Tereny Valfden > Dział Wypraw
Epicka wyprawa na targ po kostury
Dragosani:
Zeleris wrócił do rozstaju ulic. I byłby nie zauważył Diomedesa, który oddalił się już o kilkaset metrów. Nie zauważyłby go, gdyby nie szczęście, które w odpowiedniej chwili rozrzedziło nieco tłum. Dracon warknął jakieś przekleństwo i rozpostarł skrzydła. Ludzie wokół, przestraszeni, zaczęli krzyczeć. Co niektórzy nawet się przewrócili. Zaś mag wzniósł się w powietrze i poszybował do Diomedesa. Dognał go kilkoma machnięciami skrzydeł. Wylądował przed nim, zagradzając mu drogę.
- Chciałeś spieprzyć? - warknął. Wydawał się być zdenerwowany. Co w przypadku Czarnego Dracona mogło oznaczać użycie niszczycielskiej magii. - Miałeś czekać, a nie szlajać się po mieście, kurwa mać! Czasy gdy byłeś niezależny od magów dobiegły końca. Teraz jesteś w Gidli i masz słuchać się magów bardziej doświadczonych! Nawet w błahych sprawach! - Flamel niemalże rzucił pakunki z kosturami Dioomedesowi. - Nieś to. Musimy kupić jeszcze nasiona. po tych słowach ruszył w kierunku straganów z roślinnością.
Eric:
Diomedes dygnął ze strachu, gdy zobaczył przed sobą rozgniewaną sylwetkę czarnego dracona. I wtedy nadeszło też olśnienie. Przypomniał sobie o nasionach, które musieli kupić. Mężczyzna złapał zręcznie ciśnięte w niego pakunki i ruszył za magiem wyższej rangi.
- Nie chciałem. Po prostu zapomniałem o tych nasionach. - rzucił na swoją obronę. - W sali wieczornej Mistrz Devristus mówił tylko o szatach i kosturach, o ile dobrze pamiętam.
Dragosani:
- Wspomniał o nasionach, jak wracałem z biblioteki. - odparł mechanicznie Dracon. Wszedł w uliczkę kupców sprzedających roślinność wszelaką. Niemal od razu, zewsząd dobiegł ich zapach kwiatów. Oraz nawozu. Kupcy zachwalali swój towar, twierdząc że warzywa i owoce są najświeższe, zaś kwiaty najpiękniejsze. Jednak Arcymaga i kandydata interesowało coś innego. Stoisko z nasionami było stosunkowo skromne. Ot, kilka skrzyń i worków wystawionych pod plandeką. Dracon podszedł do kupca.
- Chciałem kupić trochę nasion. Konkretnie chodzi mi o Alfist, Gerloth, Ighmarak i Mortheon. Po worku każdego rodzaju. - kupiec, wyjątkowo milczący, kiwnął tylko głową i zabrał się do wybierania odpowiednich worków. Były to spore pakunki, zapewne do zasiewu większych terenów. A na pewno nie do siania w doniczkach.
- Trzysta sztuk złota. - powiedział kupiec, chrapliwym głosem. Dracon wyłożył pozostałe mu złoto z tego, które pobrał ze skarbca Gildii i wziął worki. Litościwie postanowił je nieść samemu. Diomedes i tak był prawie przeciążony.
- No to do portalu. - powiedział mag do kandydata.
300 sz - 300 sz = 0 sz
Eric:
- No to do portalu - odpowiedział zgodnie. Ledwo dźwigając wszelkie pakunki nawet nie wychylał głowy, by obejrzeć oferowane przez kupców dobra. Jednak jego nozdrza wyłapywały mocne zapachy wszelkich ziół. Przez chwilę w głowie zawitała mu myśl wypalenia tego wszystkiego. Zachichotał pod nosem.
- Mam nadzieję, że to już wszystko. - powiedział - Moja ładowność jest niestety ograniczona. - dodał kąśliwie.
Dragosani:
Zeleris szedł za Diomedesem. Tłumił śmiech, gdy widział jak człowiek dźwiga. Było to takie pocieszne. W końcu dotarli jednak do portalu. Mag nie zatrzymywał się nawet, tylko wszedł wprost w niego. Przeniósł się do Gildii. Ich kupiecka wyprawa zakończyła się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej