Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gdy umarli spać nie mogą...

<< < (4/12) > >>

Gordian Morii:
-Dobrze w takim razie stajemy.- rzekł i skierował konia pod zajazd. Zsiadając z siodła przerzucił wodze przez szyję zwierzęcia i zaprowadził je do stojącej obok stajni. Nie rozsiodłał konia gdyż postój miał trwać ledwo kilka minut. Przed wejściem do środka zaczekał aż jego towarzysze zajmą się swoimi końmi.

Patty:
Poprowadziłam konia do stajni, gdzie udał się już elf i zsiadłam z wierzchowca. Przeciągnęłam się i poluźniłam nieco popręgi, by koń choć kilka minut mógł odetchnąć spokojnie i zostawiłam go w towarzystwie innych rumaków, by mógł sobie pogawędzić. Sama zaś ruszyłam do wejścia, widząc, że Elltharias już tam stoi i czeka. Uśmiechnęłam się do niego lekko i wkroczyłam do środka.

Gordian Morii:
-Julianie chodź szybko.- zawołał do zakonnika i chwilę później sam wszedł do karczmy. Wewnątrz było wesoło. Muzyka grała, ludzie śpiewali, kilka osób nawet tańczyło. Elf jednak nie zwrócił na to większej uwagi. Szybko podszedł do płonącego w kominku ognia i ogrzał zziębnięte dłonie. Zauważył, że nieopodal kilka osób próbuje się na rękę. Zainteresowany podszedł i chwilkę przystanął przyglądając się jak jeden z mężczyzn, którego wygląd przypominał klasycznego drwala wygrywał z każdym kolejnym przeciwnikiem.

Patty:
Weszłam do środka, chłonąc atmosferę miejsca. Muzykanci grali jakąś skoczną melodię, wyraźnie dobrze się przy tym bawiąc, a spora część osób tańczyła do rytmu. Usiadłam blisko ognia, chcąc się ogrzać i zaczęłam przysłuchiwać się rozmowom, mimowolnie raczej, bo musiałabym ich słuchać i tak. Kątem oka patrzyłam, jak elf z zainteresowaniem obserwuje mierzących się na rękę autochtonów. Szybko spostrzegłam, że jeden wyraźnie przoduje w rozgrywkach. Bogowie, co to za olbrzym, przemknęło mi przez myśl, gdy taksowałam drwala wzrokiem. Zastanawiałam się, czy przypadkiem Elltharias nie spróbuje się z nimi zmierzyć.

Gordian Morii:
Elf uśmiechał się pod nosem już kilka chwil. Wreszcie wypalił
- Drogi panie stawiam mój miecz, że ta twoja niezwyciężoność wychodzi tylko z tego, że nie masz dla siebie prawdziwie godnego przeciwnika. Stawiam mój miecz i wszystkich tu zebranych biorę na świadków, że wystarczy tamta okruszyna aby Cię powalić.- rzekł dosyć niepoważnym tonem.
- Cooo? ÂŻe niby babie nie dam rady?! A niech podejdzie szybko to jej może rączki nie złamię! Dawaj miecz elfie! Jest już mój!- zagrzmiał basowym tonem.
- Hola, a co jeśli przegrasz? - zapytał.
- No chyba kpisz! Ale dobra, jak przegram to oddaję całe złoto... iii od dzisiaj możecie mi mówić Jadzia! - to powiedziawszy zwrócił się do otaczających go mężczyzn, którzy jak przypuszczał zareagowali salwą gromkiego śmiechu. Elf odpiął klamrę miecza i położył go na stole obok sporej kupi złota. Elltharias tylko kiwnął głową w kierunku Patty wskazując jej dłonią zydelek naprzeciw drwala. Nie było wyjścia trzeba było stawać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej