszeli co chwilę nawoływania zwierząt, budzących się na nocny żer. Kilka razy coś przemknęło tuż obok wśród zarośli. W końcu dotarli do zabudowań, które w ciemności wydawały się jeszcze bardziej ponure niż poprzednio. Mrok, cisza i smród opanowały osadę, tak jak przedtem władały nią kruki żywiące się zdechłymi rybami. Grupa instynktownie starała się iść cicho, aby nie zakłócić tej ponurej atmosfery. ÂŚmiałkowie powoli zbliżali się do ratusza, irracjonalnie starając się przemykać pomiędzy cieniami. Wyszli w końcu zza rogu jednego z budynków. Ukryci w jego cieniu dostrzegli ratusz. Był to całkiem okazały budynek zbudowany w stylu typowym dla tego rodzaju budowli. Do podwójnych drzwi od frontu prowadziły kilkustopniowe, drewniane schody. Po dwóch stronach wejścia było kilka okien... z których dobiegał delikatny blask, jakby świecy.
Nessa:
- Późno jest. Czyżby jakiś pracuś? - szepnęła najprawdopodobniej mimowolnie. Ponura atmosfera i jej się udzieliła.
Izabell Ravlet:
Ktoś ma ochotę zostać na straży i ubezpieczać tyły? - zapytał z nadzieją w głosie. W środku mogli się spodziewać wszystkiego...
Adaś:
-Jeśli nie ma chętnych to ja zostanę tylko w razie jakieś bitki wołajcie mnie.-Odpowiedział z lekkim uśmiechem na ustach który był prawie nie dostrzegalny w tych ciemnościach.
Hagmar:
No to wchodzimy. Aragorn nie miał najmniejszego zamiaru się cackać, z drzwiami oczywiście... a więc otworzył je z "kopa".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej