Tereny Valfden > Dział Wypraw

Skrzynka

<< < (2/7) > >>

Mogul:
Dalsza część podróży minęła dosyć szybko mimo tego że nie zamieniliście już ani słowa. Powodem był narastający znów strach mężczyzny gdy byliście coraz bliżej celu. W pewnym momencie nie wytrzymał. Zatrzymał się spoglądając Ci głęboko w oczy. Gdyby nie powaga faceta sytuacja wydałaby się wręcz komiczna.
-Pamiętaj, uważaj na siebie. Pójdziesz teraz dalej prosto, na pewno odnajdziesz resztki karawany, nie trudną ją dostrzec. ÂŻegnaj. Miał rację ale nie wziął pod uwagę faktu że zaczynało zmierzchać.

Eric:
- Taa... Bywaj, bohaterze - mruknął kąśliwie i powędrował prosto przed siebie. Wiatr smagał jego niezwiązane włosy i szczypał oczy. Niestrudzony mężczyzna szedł nadal, a strach ani przez chwilę nie zagościł w jego umyśle. Narastało jedynie zaciekawienie i typowe dla wojownika podniecenie przed walką. Każdy mięsień trwał w gotowości, a dłoń gotowa była by chwycić za rękojeść dwuręcznego miecza. Zaczynało się robić ciemno, ale Nivellenowi to nie przeszkadzało. Szedł przez mrok z obłąkanym uśmiechem na twarzy. Powoli zbliżał się do celu.

Mogul:
Czas dnia zmienił podróż na bardziej nieprzyjazną. ÂŚcieżka którą stąpałeś była dobrze widoczna nawet w lekkim półmroku. Z nudów obserwowałeś okoliczne tereny, które były nijakie. Pola i łąki, pola, łąki. Wprowadzały one w nastrój melancholii która jednak została przerwana gdy z daleka ujrzałeś zaczynający się las który emanował wręcz wrogością. Wątłe promienie światła dawały swoisty urok temu miejscu do którego powolnie zbliżałeś się. Po kolejnych trzech minutach wędrówki ujrzałeś zarys karawany.  Zadowolił Cię jej widok, lecz było coś nie tak. Ujrzałeś lekki ruch jednak nie byłeś tego pewien czy był on realny czy tylko Ci się zdawało. W końcu ciemność płata różne figle.

Eric:
Przypominając sobie przysłowie "przezorny zawsze ubezpieczony" Diomedes sięgnął po swój miecz i wyciągnął go z pochwy na plecach. Uspokoił oddech i zaczął się skradać. Zmniejszył hałas swoich stóp do minimum i starał się dojrzeć jeszcze raz ten wcześniejszy ruch. Niestety jego wzrok był bezsilny w walce z mrokiem. Teraz miał tylko jedno zadanie - pozostać niezauważonym. Uważając by miecz nie przeszkadzał mu zbytnio w cichej przeprawie, Diomedes powoli, krok po kroku zbliżał się do szczątek karawany. Czujnie rozglądał się przy tym na boki. Jego intuicja podpowiadała mu, że nie jest tu sam. Już niedługo miał się przekonać czy słusznie...
Cichy zabójca, Kamuflaż

Mogul:
Gdy tak skradałeś się usłyszałeś dziwny hałas. Brzmiał on jakby ktoś mlaskał lub coś jadł. Znalazłeś się w odległości na tyle bliskiej byś mógł dojrzeć samą karawanę jak i co jest obok niej. Ujrzałeś trzy ciała, a dokładniej dwa całe  trupy i  dolną część człowieka a dokładniej same nogi wraz z biodrami. I nic poza tym. Całe ciała były "prawie" nietknięte pomijając rany jakby od broni białej. Do jednego dodatkowo dobierał się wilk który zjadał mu trzewia. Najwidoczniej bestia wyczuła Cię, spojrzała się na Ciebie szczerząc kły i warcząc wściekle. Rzucił się na Ciebie w niepohamowanej żądzy mordu, był wściekły ponieważ przerwałeś mu kolację.

1 Wilk


:// jakby cuś to z niedaleka widzisz w miarę dobrze, jedynie z daleka jest kiepsko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej